09.06.2023, 23:01 ✶
Skrywał się w ciemnościach, w najgęstszej części lasu, gdzie ledwo docierał do niego osiadający na bezchmurnym niebie blask księżyca. Brak tu było ścieżek, przestrzeń pomiędzy drzewami była skąpa, nikt się pewnie w te części lasu nie zapuszczał... i dobrze. Nie był niewypowiedzianą opowieścią, czekająca na odważnego słuchacza, tylko zagrożeniem, najgorszym co mogło przemknąć ludzką wyobraźnię w takiej scenerii - potworem czyhającym na nieostrożnego wędrowca, którego nie odgoniło to, jak warknął ociężale, a potem zawył. Do tego księżyca, który widział ledwo przez suche gałęzie - zaśpiewał mu hymn nocy, a potem ułożył ciężki łeb na leśnej ściółce.
Może i by tu zasnął, ocknął się dopiero rano i pamiętał z tej nocy tylko bezkresną ciemność i otaczający go spokój, gdyby tej ciszy nie postanowiło zmącić kilka gałęzi pękających pod łapami zbliżającej się do niego wilczycy. Moody momentalnie zerwał się z ziemi, niedane mu było odpocząć w tym mrocznym świecie, bo żądza krwi płynąca w jego żyłach przez paskudną klątwę nakazywała takie rzeczy sprawdzić. Nie minęło kilka sekund, a on już biegł, mijał te wszystkie drzewa i krzewy, których pędy przetaczały się po jego sierści. Biegł, robiąc o wiele więcej hałasu, niż można było spodziewać się po zwyczajnym wilku. Biegł, a potem nagle wyhamował. Wielkie pazury wbiły się w zmarznięte podłoże, a olbrzymi basior ledwo wyhamował przez stojącą tam kobietą. Nie była zwierzęciem, była animagiem, ale to wystarczyło, aby nie zamachnął się, nie zechciał jej ugryźć, a jedynie nastroszył szorstką, czarną sierść na karku i warknął.
Nierozsądnym było teraz uciekać, kiedy tak krążył wokół zaciekawiony. On zaś nie chciał odejść. Stanął tuż przed nią, pochylił się w dół i spojrzał jej głęboko w oczy, jakby się w nich czegoś doszukiwał, ale w nim można było doszukać się o wiele więcej. Przez krótką chwilę, wilkołak i wilczyca stali w ciszy, splatając swoje spojrzenia. Jego oblicze było przerażające, znajdowało się gdzieś na granicy dzikości i człowieczeństwa, ale zdradzało go jedno - oczy, całkowicie ludzkie, nawet będąc częścią takiego obrazu, ukazywały ludzką cząstkę w bestialskiej istocie.
A później zobaczyła twarz Alastora.
- Bones?
Znów znajdowali się w Departamencie. Kompletnie inna sceneria, zapalone światło rażące w oczy, migające gdzieś za jego głową - za roztrzepaną, długą czupryną, jaką z jakiegoś powodu uwielbiał nosić, chociaż pasowała do niego jak pięść do mordy.
- Znowu robiłaś nadgodziny? - Szturchał ręką jej ramię. Musiał ją w ten sposób obudzić, kiedy zobaczył, że drzemie przy swoim biurku. - Połóż się chociaż na kanapie, jeżeli zamierzasz spać w biurze...
Może i by tu zasnął, ocknął się dopiero rano i pamiętał z tej nocy tylko bezkresną ciemność i otaczający go spokój, gdyby tej ciszy nie postanowiło zmącić kilka gałęzi pękających pod łapami zbliżającej się do niego wilczycy. Moody momentalnie zerwał się z ziemi, niedane mu było odpocząć w tym mrocznym świecie, bo żądza krwi płynąca w jego żyłach przez paskudną klątwę nakazywała takie rzeczy sprawdzić. Nie minęło kilka sekund, a on już biegł, mijał te wszystkie drzewa i krzewy, których pędy przetaczały się po jego sierści. Biegł, robiąc o wiele więcej hałasu, niż można było spodziewać się po zwyczajnym wilku. Biegł, a potem nagle wyhamował. Wielkie pazury wbiły się w zmarznięte podłoże, a olbrzymi basior ledwo wyhamował przez stojącą tam kobietą. Nie była zwierzęciem, była animagiem, ale to wystarczyło, aby nie zamachnął się, nie zechciał jej ugryźć, a jedynie nastroszył szorstką, czarną sierść na karku i warknął.
Nierozsądnym było teraz uciekać, kiedy tak krążył wokół zaciekawiony. On zaś nie chciał odejść. Stanął tuż przed nią, pochylił się w dół i spojrzał jej głęboko w oczy, jakby się w nich czegoś doszukiwał, ale w nim można było doszukać się o wiele więcej. Przez krótką chwilę, wilkołak i wilczyca stali w ciszy, splatając swoje spojrzenia. Jego oblicze było przerażające, znajdowało się gdzieś na granicy dzikości i człowieczeństwa, ale zdradzało go jedno - oczy, całkowicie ludzkie, nawet będąc częścią takiego obrazu, ukazywały ludzką cząstkę w bestialskiej istocie.
A później zobaczyła twarz Alastora.
- Bones?
Znów znajdowali się w Departamencie. Kompletnie inna sceneria, zapalone światło rażące w oczy, migające gdzieś za jego głową - za roztrzepaną, długą czupryną, jaką z jakiegoś powodu uwielbiał nosić, chociaż pasowała do niego jak pięść do mordy.
- Znowu robiłaś nadgodziny? - Szturchał ręką jej ramię. Musiał ją w ten sposób obudzić, kiedy zobaczył, że drzemie przy swoim biurku. - Połóż się chociaż na kanapie, jeżeli zamierzasz spać w biurze...
fear is the mind-killer.