28.05.2023, 00:46 ✶
Zgodziłaby się z wizją oraz oceną przyjaciela, odnośnie do działania Ministerstwa i naiwności Slughorna. Stary głupiec poleciałby na wszystko, co miało wcięcie w talii i podkreślało dekolt, bo miał syndrom niespełnionego casanovy. Żałosne. Większość pracowników pełniącej władze instytucji niestety taka była — łatwa do oszukania, przekupienia i owinięcia sobie dookoła palca. Niewielu zostało czarodziejów z prawdziwym powołaniem do zawodu — na siebie oczywiście nie spoglądała, bo do przeprowadzania sekcji zwłok to nie było nigdy wielu chętnych. Pomagało jej to zachowywać stabilność w codzienności, a także pracować w sekrecie nad tajnikami nekromancji, która tak błędnie i krzywdząco była postrzegana przez prawo.
Mugole byli głupi, jeszcze bardziej chciwi piękna, pieniędzy i długowieczności. Snuli marzenia o magii, insynuowali to, jak wyglądałby świat z eliksirem nieśmiertelności, młodości lub takim, który leczył wszystkie rany, zupełnie nieświadomi tego, że wszystko to było dostępne na wyciągnięcie ręki, byli po prostu ślepi. A czaordzieje zbyt łaskawi, chroniąc ich przed wiedzą, ukrywając się w magicznych barierach i zasłonach. Dlaczego silniejsi właściwie się chowali? Nigdy się nad tym nie zastanawiała, bo ją to nie obchodziło, ale widocznie używka od Lovaina i alkohol sprawiały, że jej umysł wędrował w nieznanych lub zepchniętych gdzieś na bok kierunkach.
Obydwoje byli przyzwyczajeni do spojrzeń, chociaż te mugolskie Cynthii wcale nie schlebiały. Nie raz już ktoś rozbierał blondynkę wzrokiem, ale nie w tak ordynarny sposób, jak w tym nieszczęsnym barze, który lubił jej czarnooki towarzysz. Znosiła to jednak dzielnie, skupiona na innych sprawach i priorytetach wieczoru.
Rozumiał jej intencję, tylko jeszcze o tym nie wiedział. Skoro ją tutaj przyprowadził, pokazywał swój sekret i maskę, której nawet Loretta mogła nie znać, znaczyło, że obcował z mugolami na wielu różnych płaszczyznach. Chciała sprawdzić, na jakich oraz w jaki sposób, a wpatrzona w niego dziewczyna była prostą ofiarą, która sama się wykładała no i nie wzbudzała podejrzeń, skoro rozglądała się za nim od dłuższego czasu. Przesunęła palcami po jasnej kitce, przenosząc wzrok w swojego drinka, gdy ich nowa koleżanka wprowadzała swój nieudolny podryw, nie mając zupełnie pojęcia o sztuce, jaką była kokieteria. Gdyby była czarownicą i do tego z przyzwoitą krwią, Cynthia może by jej czegoś nauczyła.
- Louise. - odpowiedziała w końcu, puszczając Flintównie oczko, a potem skupiła się już na siedzącym obok mężczyźnie. W jakiś sposób to imie zupełnie do niej nie pasowało, ale kim była, aby o tym dyskutować? I tak ją to nie obchodziło, mogła być nawet Rickym. Przysunęła kieliszek do ust, ukrywając subtelne rozbawienie jego zaangażowaną w małą grę reakcją, aż uwierzyła, że się przejął. Niemniej jednak, czy nie sugerowało to trochę, że lubił bawić się brudnymi laleczkami? - Może czekałam, aż będziesz gotowy i odważny?
Cynthia kaszlnęła, krztusząc się odrobinę, jednak zaraz spoważniała, otwierając swój plecak i jedynie wyjmując chusteczkę, którą przetarła wargi, a potem nałożyła na nie nową warstwę szminki.
