Głuptasek. Mrugnął do niej dwa razy robiąc minę niepocieszonego dziecka - i to była naprawdę iście dziecięca mina. Ano tak, zadziałało, jeśli miało zatkać dzioba. Głuptasek zadziałał jednak o wiele skuteczniej, bo nie sprowadzał tego niesmacznego uczucia, a wręcz przeciwnie. Jak tak miał go ktoś strofować to mógł grzecznie siedzieć i przyjmować strofowanie. Nawet bez pyskowania! Brzmiało to kompletnie odjechanie, a zarazem mu się podobało. Czemu? Nie wiedział. Brzmiało tak miło. Tak lekko i sympatycznie. Wszystkie przekleństwa można było tu wstawić czy nawet pomijając rzucanie klątw słowem, to te słowa dosadne, proste i oczywiste. Np: debil. Głupiec, nawiązując do uroczego zdrobnienia. I jak tu nie uważać ją za słodką? Nawet go trochę tym słowem uspokoiła. I tym uśmiechem. Zeszło z niego spięcie i powietrze i... uświadomił sobie, że tak się spiął, bo się zmartwił. I się wkurwił, bo był zdenerwowany, że swoje zdrowie tutaj marnuje dla takiego nikogo jak on. Prawdę mówiąc kompletnie nie pomyślał o tym, że narkotyk mógł mieć jakieś swoje działanie i to późniejsze. Albo że mógł nie opuścić jego ciała i sobie krążyć. Działanie eliksirów i innych tego typu rzeczy było czasami niewiadome, skoro potrzeba było niektóre syfy wydalić z organizmu, a wampiry nie miały żadnych funkcji życiowych. Z drugiej strony one powinny się roznosić po krwi, a skoro krwi nie było..? Czarna, przepastna dziura, czysta magia, której nie wyjaśnisz. Nekromancja była doprawdy pojebaną sztuką.
Chciał jej powiedzieć, że mógłby wyjść. Na te promienie słońca. Zamknął jednak swoją jadaczkę, bo nikt tu nie potrzebował smętnego pierdolenia. Za to ostentacyjnie odetchnął i wywrócił oczami, niby to taki zły i w ogóle, że co on normalnie ma zrobić z tą kobietą. Tak na końcówkę odreagowania po prostu.
- Niech ci będzie. - Rozsądził jakże wspaniałomyślnie. - Zdziwiłabyś się jak często jestem w stanie takim jak wczoraj. - Uśmiechnął się pod nosem. - Słuchaj, no nie planuję, jeśli cię to uspokoi. - Słychać było po jego tonie, że jest to wypowiedziane jako żart. - Co normalne? Że głupoty ci się śniły? - Że śnią jej się ciągle głupoty, czy normalne że po alkoholu, a może normalne, że po takich wydarzeniach? Bo intensywne, zwłaszcza te dodające adrenaliny, wydarzenia powodowały zazwyczaj sny. - Cuchniesz wódką. - Dodał, tak jakby miała wątpliwość, czy pamięta, że popiła. Nawet jakby zapomniał, to pewne rzeczy same się przypominały. - Ale ja nie cuchnę ulicą. - Powąchał się po skórze. I to był dobry moment do upewnienia się, że wszystko ma na swoim miejscu. Tknęło go to. Zaczął sprawdzać skórę, koszulkę, sprawdził nawet swój brzuch, podnosząc trochę materiał, potem kieszenie, czy wszystko ma. No było co sprawdzać. Ale też się nie śpieszył szczególnie.
- Luzik bejbe, jak coś zostaje w ranie to goi się razem z tym. Już to przerobiłem. - I to powiedział to takim tonem, jakby to naprawdę nie było nic wielkiego i miało uspakajać. - Zagoiło się, dzięki wielkie. - Okej, nie lubił dziękować, ale tutaj był jej to winny. I to tak mocno. Nie musiała się wcale nim zajmować, mogła też do Munga go zanieść, gdzie mogłyby być niewygodne pytania. - Powrót do domu wczoraj byłby koszmarem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.