10.07.2023, 00:23 ✶
Alastor spojrzał na nią dziwacznie, bo niewielu, może poza Atreusem, albo jego własnym ojcem, było w stanie rzucić mu rękawicę. Jeszcze kiedy jego matka żyła, to i może spędzał z kimś czas niezwiązany z jego życiową misją, ale kiedy odeszła… Może to był powód, może to jaką dziurę pozostawiła po sobie sprawiło, że jej mąż i syn przestali funkcjonować poprawnie? Żyli pracą, bo poza Idą niemieli poza tą pracą nikogo. Przyjaźnie – głównie z pracy, albo związane z pracą, opierające się na rozmowach o pracy i wzajemnej pomocy. Miłości – nigdy nic na stałe – jedynie przelotne uniesienia, po których nie potrafili stworzyć niczego zdrowego.
- Nie lubię zakładać się o rzeczy wiedząc, że wygram bez kiwnięcia palcem – odparł szczerze, nie widząc tutaj pola do żartów, bo ostatecznie to było jego życie, jego codzienność. Przez tę pewność siebie przebijało się też pewnie zwyczajne zmęczenie – samą sobie pracą, jak i tematem, który sam rozpoczął. Zdawało się, że trzymał się go mimowolnie. – Spoko. Swoją drogą, zajebista rada. Przemyślę to jak mnie przesuną do sprawy Rzeźnika z South East. – dodał, kiedy go zapytała, czy poczeka. Nie doszukiwał się w tym niczego poza wspólnym przejściem się do Atrium, w końcu nie miał pojęcia, że sprawa, nad którą tak ślęczała Bones, wcale nie dotyczyła spraw Brygady. Znaczy się… no dobrze, trochę ich dotyczyła, ale na pewno nie w sposób, w jaki by się tego spodziewano po takim określeniu. Jakaś myśl, że może nie chodziło tylko o to, przemknęła mu przez czerep dopiero wtedy, kiedy zadała to pytanie.
- No… a co?
Podrapał się po nosie, patrząc jak kobieta obraca się w jego kierunku, po czym zmierzył ją spojrzeniem. Nie domyślił się oczywiście, że to wszystko miało jakiś głębszy sens – jakkolwiek puste to nie było, spodziewał się po prostu pytania co właściwie robił jutro, zadanego tym tonem, który sugerował, że mogliby swoje plany połączyć. Czy było to z jego strony trochę zarozumiałe? Pewnie tak, ale nie należał nigdy do ludzi, którym brakło pewności siebie, dlatego uśmiechnięty ruszył przed siebie, żeby znaleźć się obok Bones i zrównać z nią krok.
- Nie lubię zakładać się o rzeczy wiedząc, że wygram bez kiwnięcia palcem – odparł szczerze, nie widząc tutaj pola do żartów, bo ostatecznie to było jego życie, jego codzienność. Przez tę pewność siebie przebijało się też pewnie zwyczajne zmęczenie – samą sobie pracą, jak i tematem, który sam rozpoczął. Zdawało się, że trzymał się go mimowolnie. – Spoko. Swoją drogą, zajebista rada. Przemyślę to jak mnie przesuną do sprawy Rzeźnika z South East. – dodał, kiedy go zapytała, czy poczeka. Nie doszukiwał się w tym niczego poza wspólnym przejściem się do Atrium, w końcu nie miał pojęcia, że sprawa, nad którą tak ślęczała Bones, wcale nie dotyczyła spraw Brygady. Znaczy się… no dobrze, trochę ich dotyczyła, ale na pewno nie w sposób, w jaki by się tego spodziewano po takim określeniu. Jakaś myśl, że może nie chodziło tylko o to, przemknęła mu przez czerep dopiero wtedy, kiedy zadała to pytanie.
- No… a co?
Podrapał się po nosie, patrząc jak kobieta obraca się w jego kierunku, po czym zmierzył ją spojrzeniem. Nie domyślił się oczywiście, że to wszystko miało jakiś głębszy sens – jakkolwiek puste to nie było, spodziewał się po prostu pytania co właściwie robił jutro, zadanego tym tonem, który sugerował, że mogliby swoje plany połączyć. Czy było to z jego strony trochę zarozumiałe? Pewnie tak, ale nie należał nigdy do ludzi, którym brakło pewności siebie, dlatego uśmiechnięty ruszył przed siebie, żeby znaleźć się obok Bones i zrównać z nią krok.
fear is the mind-killer.