Marzenia nie były głupie, choć ludzie często je tak określali, kiedy je w końcu wyśnili. Bujali w obłokach licząc na to, że tam będzie lepiej niż tutaj. Dlatego Sauriel tak lubił alkohol. Dlatego kiedyś odcinał się od świata szukając pocieszenia w tych innych, istniejących tylko w jego głowie, a do którego mogły go zanieść tylko różnego rodzaju eliksiry, których spożywanie nie było dobre dla zdrowia. Dla umysłu też nie. Człowiek wpadał w uzależnienie, z którego ciężko się było wyciągnąć. Ale nie były głupie. Marzenia, zwłaszcza te zdrowe, pozwalały trwać i iść dalej. Pozwalały na to, żeby człowiek widział nadzieję tam, gdzie wszystko inne już zgasło. Były płomieniem świecy, która czasem mogła wątpliwie migotać w dłoni, a czasem hulała przy mocniejszym wietrze. I gasnąć nie chciała. Sauriel tego również na głos nie mówił, że Victoria zapaliła dla niego ten dogasający knot świeczki, którą trzymał. I że on też miał swoje marzenie - że ktoś wyciągnie swoje dłonie do tej świecy i zakryje płomyk, żeby nie zgasł w jego własnych, drżących rękach.
- A co, ja? - Najlepszym przykładem na to, że już było lepiej, był fakt, że Sauriel zaczął nawracać się na swoje pyskówki i cynizm. Po człowieku (i wampirze) najlepiej rozpoznać powrót do normy, kiedy i wracało poczucie humoru. Lecz tak, no nikogo innego tu nie było. A podobno nie istniały głupie pytania i były tylko głupie odpowiedzi... nic bardziej mylnego.
- Zobaczyć ranę? Świntuszku... jak chcesz mnie pooglądać nagiego wystarczy poprosić.- Uśmiechnął się jednym kącikiem ust, patrząc na jej ruchy, na to jak ustawiała wszystko na stoliku, odpowiadając na jej spojrzenia. I było mu ciepło. Było mu miło i przyjemnie. - Aaa... ja biedny... ojejej jej ała, ale boli. - Zrobił to nieco przerysowanie, tak jak dramatyczny gest ułożenia jednej dłoni na czole, kiedy już jego podusia była pod jego głową. Leżał na boku, żeby ją widzieć. - Będę częściej przyjmował nóż na klatę, żebyś wokół mnie tak skakała. - A najgorsze było to, że mówił przy tym całkiem poważnie. Dla takiego miłego poczucia, że ktoś o ciebie tak dba i tak się o ciebie boi mógł zrobić dużo głupich rzeczy! To znaczy okej, no żartował, nie był [aż takim] masochistą. Ale byłby do tego zdolny. - Możesz mi naprawić fatałaszki. Czuję, że śmierdzę. - Miał wrażenie, że nadal czuje ten dziwny, mdły zapach z tamtej alejki. A poza tym to smród ulicy. - Nie wiem... zmogło mnie nagle. Chyba ktoś mnie nie lubi bardzo. Szok. - Znowu się uśmiechnął. - Mmm, trochę za dzieciaka, dużo jak... nie pamiętam czy ci mówiłem, ale z wampirzym głodem to jest tak, że on nigdy nie mija. Zawsze jest. A na początku trudno to kontrolować. - A on chciał to kontrolować. Nie rzucać się do gardeł ludzi, żyć jakoś normalnie, normalnie funkcjonować. Ale to wcale nie było proste.
- Daj. - Wyciągnął łapki po drugą podusię jak takie dziecko, któremu mama przynosi bardzo cenny prezent. I przycisnął ją do siebie jak takiego misia, zamykając oczy z ulgą i zadowoleniem. - Odpocznę sobie trochę, dobra? Tylko trochę...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.