10.06.2023, 22:29 ✶
Nie znała Louvaina od tej strony — o nią nigdy nie był zazdrosny, nie zachowywał się w taki sposób. Owszem, bywał protekcyjny, ale Cynthia uważała, że to przez wzgląd na ich relację oraz przyjaźń, bo bądź co bądź, dbała o jego zdrowie i poniekąd bezpieczeństwo. Jak głęboko ukrywał swoją niecierpliwość, tak skrajną i przejmującą nad nim kontrolę? Nie sądziła, że potrzebował kontroli w równym stopniu, co ona — zawsze wierzyła, że będzie w stanie go zdominować, a przynajmniej ostatnie lata jej to sugerował, a ona, nosząc maski i nie widząc w tym niczego złego — pozwalała zwykle, aby było, jak Lestrange chciał. Odwracając kota ogonem. Wygląd Cynthii — filigranowy, zadbany oraz kobiecy, burza srebrnych włosów i te jasne oczy były przecież tylko obłudą, delikatną i porcelanową skorupą, która przecież kryła silna wnętrze. Bardziej pasowałyby jej czarne włosy, gdyby osobowość można było określać kolorami.
Miała wrażenie, że nie mogła udawać i zwyczajnie mówiła bez pięknej otoczki to, co przywodziły jej myśli. Gesty nie kryły się za finezją, były bezpośrednie, podobnie jak kłębiące się w jej głowie, coraz śmielsze wnioski oraz stwierdzenia. Łapała się czasem na tym, że czuła, jak uderzające w piersi serce wstrząsa jej całym ciałem, zachęcane silnymi używkami. Uśmiechnęła się pod nosem na jego odpowiedź, pozwalając sobie na przesunięcie spojrzeniem po jego twarzy, nieco dłużej zatrzymując się na ustach. Znała się na mężczyznach w równym stopniu, co na nekromancji. I niepokoiło ją trochę, że zareagował w taki sposób, że przez ciemne oczy przemknęło zaskoczenie, ale i iskra emocji, której nie umiała jeszcze określić, wybrać. Przygryzła niewinnie dolną wargę, udając skruchę, wzmacniając jej efekt subtelnym wzruszeniem ramion, który sprawił, że mokre włosy przesunęły po odkrytej skórze, zahaczając o wystające obojczyki i chcąc wpaść pomiędzy piersi. Nie zdawał sobie sprawy, jakie informacje jej podarował przez jedno zdanie, jeden niesforny uśmiech. Ciemne włosy przyklejały mu się do czoła, a Cynthia zacisnęła palce, aby powstrzymać chęć ich odgarnięcia. Zdała sobie sprawę lub raczej podejrzewała, zrzucając to na cały dzisiejszy wieczór i wszystkie sytuacje z nim z ostatniego miesiąca, że być może ona też spoglądała na niego inaczej. Miał naprawdę ładne, ciemne oczy, które kontrastowały w niebezpieczny sposób z tym jego uśmieszkiem, którym obdarowywał resztę świata. Przyjaznym, rozbawionym, ale również pełnym pogardy. Znała go zbyt dobrze, aby nie wiedzieć. Jak bardzo musiał chcieć zachować ją pod kontrolą, skoro był gotów wprowadzić chaos i zamęt w swoim domku dla mugolskich lalek, narażając swoją pozycję tam tylko dlatego, że zwyczajnie nie tańczyła, jak chciał?
Zmniejszając odległość między nimi, czuła bijące od niego ciepło i zapach jego perfum, wymieszany z aromatem deszczu i skórzanej kurtki, być może gdzieś w tle majaczył metaliczny zapach krwi. Jej palce zaciskały się delikatnie, ale stanowczo, nie chcąc pozwolić mu uciec ze swojej pułapki, zupełnie jakby rzucił jej wyzwanie swoim zachowaniem, a była ambitną kobietą. Mówiła spokojnie, dosadnie i przede wszystkim wpatrywała się w onyksowe ślepia, nie chcąc przegapić żadnej reakcji, którą mogłyby jej dać. Nie przeszkadzało jej, że lustrował ją wzrokiem, przesuwał leniwie po odkrytych fragmentach ciała, czy też podkreślonej talii. Widział ją tysiące razy, a teraz jednak spoglądał inaczej. -To życzenie mogę spełnić. - rzuciła cicho, posyłając mu krótki uśmiech i spojrzenie spod wachlarza ciemnych rzęs, pozwalając mu cofnąć swoją dłoń. Podczas gdy on pozbywał się nadmiaru wody z odzienia i ciała, ona już zaciskała palce na różdżce, celując w leżącą w torsjach dziewczynę, rzucając krótki czar, który ją unieruchomił i chyba uspokoił, odrobinę kojąc ból lub wszelki dyskomfort, bo wyglądała dość błogo. Gdy Louvain ją uniósł, ruszyli w stronę szopy.
