14.06.2023, 19:44 ✶
Zmieszał się to prawda, co zdecydowanie nie pasowało do wizerunku który tak mocno pielęgnował. Zmieszał się, bo dał się przyłapać jak małe dziecko, które chciałoby okłamać opiekuna, ale nie do końca potrafi. Przez upojenie, zastrzyk adrenaliny i silne emocje na krótki moment przestał się w pełni kontrolować. Przestał uważać na to co mówi i to co chce przekazać przez słowa i mowę niewerbalną. Zwyczajnie, bez żadnego zawahania i samokontroli wyrzucił to co cisnęło mu się na język, nie próbując w żaden sposób przybrać tego w odpowiednie słowa, takie która nie zdradzałyby, aż tak bardzo jego skrywanych intencji, czy po prostu tego co faktycznie czuje. A Cynthia, jak to Cynthia, sprawna obserwatorka dostrzegła lukę w jego obronie. Wyszło na to, że zabrzmiał tak jakby mu na czymś zależało. A przecież takiej chłodnej jednostce jak on nie może zależeć na czymkolwiek, lub kimkolwiek.
Jeśli chodziło o to, to trafiła kosa na... kosę. Z całą stanowczością, Louvain to nie był przypadek który dałby się zdominować. Ba, to on jest elementem majoryzującym przestrzeń w której się obraca, aż do wyczerpania swoich możliwości. Przecież odkąd tylko pamiętał, dobierał sobie według własnego kaprysu osoby, dynamikę i komfort sytuacji w których się znajdował. Jeśli tylko coś nie przypadło mu do gustu, nawet nie powinno orbitować wokół jego rozdmuchanego ego. Nie miał żadnych problemów z odcinaniem się z tymi aspektami rzeczywistości które w jakikolwiek sposób mogły zepsuć jego wibracje. Jedynym punktem w jego życiu z którym potrafił iść na kompromis, lub odstawić na bok swoje egocentryczne nawyki była relacja z bliźniaczką. No i od niedawna działalność w organizacji, jednak był to tak wyodrębniony aspekt jego życia, dla którego stworzył odpowiednie warunki. Lou najwidoczniej poczuł się przy Cynthii na tyle niekrępowany, że jego nawyki wzięły górę nad samokontrolą. Właściwie do tej pory panna Flint nie wykazywała zachować, które mogłyby nie spodobać się kapryśnemu Lestrangowi, więc nie było też okazji do poznania go od tej strony. Z drugiej też strony starał się być zachowawczy i powściągliwy jak przystawało dla etykiety dżentelmena z wyższych sfer.
Sekret, jej sekret? Takim wstępem całkowicie kupiła jego uwagę. Do tego stopnia, że próba podjęcia ratowania, czy chęć ustabilizowania stanu mugoli całkiem zeszła na boczny plan. Domyślał się, że coś w tej szopie musi być, coś więcej niż sterta narzędzi, materiałów i innych gratów. Podążał za nią, a narastające podniecenie, sprawiło że zapomniał już o delikatnej wpadce sprzed chwili. Onyksowe oczy zapaliły mu się czerwonymi jak krew iskierkami. Nie był ograniczonym niedoukiem, nawet jeśli chodziło o nekromancję która nie była jego mocną stroną, by nie uderzyły go skojarzenia, łączące w całość fakty o tym co właśnie oglądał. Sekretne laboratorium wypełnione treściami za które prawdopodobnie mogłaby odsiedzieć wcale nie mniej, niż za porwanie pracownika ministerstwa, czy mugolki. Jakie to było teraz oczywiste, kiedy prawda uderzyła go prosto w twarz. Długo milczał, ale jego zdumiony wzrok, który z każdą sekundą zmieniał się w wyraz twarzy wypełniony złowrogą satysfakcją. A on do niedawna był przekonany, że za jego sprawką Cynthia po raz pierwszy swoim życiu balansuje na granicy praworządności. - To nie ja ją wybrałem, sama ją do nas przyprowadziłaś... - z udawaną i naciąganą manierą odpowiedział. Zgodnie z pozwoleniem usadowił się w wybranym miejscu. Używek miał już dość, ale zaciągnął się bez skrępowania do pełnych płuc, wonią magi nekromancji która wypełniała każdy centymetr tego pomieszczenia. - Wszedłem tylko w twój pomysł, myśląc że masz jakiś swój plan. Jak widać, też potrafisz działaś pod wpływem impulsu. - dorzucił, być może delikatnie arogancko ignorując to co mówiła do niego dalej. Rzecz jasna dorzucił do tego swój uśmieszek. Nie zamierzał dawać jej przestrzeni do przyparcia go pod ścianą. Wystarczyło, że dał jej zaobserwować wyrywek swoje sekretu, resztę mogła sobie sama do produkować według własnego uznania.
