07.05.2023, 23:07 ✶
Starała się odnaleźć najlepszą maskę dla miejsca, do którego ją zabrał. Oczywiście nie zamierzała jej nosić przed nim, ale wszyscy dookoła mieli postrzegać ją tak, jak sobie wymyśliła. Funkcjonowała w ten sposób od dawna, zyskując wiele cennych kontaktów i dobrą opinię. Trochę kosztem samej siebie, ale nigdy nie żałowała, bo cel uświęcał środki. Nie miała okazji udawać mugola, niewiele o mugolach wiedziała. Ich świat oraz zwyczaje były dla niej zagadką, czasem nawet wypowiadane przez nich słowa były pozbawione sensu. I była skłonna poniekąd upaść tak nisko tylko dlatego, że Lestrange jej to zasugerował i iskrę te podsycała ciekawość. Nie mogła powstrzymać się jednak przed patrzeniem na nich z góry. Powinna się tego bać? Cynthia zawsze miała problem z odczuwaniem strachu. Przez ułamek sekundy uciekła myślami, odwracając twarz w jego stronę i przyglądając się jego profilowi, zacisnęła delikatnie usta. Byli do siebie bardziej podobni, niż początkowo sądziła. Doceniała jego chęć pokazania jej sekretu, całkiem brudnego, który przecież mogłaby w każdej chwili użyć przeciwko niemu, a jednak wiedział, że blondynka nigdy by tego nie zrobiła. To było przyjemnie przeświadczenie o tym, że jej ufał. Ciepły impuls.
Nigdy nie czuła się skrępowana w jego towarzystwie, chociaż tak wiele dziewcząt wzdychało do Louvaina już od czasów Hogwartu. Nie przeszkadzała jej bliskość, w której ich postawiła, przyciągając go do siebie pewnym gestem, przepuszczając jakichś mugoli, którzy zupełnie jej nie interesowali, ale po co mieli wpadać na niego? Jego słowa sprawiły, że na ułamek sekundy rozchyliła usta, pozwalając sobie na zaskoczony wyraz twarzy, bo to, o co ją podejrzewał i co ją zasugerował, było niedorzeczne. Błękitne oczy przesunęły po jego twarzy w poszukiwaniu ciemnego spojrzenia. - A więc będę musiała Ci udowodnić, że się mylisz.
Nie czułaby się komfortowo, gdyby myślał o niej, jako o osobie przepełnionej paraliżującymi niepewnością myślami. Nawet jeśli kilka takowych faktycznie przemknęło jej przez głowę przez okoliczności, radziła sobie z nimi chyba nieźle. Nie miała pojęcia, jak długo trwała ta konfrontacja spojrzeń, którą chciał ją prowokować, ale żadne z nich nie zamierzało odpuścić, tak od razu.
Faktycznie, on przyciągał więcej kłopotów, niż odganiał i to zwykle umiała sobie z nimi radzić. Tylko jakie właściwie mogą mieć kłopoty w mugolskim klubie? Przesunęła spojrzeniem po wnętrzu, po twarzach bawiących się ludzi, po wymieniających się pocałunkami parach i westchnęła bezgłośnie, czując subtelnie przebiegający wzdłuż kręgosłupa dreszcz. Nie było przecież sytuacji, z którą Cynthia sobie nie poradzi. Na jego słowa uśmiechnęła się tylko pod nosem. - Może powinnam chociaż raz zmienić położenie i je przyciągnąć. Pytanie tylko, czy dasz radę sobie z nimi poradzić? - nie pozostawała mu dłużna w tych prowokacjach, a gdy odwróciła głowę przez ramię, puściła mu tylko figlarne oczko. Będzie łatwiej, jak się napije.
Gdy załatwił im loże i komunikował się z obsługą praktycznie na spojrzenia, to wiedziała, że tu bywał. Zsunęła z ramion kurtkę, rzucając ją niedbale na siedzisko i poprawiła cienkie ramiączka od dopasowanej sukienki, pozwalając, aby długa kitka spłynęła jej na ramię. Bez słowa obserwowała to, co robił i chociaż poniekąd podejrzewała, że na alkoholu się nie skończy, nie była pewna, jak jej organizm zareaguje. Poza eliksirem na bezsenność i takim, który pozwalał jej normalnie funkcjonować, kofeiną i okazjonalnym papierosem niczego nie próbowała. No przecież nie stchórzy. Przysunęła się bliżej, łapiąc palcami za jego nadgarstek i przysunęła używkę do ust, zgodnie z jego instrukcją zaciągając się delikatnie. Miało zupełnie inny posmak niż nikotyna, wywołało subtelne, ale nienachalne pieczenie, wypełniając płuca. Czuła falę ciepła, gdy wypuściła powolnie dym, odsuwając papierosa od ust, na którym zostawiła czerwonawy ślad od swojej szminki. - Jak często tu bywasz? - zapytała z nutą zaciekawienia, czując z każdą upływającą sekundą silniejsze uderzenia serca oraz natłok myśli, przeróżnych emocji, które na co dzień starała się trzymać szczelnie zamknięte. Przesunęła wzrokiem po pozostałych lożach, bezwstydnie lustrując siedzących tam ludzi. - Nie, żebym nie wiedziała, że lubisz.. Szaleć, ale przyznam szczerze, zaskoczyłeś mnie doborem miejsca i towarzystwa. - dodała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, nie była jednak na niego zła i nie miała pretensji. Była za to coraz ciekawsza. Przywarła plecami do kanapy, zakładając nogę na nogę i stuknęła paznokciami w stół, zastanawiając się, jakie drinki im przyniesie kelner, a w międzyczasie, jej spojrzenie wróciło do czarnowłosego. Jego oczy nieco się zmieniły, miał inne niż zwykle źrenice — a więc jego towar wcale nie był taki słaby.
