03.06.2023, 11:52 ✶
To było przerażające i denerwujące, jak niewiele Moody wiedział o tym, co się działo. Był Aurorem, był wyszkolony do walki z czarnoksięstwem, był człowiekiem, który uważał swój zawód za swoją pasję i swój sens istnienia, a jednak... nie wiedział. Gasząc ostatnie ze świateł, odczuwał przeszywającą, wewnętrzną pustkę. Na pewno wrócić, do swoich towarzyszy, nie dostrzegał tu przecież nic, co mógłby uczynić, a oni byli ranni. Powinien sprawdzić, czy nikt inny nie potrzebuje pomocy, czy nie walczy gdzieś jeszcze, czy Voldemort już stąd uciekł, czy skrył się gdzieś pomiędzy konarami dębów, za kamienną ścianą...
Kiedy wrócił w stronę ognisk, spodziewał się ujrzeć wiele scen, ale na pewno nie retrospekcję całego swojego życia, wszystkich swoich zwycięstw i porażek. Widział w tych płomieniach wszystkie absurdy, jakich odważył się sięgnąć z Bottem, wszystkie ukradkowe uśmiechy posyłane w kierunku panien skrajnie nieosiągalnych, widział tam Ashling częstującą go wiśniową czekoladą, widział tam... Bones. Leżącą martwo, wśród trzech innych sylwetek. Ich historia, rytuał, jaki razem dopełnili, wszystko mówiło mu, że powinien się teraz pewnie jakoś widocznie wzruszyć, ale kiedy zbliżył się do ognia na kilka kroków, po prostu stanął nieruchomo. Był świadomy tego, że jeżeli nie teraz, to choćby za godzinę, wszyscy wypomną mu ten niesamowity chłód, ale nie popłakał się, nie zapytał się nawet, czy mógłby im jakoś pomóc, tylko niczym nauczyciel przeliczył wszystkich zebranych. Trzy osoby i trzy ciała, a zostawił cztery osoby i zero ciał. I żadne z ciał nie należało do tej rudej dziewczyny, która im towarzyszyła. Moody pozostawił ocenę zdolności życiowych leżących na ziemi pracowników Dolly, sam zaś rozejrzał się w poszukiwaniu Wood. I kiedy zobaczył Moss i to, co ta ruda dziewczyna próbowała zrobić...
Nie był wierzący, ale na litość boską, jeżeli bogowie naprawdę istnieli w takiej formie, jaką im przedstawiono, niech Matka ma ją w swojej opiece i daruje jej głupotę.
- Lepiej nie wstawaj - powiedział do Moss, pomagając jej ułożyć się w bezpiecznej pozycji, a później spróbował rzucić nad nią zaklęcie, które utworzyłoby kopułę zdolną do zatrzymania zaklęć ofensywnych lecących w jej stronę. - Nie zasypiaj, zachowaj stałą czujność, Eshter.
Chciałby dodać: przepraszam, że się rozdzieliliśmy, ale nie mógł, bo chociaż wiedział, że zajmie mu to o wiele więcej czasu niż Wood, chciał ruszyć za nią, w ten wir wiatru. Chciał uratować jej życie.
Kiedy wrócił w stronę ognisk, spodziewał się ujrzeć wiele scen, ale na pewno nie retrospekcję całego swojego życia, wszystkich swoich zwycięstw i porażek. Widział w tych płomieniach wszystkie absurdy, jakich odważył się sięgnąć z Bottem, wszystkie ukradkowe uśmiechy posyłane w kierunku panien skrajnie nieosiągalnych, widział tam Ashling częstującą go wiśniową czekoladą, widział tam... Bones. Leżącą martwo, wśród trzech innych sylwetek. Ich historia, rytuał, jaki razem dopełnili, wszystko mówiło mu, że powinien się teraz pewnie jakoś widocznie wzruszyć, ale kiedy zbliżył się do ognia na kilka kroków, po prostu stanął nieruchomo. Był świadomy tego, że jeżeli nie teraz, to choćby za godzinę, wszyscy wypomną mu ten niesamowity chłód, ale nie popłakał się, nie zapytał się nawet, czy mógłby im jakoś pomóc, tylko niczym nauczyciel przeliczył wszystkich zebranych. Trzy osoby i trzy ciała, a zostawił cztery osoby i zero ciał. I żadne z ciał nie należało do tej rudej dziewczyny, która im towarzyszyła. Moody pozostawił ocenę zdolności życiowych leżących na ziemi pracowników Dolly, sam zaś rozejrzał się w poszukiwaniu Wood. I kiedy zobaczył Moss i to, co ta ruda dziewczyna próbowała zrobić...
Nie był wierzący, ale na litość boską, jeżeli bogowie naprawdę istnieli w takiej formie, jaką im przedstawiono, niech Matka ma ją w swojej opiece i daruje jej głupotę.
- Lepiej nie wstawaj - powiedział do Moss, pomagając jej ułożyć się w bezpiecznej pozycji, a później spróbował rzucić nad nią zaklęcie, które utworzyłoby kopułę zdolną do zatrzymania zaklęć ofensywnych lecących w jej stronę. - Nie zasypiaj, zachowaj stałą czujność, Eshter.
Rzut PO 1d100 - 83
Sukces!
Sukces!
Chciałby dodać: przepraszam, że się rozdzieliliśmy, ale nie mógł, bo chociaż wiedział, że zajmie mu to o wiele więcej czasu niż Wood, chciał ruszyć za nią, w ten wir wiatru. Chciał uratować jej życie.
fear is the mind-killer.