Tragedia pisana piórem zbyt długiego życia, żeby nie ciążyło na ramionach i zbyt krótkiego, żeby mówić o odejściach. Ptak, co chciał być Wilkiem. Gdyby stał się Wilkiem - och, kto to widział w tym królestwie zwierząt ślepca? Słaby, schorowany, na dnie łańcucha, gdy powinien być na jego szczycie. Sauriel nawet nie myślał o sobie jak o Wilku. Kot - to wystarczyło. Koty są miłe. Ciepłe w dotyku, mruczą i tak pięknie wyglądają. Nikt ich nie chce upolować. Większość nie chce ich krzywdzić. Chciał się stać takim kotem, którego nikt nie będzie krzywdził. Przecież wtedy sam mógłby chować ostre pazury w opuszkach. Co o tym myślisz, Ślepy Przyjacielu? Marzysz o królewskiej grzywie, kiedy bezradność zalepia twoje nogi. Donikąd nie dojdziesz, więc może warto zejść niżej? Gdzieś musiało istnieć rozwiązanie. Czarem spowodowana ślepota powinna zostać czarem pokonana. Czy nie było żadnej nadziei? A może to po prostu zbyt małe starania włożone w to, żeby być tym, kim jesteś - tylko silniejszym? Tygrys nie wzbije się do lotu. Ty mógłbyś. Nie uświadczy błogosławieństwa klarownego nieba - jeśli po niego zechcesz sięgnąć, dostaniesz je. Było wiele rzeczy, których nie mogli doświadczyć ci, których uważano za silnych. Podziwiano ich, bo stali na szczycie, albo walczyli do upadłego. Tymczasem okazywało się, że takie osoby potem też potrzebują pomocy. Że upadają tym boleśniej, im wyżej byli. To nic złego - chcieć być na szczycie. I to nic złego - mieć chore oczy. Ale to nie były słowa, które Sauriel mógł powiedzieć Dellianowi. Jeszcze nie. Nie mógł go poklepać po ramieniu, powiedzieć "pierdolisz!" i uśmiechnąć się, dając znać, że wszystko okej. Nie, jeszcze było na to za wcześnie.
Parsknięcie było dobrym sygnałem. Sygnałem do tego, że nawet jeśli było jeszcze przed chwilą źle, to chłopak wraca do siebie i nabiera animuszu. A skoro tak, to nie zamierzał go targać, o nie, co to, to nie! Nie był darmową taksówką do przenoszenia biednych chłopaczków, co sobie kuku zrobili. Bo tak, Sauriel też miał pod nogami kłody. Wilcze doły wręcz. Miał na sobie łańcuchy, które rzęziły przy każdym ruchu, a przecież Dellian mógł to bez problemu wychwycić, zwłaszcza teraz - Sauriela kroków nie było słychać. Chodził tak miarowo, tanecznie i lekko, że wydawał się płynąć po bruku, który przemierzali. A był kawałem chłopa, to pod swoimi palcami na pewno czuł. Ogrzane teraz, umięśnione ciało. Śliska, chłodna skóra, jaką na sobie miał okrywająca to wszystko. Przewodnik, którego sobie chwilowo więc wybrał Dellian był bardzo chujowy. Wybuchowy, niestabilny emocjonalnie psychopata. Ale przynajmniej jedno się zgadzało. Był Czarnym Kotem. A przecież to takiego przewodnika chciał mieć, prawda? Imię się nie zgadzało, wielkość, hm... poziom zaufania też na pewno nie. Jakże łatwo było się przekonać do kogoś, kto uratował cię przed..! Przed czym? Kradzieżą? Czymś gorszym? W zasadzie Dellian trzymał się zadziwiająco dobrze, jak na oko Sauriela, po takiej przygodzie.
Sauriel zaśmiał się gardłowo, krótko, kiedy Dellian zaczął peplać o tym, jaki to on nie jest straszny i w ogóle... tak, no bardzo wyraźnie dał do zrozumienia, jak bardzo sobie kpi z tego. No dobrze, niech kpi, przecież należał do jednej z wielu osób, które kompletnie nie zdawały sobie sprawy z tego, jak naprawdę złym "człowiekiem" był Sauriel Rookwood. Bo na co dzień potrafił być całkiem niezłym ziomkiem, z którym można podyskutować, inteligentnym, z poczuciem humoru - chujowego humoru, ale jednak!
- Zabawny z ciebie koleżka. - Zatrzymał się, ale nie, nie że bardzo gwałtownie. Tak naturalnie. I puścił Delliana, oceniając, czy stoi. To akurat już zrobił trochę bez ostrzeżenia. - Stoisz? Stoisz. - Wycenił i wcisnął mu ten plecak w łapy. - Nie powiedziałem, że nie potrzebuję ludzi. Powiedziałem, że nie lubię im pomagać. - Wyszczerzył się w uśmiechu i pokręcił sam do siebie głową, sięgając po paczkę fajek do kieszeni. - Palisz? Chcesz szluga? - No co, może palił? A może potrzebował jakoś strząsnąć z siebie resztki tych złych doznań? - Ale fakt, tu mnie masz. Brakuje mi Fergusa. I jak? Dobrze się czujesz jako opcja zastępcza? Pewnie w Hogwarcie wszystkie dzieciaki tak latały wokół was. Trochę ci powspółczuły, a potem i tak zostawałeś sam, bo ślepy to problem, którym trzeba się zająć. - Delikatny ptaszek w dłoniach... może i prowokował go ten ptaszek w żartach i na słodko, ale Sauriel, cóż, był kotem. - Nie szukam w tobie dawnego przyjaciela. Każdy jest inny. Ale jest na tym świecie coś takiego jak lojalność. Fergus też pomógłby mojemu przyjacielowi, jakby ten potrzebował pomocy. Co prawda wtedy musiałbym pewnie ich obu wyciągasz z brudu, ale tam... szczegół. - Odpalił fajkę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.