12.05.2023, 00:31 ✶
W przypadku mugoli Cymthia nie umiała jeszcze dostrzec ogromu możliwości, które dawał ich świat. Zwykle przecież zapominała o ich istnieniu, ojciec surowo zabraniał odwiedzania miejsc pozbawionych magii, nie wspominając o krytykowaniu każdego czarodzieja brudnej krwi. Zwykle więc nawet z takowymi nie rozmawiała. Nie doceniała tego, co Lou od tak dawna widział swoimi ciemnymi oczami, odwiedzając takie zbiorowiska dla rozrywki.
Jak mogłaby go postrzegać inaczej? Nigdy nie rozumiała fenomenu latania na miotłach i tej gry, której był gwiazdą, chociaż szczerze mu gratulowała i cieszyła się z jego sukcesów. Niezależnie ile miał galeonów, jak piękne kobiety go otaczały, jak mocno udawał kogoś, kim w rzeczywistości nie był — dla niej zawsze był tym chłopakiem ze szkoły, który miał figlarny błysk w oczach i uwielbiał stawiać siebie ponad innych, karmiąc własne ego. Nie przypuszczałaby nigdy, że czuł się przez skrępowany, a właściwie odważyłaby się stwierdzić, że głównie dlatego — nie licząc kwestii typowo medycznych, ją przy sobie trzymał.
- To prawda. Masz do tego talent. - nie mogła się nie zgodzić, nawet kąciki ust subtelnie drgnęły jej w górę, gdy przed oczami stanęło jej tak wiele sytuacji, z których się wykaraskał swoją charyzmą, jak i popularnością oraz pieniędzmi. Niekiedy nawet zaklęciami.
To ich różniło najbardziej, bo ona nigdy nie dopuszczała do sytuacji, nad którymi nie miała kontroli. Nie umiała bez niej poprawnie funkcjonować. On z kolei był chyba dobry w improwizowaniu, cenił sobie swobodę i poniekąd poza różnicami, też się uzupełniali.
Gdyby się Flintównie przyjrzeć, niezbyt często wychodziła poza ramy tego, co mogła i co umiała zrobić, zwyczajnie nie lubiąc porażek. Akurat jej wygląd i umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji sprawiały, że wiele mogła załatwić odrobiną kokieterii, kłamstwa i eliksirów. Chyba bardziej niebezpieczna dla niej była sytuacja, w której tkwiła obecnie niż tamta z Białego Wiwerna.
Obraz Cynthii, który mieli wszyscy, obraz, który miał się zmienić i to niekoniecznie pod wpływem jej szczerych chęci do pokazania tego, co chowała głęboko w środku. Posiadanie opinii królowej lodu było wygodne oraz bezpieczne, a nadmierne emocje z kolei nieprzewidywalne, budzące zagrożenie. Przez myśl jej przeszło, że miał naprawdę ciepłą skórę, chociaż posmak dymu zaraz odwrócił od tego uwagę. Może i nie powinna była tego robić, ale w jakiś sposób nie chciała odtrącać ręki, którą jej podał oraz zburzyć zaufania, które pomiędzy sobą mieli, a mógłby to w ten sposób odebrać. Wychodzenie ze strefy komfortu było pewnym aktem odwagi.
