04.05.2023, 00:18 ✶
To nie było tym, czego się spodziewała. Podejrzewała Louvaina o naprawdę wiele, o rzeczy znacznie gorsze, niż tajemne wypady do mugolskiej części Londynu, w której ona sama nigdy nie była. Rozumiała jednak, że dla kogoś z jego nazwiskiem, samo przebywanie wśród szlam mogło stanowić podstawę do wydziedziczenia oraz utratę zaufania i reputacji w świecie Czarodziejów, których potrzebował. Jej rodzina nie była aż tak ważna, a ojciec nigdy nie wybaczyłby jej przebywania w takim miejscu. Nie miało teraz jednak znaczenia, czego mógłby od niej chcieć lub nie chcieć, bo go nie było, jak zwykle. Cynthia miała więc okazję pierwszy raz od bardzo dawna poczuć, jak ogarnia ją niepewność i poniekąd jakieś zaintrygowanie, niezdrowe i niewłaściwie dla damy z Ministerstwa Magii. Tylko czy nosząc te nieszczęsną skórzaną kurtkę, wysokie buty i świecąc dekoltem, wciąż była tą samą Cyną, która nosiła koszule i eleganckie sukienki? Nawet jeśli próbowała zamaskować swoje zaskoczenie, swoje wątpliwości, jak i ciekawość, znał ją chyba na tyle, że umiałby dostrzec te subtelne zmiany w jej spojrzeniu.
Inną sprawą było to, że to był jego pomysł i chyba pierwszy raz, to on oferował jej poznanie jakieś cząstki siebie, co chyba też wzbudzało w nim jakiś dyskomfort, co zauważyła, gdy przestała patrzeć do góry na wysokie budynki i odnalazła jego twarz. Przez ułamek sekundy była w kropce, cały jej zdrowy rozsądek buntował się wewnętrznie, podważając samo stanie w tym miejscu, ale ostatecznie zepchnęła go gdzieś na bok, decydując się na pójście w stronę tego, co nie znała i jakąś formę wyjścia ze strefy komfortu. Westchnęła cicho, zwilżając usta zakryte czerwoną pomadką i pokręciła głową na jego pytanie, zaprzeczając. O dziwo wcale nie patrzyła na niego, jakby oceniała go w jakikolwiek sposób, nawet jeśli czuła odrobinę dyskomfortu i niepewności. - Brzmi jak coś, co lubisz. - zauważyła po jego uśmieszku, unosząc dłoń i zgarniając jeden z jasnych kosmyków, który uciekł z jej kitki za ucho.
Nie miała pojęcia, czego się spodziewać po tym miejscu i właściwie też trochę po nim. I to chyba był najbardziej ekscytujący element wieczoru. - A już zwątpiłam w Twój gust. - rzuciła zadziornie, posyłając mu krótki uśmiech, chyba trochę na rozluźnienie tego małego napięcia, które poczuła między nimi kilka minut wcześniej. Dobrze było wiedzieć, że wszystko było w porządku. Spojrzała na wciąż zerkające w ich stronę małolaty z uniesionymi brwiami, dość chłodno i z wyższością, ale tego ostatniego nie miała wcale w planach. Tak wyszło. Podświadomość wciąż szeptała jej ostrzeżenia o tym, że to byli tylko mugole.