Nie była nigdy kobietą zazdrosną, a przynajmniej tak sądziła, bo też nie było człowieka, który wywołałby u niej takie emocje. Teraz przecież też na pewno irytowało ją to, co robiła ta szlama, dlatego, że była po prostu gorsza od niego. Pomijając te jego latającą karierę, był z dobrego rodu, miał unikalną krew o ciekawych właściwościach, a grzeszył, pozwalając jej na tak śmiałe zagrywki. Był to jednak jego wieczór, jego świat i nie mogła zrobić niczego, poza obserwowaniem. Lub ewentualnym znalezieniem sobie własnej zabawki.
- Łączysz w sobie dwie najlepsze, więc nie ma powodu wybierać jednej, skoro mogłabym mieć wszystko. Dać Ci wszystko, za wszystko. - szepnęła mu figlarnie do ucha, przysuwając się jeszcze bliżej, aby przygryźć jego płatek, a potem chcąc widocznie zaimponować Anthonyemu — którego rozbawienie nie umknęło błękitnookiej, zrobiła kilka większych łyków specjalnego drinka, co sprawiło, że kąciki ust delikatnie jej drgnęły ku górze. Doskonale znała czas, którego potrzebowała jego prywatna trucizna, żeby zadziałać, więc pozostało jedynie czekać.
- Chcesz iść zatańczyć? - zapytała go z dość wymownym wyrazem twarzy, widocznie wierząc w jego szczere zainteresowanie i fascynacje jej osobą.
- Na pewno chce. - odpowiedziała za niego uroczo, odstawiając pusty kieliszek. - Anthony uwielbia tańczyć.
Nie była pewna, czy to prawda, ale patrząc na to, co tutejsi ludzie nazywali tańcem, nie mogło to być aż tak skomplikowane. Przesunęła plecak na swoje kolana, decydując się na schowanie szminki do bocznej kieszeni, a kilkanaście sekund później z niewiadomego powodu — zapewne nadmiar alkoholu, wrażeń lub ćpania, Louvain mógł poczuć kilka kropel krwi na swojej szyi, które uciekły z nosa jego nowej koleżanki. Cynthia nawet nie zauważyła, zapinając swój tobołek i odkładając na bok. - Pójdę po jeszcze jednego drinka, zostawię was samych.
Puściła im oczko, wstając od stolika i po chwili znikając w tłumie, decydując się ostatecznie na zabranie swojego plecaka ze sobą. Zamierzała jednak mieć ich na oku.
Mugole byli głupi, jeszcze bardziej chciwi piękna, pieniędzy i długowieczności. Snuli marzenia o magii, insynuowali to, jak wyglądałby świat z eliksirem nieśmiertelności, młodości lub takim, który leczył wszystkie rany, zupełnie nieświadomi tego, że wszystko to było dostępne na wyciągnięcie ręki, byli po prostu ślepi. A czaordzieje zbyt łaskawi, chroniąc ich przed wiedzą, ukrywając się w magicznych barierach i zasłonach. Dlaczego silniejsi właściwie się chowali? Nigdy się nad tym nie zastanawiała, bo ją to nie obchodziło, ale widocznie używka od Lovaina i alkohol sprawiały, że jej umysł wędrował w nieznanych lub zepchniętych gdzieś na bok kierunkach.
Obydwoje byli przyzwyczajeni do spojrzeń, chociaż te mugolskie Cynthii wcale nie schlebiały. Nie raz już ktoś rozbierał blondynkę wzrokiem, ale nie w tak ordynarny sposób, jak w tym nieszczęsnym barze, który lubił jej czarnooki towarzysz. Znosiła to jednak dzielnie, skupiona na innych sprawach i priorytetach wieczoru.