Jeśli chodziło o to, to trafiła kosa na... kosę. Z całą stanowczością, Louvain to nie był przypadek który dałby się zdominować. Ba, to on jest elementem majoryzującym przestrzeń w której się obraca, aż do wyczerpania swoich możliwości. Przecież odkąd tylko pamiętał, dobierał sobie według własnego kaprysu osoby, dynamikę i komfort sytuacji w których się znajdował. Jeśli tylko coś nie przypadło mu do gustu, nawet nie powinno orbitować wokół jego rozdmuchanego ego. Nie miał żadnych problemów z odcinaniem się z tymi aspektami rzeczywistości które w jakikolwiek sposób mogły zepsuć jego wibracje. Jedynym punktem w jego życiu z którym potrafił iść na kompromis, lub odstawić na bok swoje egocentryczne nawyki była relacja z bliźniaczką. No i od niedawna działalność w organizacji, jednak był to tak wyodrębniony aspekt jego życia, dla którego stworzył odpowiednie warunki. Lou najwidoczniej poczuł się przy Cynthii na tyle niekrępowany, że jego nawyki wzięły górę nad samokontrolą. Właściwie do tej pory panna Flint nie wykazywała zachować, które mogłyby nie spodobać się kapryśnemu Lestrangowi, więc nie było też okazji do poznania go od tej strony. Z drugiej też strony starał się być zachowawczy i powściągliwy jak przystawało dla etykiety dżentelmena z wyższych sfer.
Sekret, jej sekret? Takim wstępem całkowicie kupiła jego uwagę. Do tego stopnia, że próba podjęcia ratowania, czy chęć ustabilizowania stanu mugoli całkiem zeszła na boczny plan. Domyślał się, że coś w tej szopie musi być, coś więcej niż sterta narzędzi, materiałów i innych gratów. Podążał za nią, a narastające podniecenie, sprawiło że zapomniał już o delikatnej wpadce sprzed chwili. Onyksowe oczy zapaliły mu się czerwonymi jak krew iskierkami. Nie był ograniczonym niedoukiem, nawet jeśli chodziło o nekromancję która nie była jego mocną stroną, by nie uderzyły go skojarzenia, łączące w całość fakty o tym co właśnie oglądał. Sekretne laboratorium wypełnione treściami za które prawdopodobnie mogłaby odsiedzieć wcale nie mniej, niż za porwanie pracownika ministerstwa, czy mugolki. Jakie to było teraz oczywiste, kiedy prawda uderzyła go prosto w twarz. Długo milczał, ale jego zdumiony wzrok, który z każdą sekundą zmieniał się w wyraz twarzy wypełniony złowrogą satysfakcją. A on do niedawna był przekonany, że za jego sprawką Cynthia po raz pierwszy swoim życiu balansuje na granicy praworządności. - To nie ja ją wybrałem, sama ją do nas przyprowadziłaś... - z udawaną i naciąganą manierą odpowiedział. Zgodnie z pozwoleniem usadowił się w wybranym miejscu. Używek miał już dość, ale zaciągnął się bez skrępowania do pełnych płuc, wonią magi nekromancji która wypełniała każdy centymetr tego pomieszczenia. - Wszedłem tylko w twój pomysł, myśląc że masz jakiś swój plan. Jak widać, też potrafisz działaś pod wpływem impulsu. - dorzucił, być może delikatnie arogancko ignorując to co mówiła do niego dalej. Rzecz jasna dorzucił do tego swój uśmieszek. Nie zamierzał dawać jej przestrzeni do przyparcia go pod ścianą. Wystarczyło, że dał jej zaobserwować wyrywek swoje sekretu, resztę mogła sobie sama do produkować według własnego uznania.