24.06.2023, 13:13 ✶
Uhh... nie powinien uśmiechać się, widząc wpędzonego w śmiertelne niebezpieczeństwo Śmierciożercę? Oj, jak mi przykro, było na to za późno - nawet w obliczu tak wielkiego kryzysu, Moody nie powstrzymał delikatnego uniesienia się kącika ust, kiedy dotarło do niego, że przynajmniej jeden śmieć nie ucieknie stąd tak po prostu, jak skończony tchórz, ewakuując się poza teren ewentualnego rażenia. Niestety nie mógł iść tam i go jeszcze obłożyć pięściami, bo zrywający się wiatr rzucił nim o grunt. Nie był człowiekiem, który w takiej sytuacji mierzył się z gorzkim uczuciem upokorzenia, nie odczuł więc nic prócz bólu po tak nagłym zderzeniem się z piaskiem. Spróbował jedynie zakryć oczy, żeby mu znowu nie naleciało do nich piachu.
- Harper - zwrócił się do niej po imieniu, dźwigając się na równe nogi, mając nadzieję na to, że dziewczyna mu w tym pomoże - jak bardzo źle jest w tym lesie? Wybierasz to, czy zagrzebanie żywcem?
Z lekkim zwątpieniem obserwował to, jak Brenna ratuje jednego dzieciaka, a drugiego pozostawia tak blisko szalejącego żywiołu.
- Łapiemy go na raz, dwa...
Jeśli tego pomysłu nie poparła, sam poszedł po tego Charles'a, nie mając zamiaru porzucić spanikowanego chłopaka samemu sobie.
Mimo wszystko wybrali ukrycie się w tej leśnej głuszy, za lekkim wzniesieniem, w które spróbowali się jakoś wkopać, przyklejając się do ziemi i zachowując stałą gotowość na to, aby ochronić się przed tym, co mogło na nich spaść. Obwiązani czarodziejskimi pnączami jak pasami obserwowali dziejący się wokół chaos i modlili się o to, aby cokolwiek kryło się pomiędzy drzewami, nie miało tyle rozumu, aby ochronić się przed żywiołem.
Moody wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza piersiówkę i upił z niej mocny łyk. Zaoferował ją pozostałej dwójce.
- Może to ostatni - powiedział, po przełknięciu cholernie gorzkiej wódki i sapnięciu. - Na trzeźwo jak pierdolniesz o drzewo - powiedział do Charles'a, z pełną świadomością, że chłopak pewnie nie chciał tego słuchać - to przez spięte ciało możesz się połamać bardziej niż rozluźniony pijak. Dlatego pijaków zbiera się całych po upadku z czwartego piętra, a trzeźwych zbieraliśmy w Brygadzie łopatą.
To nie były dobre słowa, ale nie chciał okłamywać go słowami „na pewno wszystko jest z nią w porządku”, bo pracował w tym Departamencie zbyt wiele lat, aby nie wątpić we wszystko.
- Harper - zwrócił się do niej po imieniu, dźwigając się na równe nogi, mając nadzieję na to, że dziewczyna mu w tym pomoże - jak bardzo źle jest w tym lesie? Wybierasz to, czy zagrzebanie żywcem?
Z lekkim zwątpieniem obserwował to, jak Brenna ratuje jednego dzieciaka, a drugiego pozostawia tak blisko szalejącego żywiołu.
- Łapiemy go na raz, dwa...
Jeśli tego pomysłu nie poparła, sam poszedł po tego Charles'a, nie mając zamiaru porzucić spanikowanego chłopaka samemu sobie.
Mimo wszystko wybrali ukrycie się w tej leśnej głuszy, za lekkim wzniesieniem, w które spróbowali się jakoś wkopać, przyklejając się do ziemi i zachowując stałą gotowość na to, aby ochronić się przed tym, co mogło na nich spaść. Obwiązani czarodziejskimi pnączami jak pasami obserwowali dziejący się wokół chaos i modlili się o to, aby cokolwiek kryło się pomiędzy drzewami, nie miało tyle rozumu, aby ochronić się przed żywiołem.
Moody wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza piersiówkę i upił z niej mocny łyk. Zaoferował ją pozostałej dwójce.
- Może to ostatni - powiedział, po przełknięciu cholernie gorzkiej wódki i sapnięciu. - Na trzeźwo jak pierdolniesz o drzewo - powiedział do Charles'a, z pełną świadomością, że chłopak pewnie nie chciał tego słuchać - to przez spięte ciało możesz się połamać bardziej niż rozluźniony pijak. Dlatego pijaków zbiera się całych po upadku z czwartego piętra, a trzeźwych zbieraliśmy w Brygadzie łopatą.
To nie były dobre słowa, ale nie chciał okłamywać go słowami „na pewno wszystko jest z nią w porządku”, bo pracował w tym Departamencie zbyt wiele lat, aby nie wątpić we wszystko.
fear is the mind-killer.