Nie wiedział, czy to strach, ból, czy oszołomienie malowały twarz niewidomego tak, jak promienie słońca malowały krople rosy na trawie porankiem. Mgła w jego oczach pozostawała jednak ciągle taka sama, nawet kiedy promienie latarni grały w nich i mieniły się różnymi barwami. Lustro. Oczy, w których możesz się przeglądać, bo niczego w nich nie dojrzysz. Oczy tak przeciwne oczom Sauriela. Bo tak jasne, mleczne w swoim odcieniu. Fergus uważał, że w oczach Sauriela można było odnaleźć siebie. Sauriel uważał, że w oczach Delliana można było spojrzeć sobie samemu w oczy, a potem zobaczyć tam prawdy, jakich nie chciało się znać. To nie było krzywe zwierciadło. To było porażające mocne, prawdziwe zwierciadło rzeczywistości. Ta zaś nie zawsze malowana była tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Możesz tego lata założyć różowe okulary, ale świat się nie zmieni. Tylko ty oszukasz siebie, że coś wygląda zupełnie inaczej, niż było. Więc jak? Szkoda ci? Żałujesz tego mizernego, chudego człowieczka? Chyba każdy by żałował. I tego też ludzie się bali. Własnej reakcji na taką osobę. Każdy chciał dobrze! No, możesz poza takimi cwaniakami, którzy wykorzystywali słabość strony przeciwnej. Przecież to było żałosne, kiedy tak siedział bezradnie, różdżka leżała obok niego - potrafił by ją chociaż znaleźć? Musiałby szukać po omacku i liczyć na to, że ona nie została ukradziona z plecakiem. A przecież sprzedać różdżki na czarno też była niezłym zarobkiem paru galeonów. Tak, to było smutne. To było kurewsko smutne i niesprawiedliwe. Ciepły, letni dzień i całkowicie chłodne, nocne doznanie - tak się właśnie spotykały dwa zupełne inne światy. O zmierzchu.
Nie odpowiedział na podziękowania. Ruszył po różdżkę Delliana, która musiała mu wypaść przy szarpaninie, albo została wytrącona - nie ważne. Już się po nią pochylał, kiedy chłopak sam zdołał ją na szybko wymacać. Właściwie... jak na ofiarę napadu trzymał się zadziwiająco dobrze. Ale może to tylko pozory? Kiedy jesteś słaby cieleśnie musisz próbować chociaż zachować twarz. Inaczej upadniesz całkowicie. Przed samym sobą, przed innymi, no bo co inni pomyślą? Żyjemy w społeczeństwie, które piętnowało i pokazywało palcami. Szeptało i plotkowało. Tutaj reputacja była prawie wszystkim, trzeba było uważać na to, co się robi, jak spogląda, co mówi. Oczywiście byli też tacy, jak Sauriel. Czarne owce, Upadek Społeczny. Przestroga dla dzieci pokazywana na ulicy: uważaj, kochanie, bo skończysz jak on! I kurwa - mieli rację. Lepiej dzieciaki ostrzegać. Bo to wcale nie było dobre życie.
- Żartujesz sobie? - On? Jego? - Co, śmierdzę jak on? - Uśmiechnął się pod nosem na własny żarcik, przełamując odległość między nimi. Złapał Delliana za ramiona, prawie że za fraki i bez większego wysiłku postawił go do pionu. Pomógł mu, innymi słowy. I przytrzymał. Przytrzymał jedną ręką, oferując mu też tę rękę jak ramę, na której Dellian mógł się oprzeć. Sauriel przecież widział, że ten stał na miękkich nogach, że jego błędnik jeszcze musiał szaleć. Nie widział co prawda, co tu się dokładnie stało, ale wierzył, że mógł być wstrząśnięty. I mógł dostać parę razy, żeby nie być do końca sprawnym. Wiedział, jak to działało. Przecież sam tak robił innym i doprowadzał ich do nawet gorszego stanu. Złapał też plecak Delliana, gdyby ten miał mu wypaść z rąk. - Już? Stoisz? Chcesz może usiąść? Tylko nie tu, bo na ziemi to podobno "wilka można złapać". - Nie, nie dało się usłyszeć w jego głosie współczucia, nadmiernej troski. Głos Sauriela był spokojny, mrukliwy i leniwy jak zawsze. A w niektórych momentach słychać było wręcz, że ma dobry humor. I że te tekściki go bawią. Jak to ze śmierdzeniem i z łapaniem wilka. Chociaż to nie było śmianie się z Delliana, skądże znowu. Po prostu... cóż, Sauriel to zdecydowanie nie była dogłębnie empatyczna bestia.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.