- Zdradziłeś mi swój sekret, więc muszę zdradzić Ci swój. - odparła tylko, zerkając w jego stronę, gdy podeszli do budynku i otworzyła drzwi. Zwykła, kwadratowa izba — przypominała pomieszczenie gospodarcze z rzeczami do dbania o ogród. Cynthia jednak podeszła na kraniec, dotykając magicznym kijem odpowiednich cegieł, a później przyłożyła do nich dłoń. Przejście otworzyło się leniwie i z szumem, ukazując schody w dół. Drogę rozświetlały przyczepione do ściany kandelabry, a gdy znaleźli się na stopniach, ściana zamknęła się za nimi, nakładając widocznie jakieś zabezpieczenia. Pokój, do którego dotarli, nie był duży, miał kształt prostokąta. Znajdował się tu narożny kominek, przed którym tkwiła niewielka kanapa, regały z książkami oraz słoikami pełnymi dziwnych rzeczy, eliksirów lub składników. Nieopodal nich stał duży stół, na który wskazała dłonią, aby położył dziewczynę. Samą różdżką rozpaliła ogień w kominku, niedbale rzucając na kanapę torebkę. Na niewielkim stoliku przy kominku tkwił alkohol oraz szklanki, a gdy weszło się głębiej, dostrzec można było małe biurko, którego cały blat pokrywały pergaminy. Również nad nim wisiały szkice — niezbyt ładne, przedstawiające dziwne wykresy, organy wewnętrzne lub schematy zaklęć, które nie byłyby akceptowane przez opinię publiczną. - Rozgość się. - zasugerowała tylko, obdarzając go przeciągłym spojrzeniem, przesuwając dłonią po stole i paznokciami hacząc blat, spojrzała na leżącą na nim dziewczynę. Nachyliła się nad jej śpiącą, pozbawioną bólu buzią, odgarniając mokre kosmyki włosów z jej twarzy. - Nie jesteś zbyt wybredny, jeśli chodzi o swoje zabawki. - zauważyła, odsuwając się nieco, przesuwając nad nią krańcem różdżki i susząc ją, westchnęła. - Sprawiają Ci przyjemność, bo są słabsze od Ciebie i łatwe do kontrolowania, czy może chodzi o to, że żadna nie wie, kim jesteś i w jakiej sprawie działasz? - kontynuowała ze spokojem, przechadzając się wzdłuż stołu.
Miała wrażenie, że nie mogła udawać i zwyczajnie mówiła bez pięknej otoczki to, co przywodziły jej myśli. Gesty nie kryły się za finezją, były bezpośrednie, podobnie jak kłębiące się w jej głowie, coraz śmielsze wnioski oraz stwierdzenia. Łapała się czasem na tym, że czuła, jak uderzające w piersi serce wstrząsa jej całym ciałem, zachęcane silnymi używkami. Uśmiechnęła się pod nosem na jego odpowiedź, pozwalając sobie na przesunięcie spojrzeniem po jego twarzy, nieco dłużej zatrzymując się na ustach. Znała się na mężczyznach w równym stopniu, co na nekromancji. I niepokoiło ją trochę, że zareagował w taki sposób, że przez ciemne oczy przemknęło zaskoczenie, ale i iskra emocji, której nie umiała jeszcze określić, wybrać. Przygryzła niewinnie dolną wargę, udając skruchę, wzmacniając jej efekt subtelnym wzruszeniem ramion, który sprawił, że mokre włosy przesunęły po odkrytej skórze, zahaczając o wystające obojczyki i chcąc wpaść pomiędzy piersi. Nie zdawał sobie sprawy, jakie informacje jej podarował przez jedno zdanie, jeden niesforny uśmiech. Ciemne włosy przyklejały mu się do czoła, a Cynthia zacisnęła palce, aby powstrzymać chęć ich odgarnięcia. Zdała sobie sprawę lub raczej podejrzewała, zrzucając to na cały dzisiejszy wieczór i wszystkie sytuacje z nim z ostatniego miesiąca, że być może ona też spoglądała na niego inaczej. Miał naprawdę ładne, ciemne oczy, które kontrastowały w niebezpieczny sposób z tym jego uśmieszkiem, którym obdarowywał resztę świata. Przyjaznym, rozbawionym, ale również pełnym pogardy. Znała go zbyt dobrze, aby nie wiedzieć. Jak bardzo musiał chcieć zachować ją pod kontrolą, skoro był gotów wprowadzić chaos i zamęt w swoim domku dla mugolskich lalek, narażając swoją pozycję tam tylko dlatego, że zwyczajnie nie tańczyła, jak chciał?