Nigdy nie czuła się skrępowana w jego towarzystwie, chociaż tak wiele dziewcząt wzdychało do Louvaina już od czasów Hogwartu. Nie przeszkadzała jej bliskość, w której ich postawiła, przyciągając go do siebie pewnym gestem, przepuszczając jakichś mugoli, którzy zupełnie jej nie interesowali, ale po co mieli wpadać na niego? Jego słowa sprawiły, że na ułamek sekundy rozchyliła usta, pozwalając sobie na zaskoczony wyraz twarzy, bo to, o co ją podejrzewał i co ją zasugerował, było niedorzeczne. Błękitne oczy przesunęły po jego twarzy w poszukiwaniu ciemnego spojrzenia. - A więc będę musiała Ci udowodnić, że się mylisz.
Nie czułaby się komfortowo, gdyby myślał o niej, jako o osobie przepełnionej paraliżującymi niepewnością myślami. Nawet jeśli kilka takowych faktycznie przemknęło jej przez głowę przez okoliczności, radziła sobie z nimi chyba nieźle. Nie miała pojęcia, jak długo trwała ta konfrontacja spojrzeń, którą chciał ją prowokować, ale żadne z nich nie zamierzało odpuścić, tak od razu.
Faktycznie, on przyciągał więcej kłopotów, niż odganiał i to zwykle umiała sobie z nimi radzić. Tylko jakie właściwie mogą mieć kłopoty w mugolskim klubie? Przesunęła spojrzeniem po wnętrzu, po twarzach bawiących się ludzi, po wymieniających się pocałunkami parach i westchnęła bezgłośnie, czując subtelnie przebiegający wzdłuż kręgosłupa dreszcz. Nie było przecież sytuacji, z którą Cynthia sobie nie poradzi. Na jego słowa uśmiechnęła się tylko pod nosem. - Może powinnam chociaż raz zmienić położenie i je przyciągnąć. Pytanie tylko, czy dasz radę sobie z nimi poradzić? - nie pozostawała mu dłużna w tych prowokacjach, a gdy odwróciła głowę przez ramię, puściła mu tylko figlarne oczko. Będzie łatwiej, jak się napije.
Gdy załatwił im loże i komunikował się z obsługą praktycznie na spojrzenia, to wiedziała, że tu bywał. Zsunęła z ramion kurtkę, rzucając ją niedbale na siedzisko i poprawiła cienkie ramiączka od dopasowanej sukienki, pozwalając, aby długa kitka spłynęła jej na ramię. Bez słowa obserwowała to, co robił i chociaż poniekąd podejrzewała, że na alkoholu się nie skończy, nie była pewna, jak jej organizm zareaguje. Poza eliksirem na bezsenność i takim, który pozwalał jej normalnie funkcjonować, kofeiną i okazjonalnym papierosem niczego nie próbowała. No przecież nie stchórzy. Przysunęła się bliżej, łapiąc palcami za jego nadgarstek i przysunęła używkę do ust, zgodnie z jego instrukcją zaciągając się delikatnie. Miało zupełnie inny posmak niż nikotyna, wywołało subtelne, ale nienachalne pieczenie, wypełniając płuca. Czuła falę ciepła, gdy wypuściła powolnie dym, odsuwając papierosa od ust, na którym zostawiła czerwonawy ślad od swojej szminki. - Jak często tu bywasz? - zapytała z nutą zaciekawienia, czując z każdą upływającą sekundą silniejsze uderzenia serca oraz natłok myśli, przeróżnych emocji, które na co dzień starała się trzymać szczelnie zamknięte. Przesunęła wzrokiem po pozostałych lożach, bezwstydnie lustrując siedzących tam ludzi. - Nie, żebym nie wiedziała, że lubisz.. Szaleć, ale przyznam szczerze, zaskoczyłeś mnie doborem miejsca i towarzystwa. - dodała jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, nie była jednak na niego zła i nie miała pretensji. Była za to coraz ciekawsza. Przywarła plecami do kanapy, zakładając nogę na nogę i stuknęła paznokciami w stół, zastanawiając się, jakie drinki im przyniesie kelner, a w międzyczasie, jej spojrzenie wróciło do czarnowłosego. Jego oczy nieco się zmieniły, miał inne niż zwykle źrenice — a więc jego towar wcale nie był taki słaby.