Rozumiał jej intencję, tylko jeszcze o tym nie wiedział. Skoro ją tutaj przyprowadził, pokazywał swój sekret i maskę, której nawet Loretta mogła nie znać, znaczyło, że obcował z mugolami na wielu różnych płaszczyznach. Chciała sprawdzić, na jakich oraz w jaki sposób, a wpatrzona w niego dziewczyna była prostą ofiarą, która sama się wykładała no i nie wzbudzała podejrzeń, skoro rozglądała się za nim od dłuższego czasu. Przesunęła palcami po jasnej kitce, przenosząc wzrok w swojego drinka, gdy ich nowa koleżanka wprowadzała swój nieudolny podryw, nie mając zupełnie pojęcia o sztuce, jaką była kokieteria. Gdyby była czarownicą i do tego z przyzwoitą krwią, Cynthia może by jej czegoś nauczyła.
- Louise. - odpowiedziała w końcu, puszczając Flintównie oczko, a potem skupiła się już na siedzącym obok mężczyźnie. W jakiś sposób to imie zupełnie do niej nie pasowało, ale kim była, aby o tym dyskutować? I tak ją to nie obchodziło, mogła być nawet Rickym. Przysunęła kieliszek do ust, ukrywając subtelne rozbawienie jego zaangażowaną w małą grę reakcją, aż uwierzyła, że się przejął. Niemniej jednak, czy nie sugerowało to trochę, że lubił bawić się brudnymi laleczkami? - Może czekałam, aż będziesz gotowy i odważny?
Cynthia kaszlnęła, krztusząc się odrobinę, jednak zaraz spoważniała, otwierając swój plecak i jedynie wyjmując chusteczkę, którą przetarła wargi, a potem nałożyła na nie nową warstwę szminki.
Nie była nigdy kobietą zazdrosną, a przynajmniej tak sądziła, bo też nie było człowieka, który wywołałby u niej takie emocje. Teraz przecież też na pewno irytowało ją to, co robiła ta szlama, dlatego, że była po prostu gorsza od niego. Pomijając te jego latającą karierę, był z dobrego rodu, miał unikalną krew o ciekawych właściwościach, a grzeszył, pozwalając jej na tak śmiałe zagrywki. Był to jednak jego wieczór, jego świat i nie mogła zrobić niczego, poza obserwowaniem. Lub ewentualnym znalezieniem sobie własnej zabawki.
- Łączysz w sobie dwie najlepsze, więc nie ma powodu wybierać jednej, skoro mogłabym mieć wszystko. Dać Ci wszystko, za wszystko. - szepnęła mu figlarnie do ucha, przysuwając się jeszcze bliżej, aby przygryźć jego płatek, a potem chcąc widocznie zaimponować Anthonyemu — którego rozbawienie nie umknęło błękitnookiej, zrobiła kilka większych łyków specjalnego drinka, co sprawiło, że kąciki ust delikatnie jej drgnęły ku górze. Doskonale znała czas, którego potrzebowała jego prywatna trucizna, żeby zadziałać, więc pozostało jedynie czekać.
- Chcesz iść zatańczyć? - zapytała go z dość wymownym wyrazem twarzy, widocznie wierząc w jego szczere zainteresowanie i fascynacje jej osobą.
- Na pewno chce. - odpowiedziała za niego uroczo, odstawiając pusty kieliszek. - Anthony uwielbia tańczyć.
Nie była pewna, czy to prawda, ale patrząc na to, co tutejsi ludzie nazywali tańcem, nie mogło to być aż tak skomplikowane. Przesunęła plecak na swoje kolana, decydując się na schowanie szminki do bocznej kieszeni, a kilkanaście sekund później z niewiadomego powodu — zapewne nadmiar alkoholu, wrażeń lub ćpania, Louvain mógł poczuć kilka kropel krwi na swojej szyi, które uciekły z nosa jego nowej koleżanki. Cynthia nawet nie zauważyła, zapinając swój tobołek i odkładając na bok. - Pójdę po jeszcze jednego drinka, zostawię was samych.
Puściła im oczko, wstając od stolika i po chwili znikając w tłumie, decydując się ostatecznie na zabranie swojego plecaka ze sobą. Zamierzała jednak mieć ich na oku.