22.06.2023, 11:24 ✶
Kąśliwa złośliwość cisnęła mu się na język kiedy usłyszał jakiego to Louvaina woli Cynthia najbardziej. Ugryzł się jednak w język i zacisnął wargi, by nie wypuścić z siebie zdania które mogłoby popsuć przyjemną atmosferę tego wieczoru. Nie to, że nagle zmienił nastawienie i zamierzał być arogantem, ale źle znosił krytyczne uwagi na swój temat, tym bardziej jeśli wytyka mu się, które jego zachowania są w porządku, a które mógłby odrzucić. Albo brało się go w całości z całym jego skarbczykiem cech zarówno tych szorstkich i tych które potrafiły poruszyć człowieka wewnętrznie, albo wcale. Wykrzywił jedynie usta w niezadowolony grymas i za jej plecami przedrzeźniał ją przez moment, by rozładować frustrację. Nie będzie teraz rozpoczynał jakiejś niepotrzebnej przekomarzanki w momencie w którym Cynthia otwierała się przed nim i zapraszała do swojego ukrytego, małego świata.
Milczał, bo już taki był. Nie przepadał za byciem zbyt wylewnym w emocjach, a na niekontrolowane wybuchy euforii pozwalał sobie naprawdę rzadko. Swoje zdumienie w tej sytuacji okazywał w oczach, w których rzeczywiście zapłonęły płomyki fascynacji. Jeśli coś było tajemnicą, sekretem, czymś głęboko ukrytym przed wzrokiem gawiedzi i pospólstwa, już w samo w sobie miało wartość nadaną dla Lestranga. Szczerze był pod wrażeniem tego co niepozorna Flint spowiła tajemnicą pod tą szopą i mogła być w zupełności spokojna o ten sekret, dzieląc się nim z Lou. Musiał zdobyć się na nie lada powściągliwość by dalej tkwić w tej niby niewzruszonej, ale jednak zainteresowanej jak rzadko pozie. W Hogwarcie nie uczą w takim zakresie, dlatego domyślał się jedynie jaki nakład pracy musiała włożyć w zdobycie tej wiedzy, oraz w rozplanowaniu tego miejsca. Obserwował pierwsze zaklęcia rzucane przez srebrnowłosą, a z jego płuc wyrwało się mimowolne westchnięcie z wrażenia, a zaraz potem nagłe, już nieco głośniejsze, wartkie i łapczywe napełnianie płuc wonią nekromantycznych zaklęć. Poziom jego spaczenia był raczej niższy, niż u pozostałych śmierciożerców, ale dzięki temu był bardziej wyczulony na tego typu wachlarz aromatów. Bo tak właśnie pachniał głęboko skrywana tajemnica. Nie chciał tego komentować, bo nic oprócz tanich i przyziemnych pochlebstw nie przychodziło mu do głowy, a wolał milczeć, niż rzucić czymś co w żaden sposób nie odda właściwie tego, co Cynthia mogła mu przedstawić. Choć zapewne to tylko namiastka, wyobraźnia działała, a ogólny zarys tego, gdzie mogły kończyć się jej umiejętności malował się już w jego głowie. - A czego się spodziewałaś? Że zostanie naszą wspólną przyjaciółką i dołączy do naszych rozrywek? - dopytał ogólnikowo, chociaż oboje dobrze wiedzieli, że tak nie było. Nie było dla mugolki innej możliwości, niż podróż w jedną stronę. Zwabiona jak owad do rosiczki, nie miała już żadnej drogi ucieczki, kiedy tylko przysiadła się do nich w klubie. Niestety taki był już los tych niewartościowych. Jednorazowi.
Dalej, znowu obserwował jej poczynania i to w jak subtelny sposób próbuje przekroczyć granicę. Urocze i niewinne, co nawet było lepsze bo sam zwykle nie raczył się podobnym tonem w kontakcie. Mocne uderzenie i narzucanie własnego tempa inicjatywy to był klimat, który częściej panował przy tego typu zdarzeniach we wspomnieniach Louvaina. Pozwalał jej w zupełności w naruszaniu jego cielesności, przecież było przyjemne i tak właściwie, między słowami i gestami szukał tego, ale kompletnie nie chciał tego po sobie poznać. Potem stało się coś co lekko wprawiło go w panikę. Lubił tracić kontrolę, ale wyłącznie w warunkach do tego przeznaczonych, a dosłowna manipulacja pracą jego serca, wykraczała po za te normy. Instynktownie chwycił za swoją różdżkę i rozproszył jej zaklęcia, nie pozwalając na dalszą ingerencje w jego witalność. W rozpraszaniu był tak dobry jak zapewne Cynthia w nekromancji, poczuł to kiedy musiał włożyć w to więcej impaktu, niż zwykle potrzebował do kończenia prostych zaklęć. To sprzężenie wywołało chwilową "walkę" tych dwóch energii płynących z osobnych źródeł co efekcie sprawiło, że powietrze wyraźnie zadrżało między nimi. - A ja nie lubię, gdy ktoś pozwala sobie na zbyt wiele wobec mnie. - odpowiedział nieco bardziej srogim tonem, marszcząc przy tym brew. Mówiąc to chwycił mocniej za jej nadgarstek, zostawiając na jej bladej skórze czerwone ślady. - Jeśli chcesz mnie dotknąć, proszę bardzo. Ale to ja jestem na górze. - już nieco łagodniej, z typowym dla siebie uśmieszkiem obrócił sytuację w niewinny żart. W końcu puścił ją i odsunął od siebie, by zrobić lekką przestrzeń między nimi. Miało to znaczyć mniej więcej tyle, by nie próbowała tego więcej, przynajmniej nie bez jego wyraźnej zgody. - Oczywiście, że tak. Skoro wybieram cię na moją towarzyszkę, to jesteś MOJĄ towarzyszką i nikogo więcej. - odpowiedział dosadnie, bez długich namysłów i dobieraniem odpowiednich słów. Nie był przecież rozgniewany, ale cała ta sytuacja sprawiła, że nabrał nieco wigoru. To już nie alkohol, ani palenie tylko nieskrępowana potrzeba dookreślenia siebie, sytuacji i tego co się wokół nich działo. Subtelne półsłówka odstawił na bok, być może tylko na moment, kto wie.
