Fuck. No nie chciał tak zaczynać ich "dzień dobry". Uuuch, jak to w ogóle brzmi: "ICH DZIEŃD DOBRY". To by dopiero zgroza i zgorszenie poszły famą, jakby wyszło że przed zaręczynami już po nocach ze sobą sypiają! A przynajmniej obok siebie, ale takie szczegółowe wyjaśnienie nikogo by zapewne nie interesowało. Tak działał rynek plotek, kochany przez tych, którzy sami nie mieli wystarczających emocji we własnym życiu. Sauriel tych emocji miał czasem aż za wiele.
Przeklinające kobiety były czymś okropnym, a do Victorii przeklinanie całkowicie nie pasowało. To trochę tak, jakby kujonka wyjęta rodem z Hogwartu zaczęła... oh wait. Tak, właśnie to zrobiła. Były kobiety, na których wargach przekleństwa leżały jak szminki - bardzo dobrze. Ale nie na ustach Victorii. Obdzierało ją to z całego uroku i stawiało parę metrów niżej w tym rynsztoku, gdzie ci wszyscy niekulturalni ludzie (z nim włącznie) się babrali, bo nie potrafili się ugryźć w język. Co to w sumie oznaczało? Do niego dotarło tyle, że Victorię idealizował. I dotarło do niego to dopiero teraz, na tym przykładzie, na tym jak ją zlustrował wzrokiem, a przecież nie przeklęła pierwszy raz przy nim. Więc co się zmieniło? Ona? Na pewno nie. On? Hmm... Nikt się nie zmienił. Zmieniła się tylko perspektywa siedzenia.
- Trupów nie trzeba pilnować. - Przecież to nie miało najmniejszego sensu, to jej zachowanie i nie bardzo potrafił przyswoić jej decyzję do głowy. Nie było się o co martwić, więc po co tak stawać na głowie? Kogoś innego oskarżyłby o popisówkę, jakąś próbę wydębienia potem przysługi za "dzielne czuwanie", ale Victoria była całkowicie odklejona. Dbała, troszczyła, martwiła się i... och, zaraz, czy ona wczoraj nie przyobiecała że jak się chce atencji to...
- Ay... jestem jak ten młody bóg. - Mruknął, już nie odnosząc się do jej spania czy niespania w fotelu, bo to była w zasadzie tylko jej sprawa. Skoro uważała, że jej to odpowiada to... - Widać po tobie, jak bardzo ci nie przeszkadza. Następnym razem połóż się do łóżka jak człowiek. Mi się naprawdę nic nie może stać. - Kim on był, żeby jej życie ustawiać? Jej przyszłym mężem, ale teraz jeszcze nawet nie narzeczonym. Nawet nie przyjacielem. Nawet nie... kochankiem. Był ledwo znajomym, który mógł wyrazić swoje ewentualne zaniepokojenie z tego, że źle sypia. To właśnie uczynił. - W sensie źle sypiasz. W ogóle. - Wyjaśnił, bo może jego pobudki nie były oczywiste. Na pewno to źle wyraził, fakt. Ściągnął z kolan poduszkę, położył ją na bok... ale zaraz znowu ją wziął i położył na kolanach z powrotem, przyciskając ją do siebie. I gapiąc się na Viki.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.