- Skąd wiesz? - Zaczepił ją jeszcze troszeczkę. Odpowiedź na to pytanie była oczywista. Mieli rozmowę co do tego, jak ona była odbierana, jak się prezentowała. Dla niego teraz była słodka. I teraz, myśląc o tej słodyczy, ścisnęło mu się gardło, ledwo powstrzymał się przed oblizaniem warg. Bo już je rozchylił, jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął. I tylko przez ten moment jego wzrok się wyostrzył, kiedy spoglądał na Victorię i chociaż widział ją to dostrzegał też jej krew. I to było ponure. Słodycz, słodycz, a słodycz ta wcale nie była poszukiwana tylko w słowie i geście. Szkoda - pomyślał. Lecz minęły czasy, w których czułby się przez to źle. Przez to, jak mocno go krew do siebie przywoływała.
Poprosić o atencję... hah... Brzmiało tak łatwo. I było łatwe. W jego wykonaniu na pewno było bardzo łatwe. Potrafił być atencyjny, jeszcze jak! Przynajmniej tak teraz rozumował, bo jego własne zachowanie, gesty i czyny trochę mu się teraz rozjeżdżały w jego własnej opinii i osądzie co do tego, czy faktycznie zabieganie o tę atencję było wpisane teraz w jego życie. Chyba określiłby to wszystko raczej mianem niemego krzyku niż atencyjnością. Wziął sobie jej słowa jednak do serca i potraktował ją poważnie w jej stwierdzeniu, że wystarczy słowo. Zamierzał to zapamiętać. Odpowiedzią z jego strony było tylko jego spojrzenie, aż dziwnie poważne przez moment. Dziwnie, bo przecież Sauriel do większości rzeczy starał się podchodzić z machnięciem ręki, na wyjebaniu i nie przejmując się przesadnie. Słowo "starał" to też słowo-klucz, bo wiadomym było wszystkim, kto się z nim zadawał, że chimeryczność jego nastroi ulegała zmianie błyskawicznie i od wkurwa przechodził znowu do śmieszków przez pstryknięcie palców. Co też świadczyło o tym, że "nie przejmowanie się" jednak nie było wpisane w pełni w jego system. Nie tak w pełni, jakby on sam sobie tego życzył. Choć na pewno było z tym o wiele "lepiej" niż kiedyś. Bo faktycznie mógł na większość rzeczy machnąć ręką.
- Może mi czegoś dolali do whisky. Nie wiem. Ale nogi mi się zaczęły uginać dopiero od jakiegoś dziwnego zapachu. Potem odleciałem i mnie dopadli. - Czy Sauriel się tym przejmował? Nie. Właściwie to nie. Noc jak noc, czasem wygrywasz, czasem przegrywasz. Czy jednak zamierzał to tak zostawić. Ależ oczywiście, że również odpowiedź brzmi: nie! Zamierzał zrobić z tymi skurwysynami, którzy go tak urządzili, porządek. Na razie jednak nie miał siły się wkurwiać czy nad tym zastanawiać.
Zasnął. Natychmiastowo, kiedy tylko sobie na to pozwolił.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.