Och tak, to była grzeczna dziewczynka o niegrzecznych predyspozycjach, z grzecznego domu i o niekoniecznie grzecznych myślach. Intencje tylko pozostawały białe. Czy zawsze? Victoria nie była święta - lubił w niej to, nawet bardzo. Może poza tym przeklinaniem, bo naprawdę uważał, że kompletnie obdzierało ją to z uroku. Była prawdziwa. Nie udawała świętej i nie próbowała za taką uchodzić, nie wstydziła się przyznać do tego, że brakuje jej plusów w rachunku sumienia i że dopuściła się kilku rzeczy, których można się było wstydzić. Nie pytał o to. Może miał nawet o tym złe wyobrażenie - ale dokładnie taki obraz ta kobieta przed nim malowała. To były jednak grzeszki, które dla niego sprowadzały się do jej testu człowieczeństwa. Nie zapadała się w nich - stała dalej tak samo i pilnowała, żeby jej droga nie była dziurą i schodami w Piekło. Przynajmniej do czasu. Do czasu, w którym poznała ciebie.
- Naprawdę mi szkoda, że się poznaliśmy. - Odetchnął, mówiąc całkiem szczerze, nawet z lekkim uśmiechem, który utrzymał się przez moment na jego wargach. - Szkoda mi, że taka osoba jak ty ma do czynienia z takim rynsztokiem, jak ja. - Przymknął oczy. - Mogłaś być jakąś wiedźmą. Wtedy przynajmniej nie byłoby mi żal, że zmarnowałem ci życie. - I że zostawił rysy i brud na jej pięknym człowieczeństwie. To był dla niej kolejny test, tylko taki na dużą skalę. Obcowanie z kimś takim, jak ty. Jeszcze nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielkim. Widziała tylko małą powierzchnię, bo wrażenie bad boya sięgało w najgłębsze zakamarki tego świata. Mroczne, ponure i niebezpieczne.
- Będę się budził i tulił cię przez noc. - Uśmiechnął się szelmowsko, akcentując te słowa, żeby nadać im jeszcze więcej absurdalnego charakterku, niż już miały same w sobie. I to groźba czy obietnica? Można wybrać, które się chce! Tak żartował jak i nie żartował. Gdyby słyszał, że coś złego jej się śni to by zareagował. Naprawdę spróbowałby ją uspokoić, a jeśli by się nie dało - obudzić. Chyba spała bardzo lekko? Nie był pewien. Na szczęście też on potrafił bardzo, bardzo lekko i cicho chodzić. Jak chyba każdy szanujący się Rookwood.
- Jestem kapryśny. Na pewno chcesz, żebym sobie myślał, że moje życzenia są rozkazami? - Błysnęły aż chochliki w jego czarnych oczach, które były jak lustra. Oczy były zwierciadłami duszy. Ale w tych Sauriela zamiast jego duszy można było odnaleźć własną. - Spokojnie. Nie będę cię ciągał na żadne wysokości. Zgodnie z tym, co powiedziałem. - Wtedy, kiedy mówił, że żadnej więcej karocy. I wtedy był wręcz szokująco stanowczy, bo nie trzeba było geniuszu żeby szybko stwierdzić, że czarnowłosy był wygodnym człowiekiem. Że nie przepadał za przewodzeniem, wolał z własnego lenistwa wykonywać polecenia. I to niekoniecznie jak najlepiej, po prostu jak najskuteczniej i najmniejszym kosztem. Nie musiało być dokładnie, dopóki sam nie widział w tym własnego interesu. Tak na pół gwizdka.
- Gdyby nie to, że jestem głodny as fuck to byłbym chyba podekscytowany jak małe dziecko, że siedzę sobie na kanapie i ktoś się o mnie troszczy. Udawałbym nawet, że dalej boli. - Mimo wszystko nadal drżały mu kąciki ust ku górze, kiedy mówiła o tym zaniepokojeniu. - Wkurwiłem się, że o siebie nie zadbałaś i jestem zirytowany, jak każdy głodny człowiek, ale nie daj się zwieść pozorom, jak każdy facet dojrzałem do trzeciego roku życia, potem już tylko rosłem. - A pozór był taki, że mimo zatrzymaniu się na 21 roku życia wyglądem to po Saurielu widać było zniszczenie życiem. Miał to spojrzenie ludzi, którzy swoich rówieśników dojrzałością prześcigali o kilka kolejnych lat. Bo za dużo widzieli. Bo za dużo doświadczyli. - Różyczko. - Potwierdził. - Trochę nie pasuje, nie? Ale ładnie brzmi. I ładnie wygląda. Zupełnie jak ty. - Uśmiechnął się do niej czarująco. Bo potrafił. I dobrze wiedział, że potrafi, tak jak dobrze wiedział, że potrafi flirtować i bajerować kobiety. I że im się to podobało. Ale tak jak zazwyczaj robił to dla własnego ubawu, to teraz zrobił to tylko po to, żeby jej było miło. Było to jednak szczere z jego strony. Nie silił się nigdy na fałszywe bajery. Szkoda mu było energii i czasu. W końcu i tak nie porucha, lol.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.