17.06.2023, 14:48 ✶
Kimkolwiek była ta rudzinka, Moody podejrzewał, że nie była najtęższego umysłu i cudem powstrzymał się od strzeleniem jej w tył głowy z liścia - na szczęście zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo takie działanie mogłoby pogorszyć jej kruszejący stan. Zdążył nawet pomyśleć: jej kolega ma trochę więcej oleju w głowie, ale wtedy postanowił ewakuować ją w stronę nasilającej się z każdą chwilą ściany wiatru.
- Stój - szarpnął go za kaptur (? lub po prostu ubranie) - naturalne bariery, nisko przy ziemi, uważaj na gałęzie, piasek, zasłońcie się zaklęciem, stała czujność na wszystko, co nadlatuje - pośpiesznie rzucił mu hasłami, żeby dać chłopakowi jakikolwiek obraz tego, w jaki sposób się w tej rzeczywistości odnaleźć, z góry zakładając, że nie miał okazji znaleźć się w podobnej sytuacji. Moody również nie popierał swojej wiedzy doświadczeniem, ale został przeszkolony do radzenia sobie przy nawet bardziej katastrofalnych wizjach, niż znalezienie się twarzą w twarz z jakimś pojebanym, magicznym cyklonem. Szczątkowa wiara w jego możliwości pozwoliła mu na przełknięcie śliny i rozejrzenie się po wokół. Brenna ruszyła w stronę Harper, oni zaczęli iść, Śmierciożercy szukali czegoś po swoich kieszeniach. Wzmagający się wiatr podkreślał beznadziejność sytuacji, w jakiej znalazł się, ruszając za nimi. Z drugiej strony - jaką mógł mieć pewność, że osób z tego pozornie bezpiecznego centrum zaraz nie wyrzuci w powietrze? Machnął różdżką, próbując wytrącić stojącemu bliżej Śmierciożercy... cokolwiek próbował złapać,
a później skierował się tam, gdzie Brenna prowadziła jego kuzynkę (zakładając, że idąc w stronę ognisk i tak muszą przejść blisko niego), aby przeciąć im drogę.
- Jesteście pewne kierunku?
- Stój - szarpnął go za kaptur (? lub po prostu ubranie) - naturalne bariery, nisko przy ziemi, uważaj na gałęzie, piasek, zasłońcie się zaklęciem, stała czujność na wszystko, co nadlatuje - pośpiesznie rzucił mu hasłami, żeby dać chłopakowi jakikolwiek obraz tego, w jaki sposób się w tej rzeczywistości odnaleźć, z góry zakładając, że nie miał okazji znaleźć się w podobnej sytuacji. Moody również nie popierał swojej wiedzy doświadczeniem, ale został przeszkolony do radzenia sobie przy nawet bardziej katastrofalnych wizjach, niż znalezienie się twarzą w twarz z jakimś pojebanym, magicznym cyklonem. Szczątkowa wiara w jego możliwości pozwoliła mu na przełknięcie śliny i rozejrzenie się po wokół. Brenna ruszyła w stronę Harper, oni zaczęli iść, Śmierciożercy szukali czegoś po swoich kieszeniach. Wzmagający się wiatr podkreślał beznadziejność sytuacji, w jakiej znalazł się, ruszając za nimi. Z drugiej strony - jaką mógł mieć pewność, że osób z tego pozornie bezpiecznego centrum zaraz nie wyrzuci w powietrze? Machnął różdżką, próbując wytrącić stojącemu bliżej Śmierciożercy... cokolwiek próbował złapać,
Rzut N 1d100 - 51
Sukces!
Sukces!
a później skierował się tam, gdzie Brenna prowadziła jego kuzynkę (zakładając, że idąc w stronę ognisk i tak muszą przejść blisko niego), aby przeciąć im drogę.
- Jesteście pewne kierunku?
fear is the mind-killer.