Zasady były krótkie, ale treściwe. Przytaknęła więc, nie mając w planach absolutnie się oddalać, bo zwyczajnie raz, że nie wiedziała gdzie, a dwa, pewnie zrobiłaby tu coś niemądrego, co mogłoby się skończyć kłopotami. Gdy nadstawił jej przedramię, uniosła brew. - To pasuje do szpilek, garniturów i sukienek, nie do skóry Lou. - nawiązała do tego, co zdążyła dookoła zaobserwować. A w tym była równie dobra, co w sekcjach zwłok. Bez cienia skrępowania więc złapała go za rękę, zaciskając delikatnie palce i grzecznie ruszyła za nim w stronę grupy na głośnych motorach, której przedstawicieli uznała później za idiotów, gdy jeden z nich zdecydował się odpalić papierosa od swojej maszyny. Zdawali sobie sprawę, jak poważne mogły być poparzenia i jak łatwo topiła się ludzka skóra? Nie wspominając już o zapachu, który temu towarzyszył. Jego przywitanie z nimi również nie było tym, do czego przywykła i co zwykle jej pokazywał. I te zmiany, które dostrzegała w czarnowłosym towarzyszu były chyba jednak bardziej interesujące, niż świat mugoli. Na komentarze na swój temat prychnęła, obdarzając jegomościa krótkim i chłodnym spojrzeniem, godnym miana królowej lodu. Chociaż "barek specjalny" był nazwą intrygująca, nie zareagowała. Gdy dostrzegła, jak mugol obmacuje ludzi, którzy weszli przed nimi, skrzywiła się mimowolnie. Cynthia ogólnie rzecz biorąc, nie lubiła tracić kontroli i to ona zawsze dyktowała warunki, ustawiała granice. Na szczęście i tym razem jej towarzysz był przygotowany, wciskając ochroniarzowi jakiś banknot.
W klubie było głośno, mrugało mnóstwo świateł, a w powietrzu mieszało się tyle aromatów, że mogło zakręcić się w głowie. Było też duszno, co było chyba celowym efektem, aby wzmocnić w ludziach pragnienie. Gdy przesunęła wzrokiem po sali, dostrzegła tak różnych ludzi i z tak wielu grup społecznych, że nie miałaby pojęcia, jak mogłaby to właściwie skomentować. Od skąpo ubranych kobiet, po mężczyzn ubranych w podobny do nich sposób, motocyklistów, jakieś wystrojone kobiety i nawet kilku starszych facetów w garniturach — byli tu wszyscy. Na dźwięk jego głosu, który przebił się przez muzykę, odwróciła głowę i tym samym twarz w jego kierunku, dostrzegając jednocześnie kolejną grupę, która chciała wejść. Niewiele myśląc, pociągnęła jego dłoń i przyciągnęła go do siebie, wspinając się na palce. - Naprawdę myślisz, że tak łatwo można mnie przestraszyć? - jej cichy głos dotarł do jego ucha, a potem uśmiechnęła się tylko zadziornie, cofając pół kroku i rozejrzała dookoła raz jeszcze, szukając chyba baru. Jakkolwiek zdolną aktorką by nie była, na trzeźwo będzie jej naprawdę ciężko z tym natłokiem bodźców, do których nie była przyzwyczajona, sobie poradzić. - Jakie mają tu dobre drinki? - zapytała jeszcze, przeciskając się między ludźmi, kątem oka zauważając rozkładającą się kapele. - Lub może od razu coś mocniejszego?
Inną sprawą było to, że to był jego pomysł i chyba pierwszy raz, to on oferował jej poznanie jakieś cząstki siebie, co chyba też wzbudzało w nim jakiś dyskomfort, co zauważyła, gdy przestała patrzeć do góry na wysokie budynki i odnalazła jego twarz. Przez ułamek sekundy była w kropce, cały jej zdrowy rozsądek buntował się wewnętrznie, podważając samo stanie w tym miejscu, ale ostatecznie zepchnęła go gdzieś na bok, decydując się na pójście w stronę tego, co nie znała i jakąś formę wyjścia ze strefy komfortu. Westchnęła cicho, zwilżając usta zakryte czerwoną pomadką i pokręciła głową na jego pytanie, zaprzeczając. O dziwo wcale nie patrzyła na niego, jakby oceniała go w jakikolwiek sposób, nawet jeśli czuła odrobinę dyskomfortu i niepewności. - Brzmi jak coś, co lubisz. - zauważyła po jego uśmieszku, unosząc dłoń i zgarniając jeden z jasnych kosmyków, który uciekł z jej kitki za ucho.
