15.07.2023, 00:24 ✶
Moody przytaknął.
- Słyszałem, że są w takiej dupie, że w pewnym momencie chcieli ją umorzyć, bo i tak zniknął bez śladu, ale kilka dni temu dał kolejną wskazówkę – mówił, przerzucając ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Trochę go chyba nosiło, żeby o tym mówić, więc ewentualne przeniesienie miałoby zapewne źródło w jego inicjatywie – nie było to planowane odgórnie. Nie było to w żaden sposób dalekie od normy, bo Moody zwykł już sięgać po te najbardziej karkołomne zadania i wsiąkał w nie o wiele bardziej niż powinien. – Mam taką teorię, że to wcale nie jest jedna osoba, ale nie miałem jeszcze jak przedstawić tego Harper ani Bonesowi. – Pewnie by ględził o tym dalej, gdyby go nie zbiła z tropu.
Był beznadziejny w udawaniu czegokolwiek. Jego twarz całkowicie zmieniła wyraz, kiedy rzuciła w niego tym tekstem o księżycu. Nie mógł zdecydować się w ocenie tego, jaki miała w tym cel. To miał być żart? Jakaś zaczepka, której nie rozumiał? Zmarszczył nos, spoglądając na nią dziwnie, aż wreszcie parsknął. Nie śmiechem, ale też nie w sposób pogardliwy. To wyglądało tak, jakby zareagował w taki dziwaczny sposób na szok.
O to jej chodziło? Naprawdę? Nie wiedział jak się tego domyśliła i zakładał, że gdyby to było istotne, to by mu o tym powiedziała, chociaż... Wtedy też by próbowała ten temat obejść na około? Może była tym typem kobiety, który nie lubił mówienia pewnych rzeczy wprost i zawsze ubierał je w szereg niepotrzebnych korekt wyłączających sens jej pierwotnej intencji.
- Jeżeli chciałaś mnie zaprosić na piwo, to wystarczyło powiedzieć, nie musisz wymyślać jakiegoś pilnowania mnie w pełnię – powiedział, trochę szyderczym tonem, pozbawionym stresu. Takim, na jaki pozwalała człowiekowi tylko pielęgnowana latami zarozumiałość i zarazem pewność w tym, że się Bones podobał. – Naprawdę nie jestem aż tak ciężki do zdobycia. – Właściwie, to gdyby się miał ustawić w szeregu, to by się pewnie znalazł wśród osób, o których mówiło się, że są „łatwi”, ale istotne było tutaj też to czego konkretnie od niego oczekiwano. Do pewnych rzeczy się po prostu nie nadawał.
- Słyszałem, że są w takiej dupie, że w pewnym momencie chcieli ją umorzyć, bo i tak zniknął bez śladu, ale kilka dni temu dał kolejną wskazówkę – mówił, przerzucając ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Trochę go chyba nosiło, żeby o tym mówić, więc ewentualne przeniesienie miałoby zapewne źródło w jego inicjatywie – nie było to planowane odgórnie. Nie było to w żaden sposób dalekie od normy, bo Moody zwykł już sięgać po te najbardziej karkołomne zadania i wsiąkał w nie o wiele bardziej niż powinien. – Mam taką teorię, że to wcale nie jest jedna osoba, ale nie miałem jeszcze jak przedstawić tego Harper ani Bonesowi. – Pewnie by ględził o tym dalej, gdyby go nie zbiła z tropu.
Był beznadziejny w udawaniu czegokolwiek. Jego twarz całkowicie zmieniła wyraz, kiedy rzuciła w niego tym tekstem o księżycu. Nie mógł zdecydować się w ocenie tego, jaki miała w tym cel. To miał być żart? Jakaś zaczepka, której nie rozumiał? Zmarszczył nos, spoglądając na nią dziwnie, aż wreszcie parsknął. Nie śmiechem, ale też nie w sposób pogardliwy. To wyglądało tak, jakby zareagował w taki dziwaczny sposób na szok.
O to jej chodziło? Naprawdę? Nie wiedział jak się tego domyśliła i zakładał, że gdyby to było istotne, to by mu o tym powiedziała, chociaż... Wtedy też by próbowała ten temat obejść na około? Może była tym typem kobiety, który nie lubił mówienia pewnych rzeczy wprost i zawsze ubierał je w szereg niepotrzebnych korekt wyłączających sens jej pierwotnej intencji.
- Jeżeli chciałaś mnie zaprosić na piwo, to wystarczyło powiedzieć, nie musisz wymyślać jakiegoś pilnowania mnie w pełnię – powiedział, trochę szyderczym tonem, pozbawionym stresu. Takim, na jaki pozwalała człowiekowi tylko pielęgnowana latami zarozumiałość i zarazem pewność w tym, że się Bones podobał. – Naprawdę nie jestem aż tak ciężki do zdobycia. – Właściwie, to gdyby się miał ustawić w szeregu, to by się pewnie znalazł wśród osób, o których mówiło się, że są „łatwi”, ale istotne było tutaj też to czego konkretnie od niego oczekiwano. Do pewnych rzeczy się po prostu nie nadawał.
fear is the mind-killer.