Obserwowała chwilę blady dym, który szybko znikał w blasku neonowych świateł i klubowym harmidrze, zanim wywróciła oczami na jego odpowiedź. Ciepło coraz mocniej rozchodziło się po jej ciele, nawet jej policzki zakrył subtelny rumieniec i reagowała na bodźce, które zwykle umiejętnie ignorowała. Muzyka sprawiła, że po ciele przebiegła jej gęsia skórka, która dodatkowo wywołał zapach jego perfum, który dotarł do jej nozdrzy, gdy odwróciła głowę w jego stronę oraz to ciepło skóry, które zostało jej w głowie. Ściągnęła brwi nieco zaskoczona, ale nie skomentowała jednak niczego, zwilżając jedynie wargi, przesuwając błękitnymi oczyma po gościach i nawet łaskawie odpowiadając na uśmiech jednego z mężczyzn, który chyba wypił za jej zdrowie, a tak przynajmniej zinterpretowała gest podniesionej szklanki. - Znajdujesz tu upust dla swoich emocji oraz potrzeb, rozumiem. - odpowiedziała na jego kolejne słowa już werbalnie, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Domyślała się, jak wiele z nich mogło tutaj zostać, oczyszczając mu umysł i umożliwiając powrót do magicznego świata z pełnią energii. Im dłużej mówił, tym bardziej wsłuchiwała się i docierał do niej sens tych słów, nie była tylko pewna, czy powinna rozsądkiem próbować potraktować to, w co w niej budził. - Świat bez ograniczenia i kontroli nie jest bezpiecznym miejscem. - zaczęła w końcu, przysuwając się bliżej Louvaina i znów złapała jego dłoń, przysuwając sobie do ust papierosa, przymykając oczy. Prowokował ją, co miała zrobić? Gdy dym wypełnił znów jej płuca i usta, poczuła silne uderzenie serca, które rozniosło po jej ciele tym razem nie ciepło, a jakąś niepokojącą ekscytację. Oparła się dłonią o jego udo, unosząc delikatnie do góry i dmuchnęła dymem w jego usta, unosząc powieki i tym samym ukazując błysk w jasnych tęczówkach, zupełnie inny, niż zawsze. - Dlatego właśnie powinniśmy to wykorzystać, masz rację. Zabawić się. - mruknęła cicho, odrobinę figlarnie, a potem przeczesała dłonią kitkę, wzrokiem przeczesując ludzi. Jej wzrok przykuła jedna z dziewcząt, które spotkały wcześniej na ulicy. Cynthia uśmiechnęła się chłód, wskazując na nią ruchem głowy. - Byłaby ładną marionetką, ale to łatwe, gdy patrzy na Ciebie w ten sposób. Powinnam ją przyprowadzić?
Posłała dziewczynie uśmiech, przygryzając dolną wargę i dyskretnie wskazując jej na swojego towarzysza głową, zupełnie, jakby coś sugerowała. Może i tak było. Cynthia nie znała się na emocjach, ale znała się na ludziach i na nic nie reagowali tak, jak na perspektywę dostania, tego, czego chcieli. A ona była tylko szlamą, doskonałym obiektem testowym.
Jak mogłaby go postrzegać inaczej? Nigdy nie rozumiała fenomenu latania na miotłach i tej gry, której był gwiazdą, chociaż szczerze mu gratulowała i cieszyła się z jego sukcesów. Niezależnie ile miał galeonów, jak piękne kobiety go otaczały, jak mocno udawał kogoś, kim w rzeczywistości nie był — dla niej zawsze był tym chłopakiem ze szkoły, który miał figlarny błysk w oczach i uwielbiał stawiać siebie ponad innych, karmiąc własne ego. Nie przypuszczałaby nigdy, że czuł się przez skrępowany, a właściwie odważyłaby się stwierdzić, że głównie dlatego — nie licząc kwestii typowo medycznych, ją przy sobie trzymał.
- To prawda. Masz do tego talent. - nie mogła się nie zgodzić, nawet kąciki ust subtelnie drgnęły jej w górę, gdy przed oczami stanęło jej tak wiele sytuacji, z których się wykaraskał swoją charyzmą, jak i popularnością oraz pieniędzmi. Niekiedy nawet zaklęciami.
To ich różniło najbardziej, bo ona nigdy nie dopuszczała do sytuacji, nad którymi nie miała kontroli. Nie umiała bez niej poprawnie funkcjonować. On z kolei był chyba dobry w improwizowaniu, cenił sobie swobodę i poniekąd poza różnicami, też się uzupełniali.
Gdyby się Flintównie przyjrzeć, niezbyt często wychodziła poza ramy tego, co mogła i co umiała zrobić, zwyczajnie nie lubiąc porażek. Akurat jej wygląd i umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji sprawiały, że wiele mogła załatwić odrobiną kokieterii, kłamstwa i eliksirów. Chyba bardziej niebezpieczna dla niej była sytuacja, w której tkwiła obecnie niż tamta z Białego Wiwerna.
