14.06.2023, 21:56 ✶
Zmieszanie się było faktycznie, pewnego rodzaju pęknięciem w tworzonym przez niego obrazie. Na tyle intrygującym, aby skupić na sobie całą uwagę błękitnookiej, która przecież uwielbiała zagadki. I na nic jego słodkie kłamstwa, ona już zauważyła zbyt dużo i mógł być pewien, że to zapamięta. Louvain Lestrange miał w swoim zachowaniu jeszcze więcej kart, których przed nią nie odkrył? Uśmiechnęła się pod nosem subtelnie, jakby rzucił jej pewnego rodzaju wyzwanie. Chciała go zobaczyć więcej, gdy nie kontrolował słów i robił oraz mówił, to co myślał. A Cyna była kobietą upartą, jeśli coś sobie wymyśliła i tym samym, właściciel onyksowych tęczówek podpisał na siebie swojego rodzaju wyrok. Zamierzała więc drążyć, ale nie nachalnie, odpowiednio wykorzystując sytuację oraz słowa, bo w tym była równie dobra, co w sztuce nekromancji lub leczenia.
Owszem, ulegała mu często i robiła, to co chciał, bo tak było wygodniej i nie sprawiło jej to większych kłopotów, ale nie znaczyło to, że ją zdominował lub że orbitowała dookoła jego ego. Nigdy za nim nie latała, nigdy go nie podziwiała za osiągnięcia sportowe w sposób, w jaki robili to inni. Dla niej był po prostu Louvainem, trochę takim jej Louvainem, do którego była przyzwyczajona bardziej, niż zdawała sobie z tego sprawę — zwłaszcza od kiedy udało mu się sprowokować ją na tyle, aby odrzucała swoje maski i była po prostu sobą. I nawet jeśli czasem zastanawiała się, czy przez to jej nie porzuci lub mu się nie znudzi, bo nie zachowywała się, jak tego oczekiwał — nic takiego przez tyle lat się jeszcze nie wydarzyło. Dlatego też z początku zupełnie mu nie ufała, bo przecież nie była takim towarzystwem, jakiego pożądał. No, może poza tym, że była całkiem nie brzydka, a on lubił ładnych ludzi, ładne kobiety konkretniej.
- Podobasz mi się bardziej, gdy jesteś sobą, a nie wymuskanym jegomościem z pierwszych stron sportowych gazet. - skwitowała jedynie, niby od niechcenia, posyłając mu krótkie spojrzenie spod wachlarza ciemnych rzęs. Być może chciała, aby nie czuł się aż tak odkryty przez to, jak się zapomniał i co jej pokazał. Wiedziała też, że słowo "sekret", zadziała na młodego Lestrange, jak płachta na byka lub też accio na przedmiot. Dziwnie się czuła z tym, że zabierała go do swojej małej pracowni, o której przecież nie wiedział nawet Castiel lub Tori. Zupełnie tak, jakby odsłaniała przed nim fragment siebie, na którego pokazanie wcale nie była gotowa, jedynie sprowokowana narkotykami, alkoholem i dziwnym ciepłem, które roznosiło się po jej przemoczonym i chłodnym ciele z każdym biciem serca. Wyjątkowo głośnym, dudniącym w uszach. Nie czuła się wcale martwa, nie czuła się, jak królowa śniegu, którą zwykle ją nazywano.