Milczał, bo już taki był. Nie przepadał za byciem zbyt wylewnym w emocjach, a na niekontrolowane wybuchy euforii pozwalał sobie naprawdę rzadko. Swoje zdumienie w tej sytuacji okazywał w oczach, w których rzeczywiście zapłonęły płomyki fascynacji. Jeśli coś było tajemnicą, sekretem, czymś głęboko ukrytym przed wzrokiem gawiedzi i pospólstwa, już w samo w sobie miało wartość nadaną dla Lestranga. Szczerze był pod wrażeniem tego co niepozorna Flint spowiła tajemnicą pod tą szopą i mogła być w zupełności spokojna o ten sekret, dzieląc się nim z Lou. Musiał zdobyć się na nie lada powściągliwość by dalej tkwić w tej niby niewzruszonej, ale jednak zainteresowanej jak rzadko pozie. W Hogwarcie nie uczą w takim zakresie, dlatego domyślał się jedynie jaki nakład pracy musiała włożyć w zdobycie tej wiedzy, oraz w rozplanowaniu tego miejsca. Obserwował pierwsze zaklęcia rzucane przez srebrnowłosą, a z jego płuc wyrwało się mimowolne westchnięcie z wrażenia, a zaraz potem nagłe, już nieco głośniejsze, wartkie i łapczywe napełnianie płuc wonią nekromantycznych zaklęć. Poziom jego spaczenia był raczej niższy, niż u pozostałych śmierciożerców, ale dzięki temu był bardziej wyczulony na tego typu wachlarz aromatów. Bo tak właśnie pachniał głęboko skrywana tajemnica. Nie chciał tego komentować, bo nic oprócz tanich i przyziemnych pochlebstw nie przychodziło mu do głowy, a wolał milczeć, niż rzucić czymś co w żaden sposób nie odda właściwie tego, co Cynthia mogła mu przedstawić. Choć zapewne to tylko namiastka, wyobraźnia działała, a ogólny zarys tego, gdzie mogły kończyć się jej umiejętności malował się już w jego głowie. - A czego się spodziewałaś? Że zostanie naszą wspólną przyjaciółką i dołączy do naszych rozrywek? - dopytał ogólnikowo, chociaż oboje dobrze wiedzieli, że tak nie było. Nie było dla mugolki innej możliwości, niż podróż w jedną stronę. Zwabiona jak owad do rosiczki, nie miała już żadnej drogi ucieczki, kiedy tylko przysiadła się do nich w klubie. Niestety taki był już los tych niewartościowych. Jednorazowi.
Dalej, znowu obserwował jej poczynania i to w jak subtelny sposób próbuje przekroczyć granicę. Urocze i niewinne, co nawet było lepsze bo sam zwykle nie raczył się podobnym tonem w kontakcie. Mocne uderzenie i narzucanie własnego tempa inicjatywy to był klimat, który częściej panował przy tego typu zdarzeniach we wspomnieniach Louvaina. Pozwalał jej w zupełności w naruszaniu jego cielesności, przecież było przyjemne i tak właściwie, między słowami i gestami szukał tego, ale kompletnie nie chciał tego po sobie poznać. Potem stało się coś co lekko wprawiło go w panikę. Lubił tracić kontrolę, ale wyłącznie w warunkach do tego przeznaczonych, a dosłowna manipulacja pracą jego serca, wykraczała po za te normy. Instynktownie chwycił za swoją różdżkę i rozproszył jej zaklęcia, nie pozwalając na dalszą ingerencje w jego witalność. W rozpraszaniu był tak dobry jak zapewne Cynthia w nekromancji, poczuł to kiedy musiał włożyć w to więcej impaktu, niż zwykle potrzebował do kończenia prostych zaklęć. To sprzężenie wywołało chwilową "walkę" tych dwóch energii płynących z osobnych źródeł co efekcie sprawiło, że powietrze wyraźnie zadrżało między nimi. - A ja nie lubię, gdy ktoś pozwala sobie na zbyt wiele wobec mnie. - odpowiedział nieco bardziej srogim tonem, marszcząc przy tym brew. Mówiąc to chwycił mocniej za jej nadgarstek, zostawiając na jej bladej skórze czerwone ślady. - Jeśli chcesz mnie dotknąć, proszę bardzo. Ale to ja jestem na górze. - już nieco łagodniej, z typowym dla siebie uśmieszkiem obrócił sytuację w niewinny żart. W końcu puścił ją i odsunął od siebie, by zrobić lekką przestrzeń między nimi. Miało to znaczyć mniej więcej tyle, by nie próbowała tego więcej, przynajmniej nie bez jego wyraźnej zgody. - Oczywiście, że tak. Skoro wybieram cię na moją towarzyszkę, to jesteś MOJĄ towarzyszką i nikogo więcej. - odpowiedział dosadnie, bez długich namysłów i dobieraniem odpowiednich słów. Nie był przecież rozgniewany, ale cała ta sytuacja sprawiła, że nabrał nieco wigoru. To już nie alkohol, ani palenie tylko nieskrępowana potrzeba dookreślenia siebie, sytuacji i tego co się wokół nich działo. Subtelne półsłówka odstawił na bok, być może tylko na moment, kto wie.