24.07.2023, 10:21 ✶
- Myszko, jesteś żywiołem którego nie sposób opanować. Twój temperament z pewnością pochłonąłby mnie. - odparł na drobną prowokację ze strony kuzynki. W jej mikroekspresji dostrzegł kilka oznak frustracji wywołane jego niewygodnym pytaniem, na które Lou zareagował usatysfakcjonowanym, być może delikatnie złośliwym, uśmieszkiem. Wprowadzenie młodziutkiej Trixie w zakłopotanie mogło być ryzykowne, bo mogło ściągnąć na niego jej gniew, ale nie mógł odmówić sobie tej drobnej uszczypliwości. Przysłowie mówi, że złość piękności szkodzi. Bella to jedyny przypadek antytezy tego powiedzenia. Złość, gniew, a nawet furia, dodawały jej wdzięku i gracji, jak nikomu innemu na świecie. Faktycznie, aktualna sytuacja może nie zachęcała do wścibskich ploteczek, ale takie małe ukłucie, drobny impuls negatywnej energii być może wprowadzi ich w odpowiedni nastrój przed tym co za chwilę się wydarzy. Tak czy siak dostał to czego chciał, dlatego uspokoił ją wianuszkiem komplementów, by nie poczuła się źle potraktowana przez niego. - Oj tak, trafiło mu się. - dorzucił niby smutne westchnięcie, jakby prawdziwa okazja przeszła mu koło nosa, ale zaraz potem uśmiechnął się zadziornie. Pomijając już oczywisty fakt, że byli ze sobą zbyt blisko spokrewnieni by móc się ze sobą związać, to cała reszta również budziła zdecydowane przekonanie o niekompatybilności. Trixie to najprawdziwszy tajfun, a Lou raczej dusznym i ciężkim powietrzem, zwiastującym burze.
- Jestem szczerze zdumiony twoją ambicją Grace, naprawdę.- zaczął dość spokojnie i łagodnie jak na obrazek w którym następuje na rękę swojej ofiary. - Mierzysz się ze sprawami, które stoją zdecydowanie poza twoim zasięgiem. No i statusem, rzecz jasna. - mówiąc to okręcił sygnet na swoim placu, z rodową insygniom Lestrange, który zabłyszczał w słońcu srebrnym blaskiem. - No co jest Grace? Czyżby strach zacisnął ci gardło? - wycedził gniewnie przez zęby, pochylając się nad leżącą ofiarą. Poruszył gwałtownie różdżką mierząc prosto w szyję Jennet. Ta z kolei chwyciła się oburącz za gardło, jakby próbowała zerwać z niego coś co odcinało jej powietrze. Był to jednak tylko urok, bo do tego co planował Louvain, dziennikarce nie mogło stać się krzywda. Żadna powierzchowna rana nie mogła być widoczna na jej ciele. Odstąpił od wijącej się w bólu kobiety i zbliżył się do biurka z tabliczką na której widniało jej nazwisko. Usiadł na krześle z wytartym obiciem i zaczął przeglądać jej rzeczy. Natrafiwszy na napoczętą butelkę wina w szafce, odkorkował ją i powąchał korek od spodu. Pożałował od razu bo kwaśny i siatkowaty odór trunku wywołał na nim grymas obrzydzenia. - Szlamowaty gust, paskudny gust. - odparł zupełnie bez frasobliwości z cynicznym uśmiechem w kierunku Bellatrix. W końcu dokopał się do aktówki, podpisaną nazwą tą samą jak artykuł autorstwa Jennet. - Kawał solidnej roboty, gratuluję. - skomentował jakby w przestrzeń przeglądając kolejne strony przeróżnych dokumentów, odpisów z archiwa, odręcznych notatek, wyrywków z gazet, a nawet zdjęć. - Szkoda tylko, że na marne. - dorzucił udając zmartwiony, zatroskany wręcz ton głosu. Przerwał w końcu zaklęcie, widząc że twarz szlamy zrobiła się purpurowa. Umęczona kilkuminutowym duszeniem, tak szybko nie wróci do pełni sił. - Nie krępuj się kochana. - uniósł wzrok znad lektury i zwrócił się do kuzynki, dając jej sygnał do działania.
- Jestem szczerze zdumiony twoją ambicją Grace, naprawdę.- zaczął dość spokojnie i łagodnie jak na obrazek w którym następuje na rękę swojej ofiary. - Mierzysz się ze sprawami, które stoją zdecydowanie poza twoim zasięgiem. No i statusem, rzecz jasna. - mówiąc to okręcił sygnet na swoim placu, z rodową insygniom Lestrange, który zabłyszczał w słońcu srebrnym blaskiem. - No co jest Grace? Czyżby strach zacisnął ci gardło? - wycedził gniewnie przez zęby, pochylając się nad leżącą ofiarą. Poruszył gwałtownie różdżką mierząc prosto w szyję Jennet. Ta z kolei chwyciła się oburącz za gardło, jakby próbowała zerwać z niego coś co odcinało jej powietrze. Był to jednak tylko urok, bo do tego co planował Louvain, dziennikarce nie mogło stać się krzywda. Żadna powierzchowna rana nie mogła być widoczna na jej ciele. Odstąpił od wijącej się w bólu kobiety i zbliżył się do biurka z tabliczką na której widniało jej nazwisko. Usiadł na krześle z wytartym obiciem i zaczął przeglądać jej rzeczy. Natrafiwszy na napoczętą butelkę wina w szafce, odkorkował ją i powąchał korek od spodu. Pożałował od razu bo kwaśny i siatkowaty odór trunku wywołał na nim grymas obrzydzenia. - Szlamowaty gust, paskudny gust. - odparł zupełnie bez frasobliwości z cynicznym uśmiechem w kierunku Bellatrix. W końcu dokopał się do aktówki, podpisaną nazwą tą samą jak artykuł autorstwa Jennet. - Kawał solidnej roboty, gratuluję. - skomentował jakby w przestrzeń przeglądając kolejne strony przeróżnych dokumentów, odpisów z archiwa, odręcznych notatek, wyrywków z gazet, a nawet zdjęć. - Szkoda tylko, że na marne. - dorzucił udając zmartwiony, zatroskany wręcz ton głosu. Przerwał w końcu zaklęcie, widząc że twarz szlamy zrobiła się purpurowa. Umęczona kilkuminutowym duszeniem, tak szybko nie wróci do pełni sił. - Nie krępuj się kochana. - uniósł wzrok znad lektury i zwrócił się do kuzynki, dając jej sygnał do działania.