Zmniejszając odległość między nimi, czuła bijące od niego ciepło i zapach jego perfum, wymieszany z aromatem deszczu i skórzanej kurtki, być może gdzieś w tle majaczył metaliczny zapach krwi. Jej palce zaciskały się delikatnie, ale stanowczo, nie chcąc pozwolić mu uciec ze swojej pułapki, zupełnie jakby rzucił jej wyzwanie swoim zachowaniem, a była ambitną kobietą. Mówiła spokojnie, dosadnie i przede wszystkim wpatrywała się w onyksowe ślepia, nie chcąc przegapić żadnej reakcji, którą mogłyby jej dać. Nie przeszkadzało jej, że lustrował ją wzrokiem, przesuwał leniwie po odkrytych fragmentach ciała, czy też podkreślonej talii. Widział ją tysiące razy, a teraz jednak spoglądał inaczej. -To życzenie mogę spełnić. - rzuciła cicho, posyłając mu krótki uśmiech i spojrzenie spod wachlarza ciemnych rzęs, pozwalając mu cofnąć swoją dłoń. Podczas gdy on pozbywał się nadmiaru wody z odzienia i ciała, ona już zaciskała palce na różdżce, celując w leżącą w torsjach dziewczynę, rzucając krótki czar, który ją unieruchomił i chyba uspokoił, odrobinę kojąc ból lub wszelki dyskomfort, bo wyglądała dość błogo. Gdy Louvain ją uniósł, ruszyli w stronę szopy.
- Zdradziłeś mi swój sekret, więc muszę zdradzić Ci swój. - odparła tylko, zerkając w jego stronę, gdy podeszli do budynku i otworzyła drzwi. Zwykła, kwadratowa izba — przypominała pomieszczenie gospodarcze z rzeczami do dbania o ogród. Cynthia jednak podeszła na kraniec, dotykając magicznym kijem odpowiednich cegieł, a później przyłożyła do nich dłoń. Przejście otworzyło się leniwie i z szumem, ukazując schody w dół. Drogę rozświetlały przyczepione do ściany kandelabry, a gdy znaleźli się na stopniach, ściana zamknęła się za nimi, nakładając widocznie jakieś zabezpieczenia. Pokój, do którego dotarli, nie był duży, miał kształt prostokąta. Znajdował się tu narożny kominek, przed którym tkwiła niewielka kanapa, regały z książkami oraz słoikami pełnymi dziwnych rzeczy, eliksirów lub składników. Nieopodal nich stał duży stół, na który wskazała dłonią, aby położył dziewczynę. Samą różdżką rozpaliła ogień w kominku, niedbale rzucając na kanapę torebkę. Na niewielkim stoliku przy kominku tkwił alkohol oraz szklanki, a gdy weszło się głębiej, dostrzec można było małe biurko, którego cały blat pokrywały pergaminy. Również nad nim wisiały szkice — niezbyt ładne, przedstawiające dziwne wykresy, organy wewnętrzne lub schematy zaklęć, które nie byłyby akceptowane przez opinię publiczną. - Rozgość się. - zasugerowała tylko, obdarzając go przeciągłym spojrzeniem, przesuwając dłonią po stole i paznokciami hacząc blat, spojrzała na leżącą na nim dziewczynę. Nachyliła się nad jej śpiącą, pozbawioną bólu buzią, odgarniając mokre kosmyki włosów z jej twarzy. - Nie jesteś zbyt wybredny, jeśli chodzi o swoje zabawki. - zauważyła, odsuwając się nieco, przesuwając nad nią krańcem różdżki i susząc ją, westchnęła. - Sprawiają Ci przyjemność, bo są słabsze od Ciebie i łatwe do kontrolowania, czy może chodzi o to, że żadna nie wie, kim jesteś i w jakiej sprawie działasz? - kontynuowała ze spokojem, przechadzając się wzdłuż stołu.