Właśnie - jak martwy. Sauriel nie miał pojęcia, jak to dokładnie działało, ten wampirzy sen. Wiedział jednak, że nijak nie przypominało to snu. Tego prawdziwego, płytkiego czy głębokiego snu, który czasem malowany był snami, których się nie pamiętało, a innym razem przygodami, które zostawały w głowie na długo. Jego sen był jak... mała śmierć. Niczego nie było. Nie mógł powiedzieć, że wypoczywa, że czuje się wyspany, że jest mu lepiej czy gorzej. Nic. Nie było żadnych odczuć związanych z prymitywnym faktem zażywania snu. Zasypiał i budził się na zawołanie, jakby gdzieś podświadomie ciągle czuwał. Jednocześnie nic do niego nie docierało ze świata zewnętrznego.
I jak na zawołanie zerwał się z kanapy, kiedy jego instynkt zaczął wrzeszczeć, że wstaje słońce.
Był przerażony. Gdyby jego serce biło, teraz próbowałoby przebić się przez jego żebra. Nie biło. Nie przyśpieszył jego oddech ani tętno, było tylko odczucie paniki, która uderzała do głowy. W pokoju było jednak całkowicie ciemno. Nieznanym pokoju, w nieznanym miejscu - poznanym dopiero wczoraj, półprzytomnie, więc czy na pewno o poznaniu można mówić? Spojrzał na zasłony, szczelnie zaciśnięte, a potem jego wzrok skupił się na Victorii. Spała. Zamiast iść do łóżka, albo wrócić do domu to ta wariatka spała tutaj, jakby... nie wiem, jakby coś miało mu się stać. A co niby miałoby? Nie mógł umrzeć. To krótkie zdanie sprawiło, że słyszał już tyle wymówek w związku z tym, że sam je przyswoił. Wszystko było niemal dopuszczalne, bo nie mógł umrzeć. Cała reszta była po prostu przelotnym dyskomfortem. Oderwał w końcu od niej spojrzenie, żeby rozejrzeć się raz jeszcze po wnętrzu. Właściwie dopiero teraz docierały do niego jego szczegóły. Jak to, że większośc mebli pozasuwana była białymi prześcieradłami, żeby się nie niszczyły od kurzu i brudu. Mówiła o tym wczoraj, tak..? Że to dom... że to dom "w razie czego"? Że jest jej? Chyba pomyślał wtedy, że też chciałby mieć takie domy "w razie czego", gdzieś gdzie można by się było zaszyć.
Upewnił się, że ma na sobie kurtkę, dotykając swojego przedramienia i zaciskając na nim palce. Kurwa. W zasadzie teraz do niego dotarło, jakie to było niebezpieczne, jak wiele problemów mogło stworzyć, jak... właściwie to na pewno? Nie lepiej by było, gdyby się dowiedziała teraz? Dramat. Mleko się nie rozlało, więc nie było co nad nim płakać. Natomiast: mogłoby. I lepiej było to zachować w pamięci. Mogłoby...
Nie chciał się za bardzo kręcić, żeby jej nie obudzić, a z drugiej strony nie chciał tu tkwić i... liczyć palce. Był niespokojny. Po pierwsze: czuł się już dobrze, więc irytacja wczorajszej nocy wezbrała na sile. Po drugie - był dzień. Nawet jeśli wczesny poranek, a on nie czuł się tu swobodnie ani nie miał poczucia bezpieczeństwa. Nie chodziło o brak zaufania do Victorii. Nie miał zaufania do tego miejsca. To nie był jego teren. I po trzecie - był głodny. Ten trzeci aspekt był tu przeważająco mocny. Poddenerwowany kocur nie miał pomysłu na to, co ze sobą zrobić. Wyjść? Założyć prześcieradło na łeb i wyjść? A co z drzwiami? No i co, zostawi ją tak bez słowa? Trochę głupio? Gdyby była noc to może i by tak wyszedł, albo i może by nie wyszedł...
Na szczęście nie było mu dane rozpędzić się galopem z myślami i zacząć tworzyć paczki głupich pomysłów. Jego mózg został zatrzymany - bo Victoria się obudziła.
- No w końcu! - Nie to, że krzyknął, ale Sauriel nie krył się po prostu ze swoimi emocjami, które teraz były negatywami. Niecierpliwił się i to zniecierpliwienie było teraz słyszalne. I tak naprawdę miał do siebie samego trochę wyrzut, bo przecież wiedział, że Victoria miała problemy ze spaniem. I tylko dlatego, chociaż widać było po jego chmurnej minie, że gotów był tutaj tworzyć cały stos nieprzyjemności, to zamknął gębę. Bo kiedy kogoś lubił to naprawdę potrafił ją zamykać. - Pojebało cię? Spać na fotelu? Łóżka nie mają? Czemu do domu w ogóle nie wróciłaś?
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.