Wewnątrz, pod ziemią, było ciepło i przytulnie, od razu zrobiło się jej lepiej, zwłaszcza gdy w kominku zatańczyły płomienie, pochłaniając kolejne drewniane kłody. Milczał, nie pytała, nie komentowała. Bezgłośnie westchnięcie uciekło spomiędzy jej ust, a dreszcz przebiegł ją po karku. Popełniała błąd? Jego twarz jednak wskazywała na coś innego, coś ciemnego i mrocznego, czego jeszcze nie umiała określić. Przesunęła palcami po drewnianym stole, spoglądając na śpiącą dziewczynę. W jednej dłoni zaciskała swoją różdżkę, zastanawiając się, co właściwie z nią zrobić. Nie planowała porwania lub tortur, niczego właściwie z tego, co obecnie się działo, nie planowała. Nekromancja nie była legalna, ale nie była też zrozumiana przez ludzi. Nie musiała być czymś złym i niebezpiecznym, jeśli odpowiednio znało się punkty witalne oraz miejsca, gdzie gromadziła się energia magiczna, działania organów. Owszem, balansowała z nim na krawędzi po raz pierwszy. Jej małe badania zwykle odbywały się na martwych już ludziach, których mogła sobie pożyczać z pracy. - Oh, więc teraz na mnie chcesz zrzucić odpowiedzialność za swoje zabaweczki? - zapytała z uśmiechem, kręcąc głową, jednak nie podniosła na niego wzroku. - Być może. - dodała ciszej, zaciskając mocniej palce na drewnianym patyku. Umiała tak działać? Nie była pewna. Poruszyła różdżką, mrucząc coś pod nosem, przymykając na chwilę oczy. Mugolka odzyskała trochę koloru na twarzy, uśmiechnęła się i zaczęła coś mamrotać pod nosem. Musiała mieć pewność, że tak szybko się nie obudzi, bo Lou sprawił, że pojawiła się w niej iskierka niezadowolenia. A była na tyle wrażliwa na bodźce i emocje, o których istnieniu dawno zapomniała, że nie mogła tego zignorować. Obeszła więc stół, podchodząc do niego i jak gdyby nigdy nic, nachyliła się, opierając nogą o fotel tak, że jej kolano znalazło się pomiędzy jego nogami. Miała w tym cel, ponieważ za jego plecami tkwiła półka, gdzie było kilka książek. Nachyliła się, wyciągając rękę i przesuwając palcami po grzbietach, wbiła w nie spojrzenie. - Nie lubię, gdy ktoś mi nie odpowiada na pytania i odwraca kota ogonem. - wyznała mu cicho, wysuwając tom do przodu, ale nie złapała go jednak. Uśmiechnęła się pod nosem z odrobiną niebezpiecznego błysku w oczach, wciąż trzymając różdżkę w zaciśniętych palcach. Drugą dłonią przesunęła po jego udzie, a następnie przez tors, zatrzymując się w okolicach serca. Skupiła energię magiczną, niewerbalnie rzucając czar, który sprawił, że to zabiło mu szybciej, a po organizmie rozeszła się ciepła fala energii. Nie powinien unikać odpowiedzi na pytania od kogoś, kto mógł odebrać mu siły witalne bez jego wiedzy. Zamiast tego jednak nachyliła się jeszcze mocniej, przesuwając nosem po jego szyi z premedytacją, oddechem otulając płatek ucha. - Hej Lou, byłeś zazdrosny? - zapytała miękko, uśmiechając się pod nosem krótko, aby znów przesunąć dłonią w górę i przemknąć nią ponad jego ramieniem, aby wyjąc interesujący ją tom. Akurat ten nie był o nekromancji, prawiło o zaklęciach modyfikujących pamięć lub zmieniających strukturę mózgu, osobowość. Przytuliła książkę do siebie, prostując się i spoglądając niewinnie na jego twarz, wbiła mu pytające spojrzenie w oczy. Nie naruszała już tak bardzo jego przestrzeni osobistej, ale nie wyprostowała się jeszcze.
Owszem, ulegała mu często i robiła, to co chciał, bo tak było wygodniej i nie sprawiło jej to większych kłopotów, ale nie znaczyło to, że ją zdominował lub że orbitowała dookoła jego ego. Nigdy za nim nie latała, nigdy go nie podziwiała za osiągnięcia sportowe w sposób, w jaki robili to inni. Dla niej był po prostu Louvainem, trochę takim jej Louvainem, do którego była przyzwyczajona bardziej, niż zdawała sobie z tego sprawę — zwłaszcza od kiedy udało mu się sprowokować ją na tyle, aby odrzucała swoje maski i była po prostu sobą. I nawet jeśli czasem zastanawiała się, czy przez to jej nie porzuci lub mu się nie znudzi, bo nie zachowywała się, jak tego oczekiwał — nic takiego przez tyle lat się jeszcze nie wydarzyło. Dlatego też z początku zupełnie mu nie ufała, bo przecież nie była takim towarzystwem, jakiego pożądał. No, może poza tym, że była całkiem nie brzydka, a on lubił ładnych ludzi, ładne kobiety konkretniej.
- Podobasz mi się bardziej, gdy jesteś sobą, a nie wymuskanym jegomościem z pierwszych stron sportowych gazet. - skwitowała jedynie, niby od niechcenia, posyłając mu krótkie spojrzenie spod wachlarza ciemnych rzęs. Być może chciała, aby nie czuł się aż tak odkryty przez to, jak się zapomniał i co jej pokazał. Wiedziała też, że słowo "sekret", zadziała na młodego Lestrange, jak płachta na byka lub też accio na przedmiot. Dziwnie się czuła z tym, że zabierała go do swojej małej pracowni, o której przecież nie wiedział nawet Castiel lub Tori. Zupełnie tak, jakby odsłaniała przed nim fragment siebie, na którego pokazanie wcale nie była gotowa, jedynie sprowokowana narkotykami, alkoholem i dziwnym ciepłem, które roznosiło się po jej przemoczonym i chłodnym ciele z każdym biciem serca. Wyjątkowo głośnym, dudniącym w uszach. Nie czuła się wcale martwa, nie czuła się, jak królowa śniegu, którą zwykle ją nazywano.