Obraz Cynthii, który mieli wszyscy, obraz, który miał się zmienić i to niekoniecznie pod wpływem jej szczerych chęci do pokazania tego, co chowała głęboko w środku. Posiadanie opinii królowej lodu było wygodne oraz bezpieczne, a nadmierne emocje z kolei nieprzewidywalne, budzące zagrożenie. Przez myśl jej przeszło, że miał naprawdę ciepłą skórę, chociaż posmak dymu zaraz odwrócił od tego uwagę. Może i nie powinna była tego robić, ale w jakiś sposób nie chciała odtrącać ręki, którą jej podał oraz zburzyć zaufania, które pomiędzy sobą mieli, a mógłby to w ten sposób odebrać. Wychodzenie ze strefy komfortu było pewnym aktem odwagi.
Obserwowała chwilę blady dym, który szybko znikał w blasku neonowych świateł i klubowym harmidrze, zanim wywróciła oczami na jego odpowiedź. Ciepło coraz mocniej rozchodziło się po jej ciele, nawet jej policzki zakrył subtelny rumieniec i reagowała na bodźce, które zwykle umiejętnie ignorowała. Muzyka sprawiła, że po ciele przebiegła jej gęsia skórka, która dodatkowo wywołał zapach jego perfum, który dotarł do jej nozdrzy, gdy odwróciła głowę w jego stronę oraz to ciepło skóry, które zostało jej w głowie. Ściągnęła brwi nieco zaskoczona, ale nie skomentowała jednak niczego, zwilżając jedynie wargi, przesuwając błękitnymi oczyma po gościach i nawet łaskawie odpowiadając na uśmiech jednego z mężczyzn, który chyba wypił za jej zdrowie, a tak przynajmniej zinterpretowała gest podniesionej szklanki. - Znajdujesz tu upust dla swoich emocji oraz potrzeb, rozumiem. - odpowiedziała na jego kolejne słowa już werbalnie, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Domyślała się, jak wiele z nich mogło tutaj zostać, oczyszczając mu umysł i umożliwiając powrót do magicznego świata z pełnią energii. Im dłużej mówił, tym bardziej wsłuchiwała się i docierał do niej sens tych słów, nie była tylko pewna, czy powinna rozsądkiem próbować potraktować to, w co w niej budził. - Świat bez ograniczenia i kontroli nie jest bezpiecznym miejscem. - zaczęła w końcu, przysuwając się bliżej Louvaina i znów złapała jego dłoń, przysuwając sobie do ust papierosa, przymykając oczy. Prowokował ją, co miała zrobić? Gdy dym wypełnił znów jej płuca i usta, poczuła silne uderzenie serca, które rozniosło po jej ciele tym razem nie ciepło, a jakąś niepokojącą ekscytację. Oparła się dłonią o jego udo, unosząc delikatnie do góry i dmuchnęła dymem w jego usta, unosząc powieki i tym samym ukazując błysk w jasnych tęczówkach, zupełnie inny, niż zawsze. - Dlatego właśnie powinniśmy to wykorzystać, masz rację. Zabawić się. - mruknęła cicho, odrobinę figlarnie, a potem przeczesała dłonią kitkę, wzrokiem przeczesując ludzi. Jej wzrok przykuła jedna z dziewcząt, które spotkały wcześniej na ulicy. Cynthia uśmiechnęła się chłód, wskazując na nią ruchem głowy. - Byłaby ładną marionetką, ale to łatwe, gdy patrzy na Ciebie w ten sposób. Powinnam ją przyprowadzić?
Posłała dziewczynie uśmiech, przygryzając dolną wargę i dyskretnie wskazując jej na swojego towarzysza głową, zupełnie, jakby coś sugerowała. Może i tak było. Cynthia nie znała się na emocjach, ale znała się na ludziach i na nic nie reagowali tak, jak na perspektywę dostania, tego, czego chcieli. A ona była tylko szlamą, doskonałym obiektem testowym.