Nie miała pojęcia, czego się spodziewać po tym miejscu i właściwie też trochę po nim. I to chyba był najbardziej ekscytujący element wieczoru. - A już zwątpiłam w Twój gust. - rzuciła zadziornie, posyłając mu krótki uśmiech, chyba trochę na rozluźnienie tego małego napięcia, które poczuła między nimi kilka minut wcześniej. Dobrze było wiedzieć, że wszystko było w porządku. Spojrzała na wciąż zerkające w ich stronę małolaty z uniesionymi brwiami, dość chłodno i z wyższością, ale tego ostatniego nie miała wcale w planach. Tak wyszło. Podświadomość wciąż szeptała jej ostrzeżenia o tym, że to byli tylko mugole.
Zasady były krótkie, ale treściwe. Przytaknęła więc, nie mając w planach absolutnie się oddalać, bo zwyczajnie raz, że nie wiedziała gdzie, a dwa, pewnie zrobiłaby tu coś niemądrego, co mogłoby się skończyć kłopotami. Gdy nadstawił jej przedramię, uniosła brew. - To pasuje do szpilek, garniturów i sukienek, nie do skóry Lou. - nawiązała do tego, co zdążyła dookoła zaobserwować. A w tym była równie dobra, co w sekcjach zwłok. Bez cienia skrępowania więc złapała go za rękę, zaciskając delikatnie palce i grzecznie ruszyła za nim w stronę grupy na głośnych motorach, której przedstawicieli uznała później za idiotów, gdy jeden z nich zdecydował się odpalić papierosa od swojej maszyny. Zdawali sobie sprawę, jak poważne mogły być poparzenia i jak łatwo topiła się ludzka skóra? Nie wspominając już o zapachu, który temu towarzyszył. Jego przywitanie z nimi również nie było tym, do czego przywykła i co zwykle jej pokazywał. I te zmiany, które dostrzegała w czarnowłosym towarzyszu były chyba jednak bardziej interesujące, niż świat mugoli. Na komentarze na swój temat prychnęła, obdarzając jegomościa krótkim i chłodnym spojrzeniem, godnym miana królowej lodu. Chociaż "barek specjalny" był nazwą intrygująca, nie zareagowała. Gdy dostrzegła, jak mugol obmacuje ludzi, którzy weszli przed nimi, skrzywiła się mimowolnie. Cynthia ogólnie rzecz biorąc, nie lubiła tracić kontroli i to ona zawsze dyktowała warunki, ustawiała granice. Na szczęście i tym razem jej towarzysz był przygotowany, wciskając ochroniarzowi jakiś banknot.
W klubie było głośno, mrugało mnóstwo świateł, a w powietrzu mieszało się tyle aromatów, że mogło zakręcić się w głowie. Było też duszno, co było chyba celowym efektem, aby wzmocnić w ludziach pragnienie. Gdy przesunęła wzrokiem po sali, dostrzegła tak różnych ludzi i z tak wielu grup społecznych, że nie miałaby pojęcia, jak mogłaby to właściwie skomentować. Od skąpo ubranych kobiet, po mężczyzn ubranych w podobny do nich sposób, motocyklistów, jakieś wystrojone kobiety i nawet kilku starszych facetów w garniturach — byli tu wszyscy. Na dźwięk jego głosu, który przebił się przez muzykę, odwróciła głowę i tym samym twarz w jego kierunku, dostrzegając jednocześnie kolejną grupę, która chciała wejść. Niewiele myśląc, pociągnęła jego dłoń i przyciągnęła go do siebie, wspinając się na palce. - Naprawdę myślisz, że tak łatwo można mnie przestraszyć? - jej cichy głos dotarł do jego ucha, a potem uśmiechnęła się tylko zadziornie, cofając pół kroku i rozejrzała dookoła raz jeszcze, szukając chyba baru. Jakkolwiek zdolną aktorką by nie była, na trzeźwo będzie jej naprawdę ciężko z tym natłokiem bodźców, do których nie była przyzwyczajona, sobie poradzić. - Jakie mają tu dobre drinki? - zapytała jeszcze, przeciskając się między ludźmi, kątem oka zauważając rozkładającą się kapele. - Lub może od razu coś mocniejszego?