Wewnątrz, pod ziemią, było ciepło i przytulnie, od razu zrobiło się jej lepiej, zwłaszcza gdy w kominku zatańczyły płomienie, pochłaniając kolejne drewniane kłody. Milczał, nie pytała, nie komentowała. Bezgłośnie westchnięcie uciekło spomiędzy jej ust, a dreszcz przebiegł ją po karku. Popełniała błąd? Jego twarz jednak wskazywała na coś innego, coś ciemnego i mrocznego, czego jeszcze nie umiała określić. Przesunęła palcami po drewnianym stole, spoglądając na śpiącą dziewczynę. W jednej dłoni zaciskała swoją różdżkę, zastanawiając się, co właściwie z nią zrobić. Nie planowała porwania lub tortur, niczego właściwie z tego, co obecnie się działo, nie planowała. Nekromancja nie była legalna, ale nie była też zrozumiana przez ludzi. Nie musiała być czymś złym i niebezpiecznym, jeśli odpowiednio znało się punkty witalne oraz miejsca, gdzie gromadziła się energia magiczna, działania organów. Owszem, balansowała z nim na krawędzi po raz pierwszy. Jej małe badania zwykle odbywały się na martwych już ludziach, których mogła sobie pożyczać z pracy. - Oh, więc teraz na mnie chcesz zrzucić odpowiedzialność za swoje zabaweczki? - zapytała z uśmiechem, kręcąc głową, jednak nie podniosła na niego wzroku. - Być może. - dodała ciszej, zaciskając mocniej palce na drewnianym patyku. Umiała tak działać? Nie była pewna. Poruszyła różdżką, mrucząc coś pod nosem, przymykając na chwilę oczy. Mugolka odzyskała trochę koloru na twarzy, uśmiechnęła się i zaczęła coś mamrotać pod nosem. Musiała mieć pewność, że tak szybko się nie obudzi, bo Lou sprawił, że pojawiła się w niej iskierka niezadowolenia. A była na tyle wrażliwa na bodźce i emocje, o których istnieniu dawno zapomniała, że nie mogła tego zignorować. Obeszła więc stół, podchodząc do niego i jak gdyby nigdy nic, nachyliła się, opierając nogą o fotel tak, że jej kolano znalazło się pomiędzy jego nogami. Miała w tym cel, ponieważ za jego plecami tkwiła półka, gdzie było kilka książek. Nachyliła się, wyciągając rękę i przesuwając palcami po grzbietach, wbiła w nie spojrzenie. - Nie lubię, gdy ktoś mi nie odpowiada na pytania i odwraca kota ogonem. - wyznała mu cicho, wysuwając tom do przodu, ale nie złapała go jednak. Uśmiechnęła się pod nosem z odrobiną niebezpiecznego błysku w oczach, wciąż trzymając różdżkę w zaciśniętych palcach. Drugą dłonią przesunęła po jego udzie, a następnie przez tors, zatrzymując się w okolicach serca. Skupiła energię magiczną, niewerbalnie rzucając czar, który sprawił, że to zabiło mu szybciej, a po organizmie rozeszła się ciepła fala energii. Nie powinien unikać odpowiedzi na pytania od kogoś, kto mógł odebrać mu siły witalne bez jego wiedzy. Zamiast tego jednak nachyliła się jeszcze mocniej, przesuwając nosem po jego szyi z premedytacją, oddechem otulając płatek ucha. - Hej Lou, byłeś zazdrosny? - zapytała miękko, uśmiechając się pod nosem krótko, aby znów przesunąć dłonią w górę i przemknąć nią ponad jego ramieniem, aby wyjąc interesujący ją tom. Akurat ten nie był o nekromancji, prawiło o zaklęciach modyfikujących pamięć lub zmieniających strukturę mózgu, osobowość. Przytuliła książkę do siebie, prostując się i spoglądając niewinnie na jego twarz, wbiła mu pytające spojrzenie w oczy. Nie naruszała już tak bardzo jego przestrzeni osobistej, ale nie wyprostowała się jeszcze.