Och, oooch! To dopiero byłby dramat, tragiczne niedomówienie, tragiczna... pomyłka. Powiedzenie, że Sauriel robi z siebie ofiarę. Tak, ludzie potrafili robić z siebie ofiary. Potrafili zamiast próbować to siedzieć, płakać i już. Tyle. Bez działania, bez dalszej wizji. Widzieli tylko klapki przed oczami, a na nich wymalowali swój świat. Sauriel jednak nie zaliczał się do tych ludzi. Problemy, które go dotykały, nie były prostymi kłodami do przesunięcia. I nie były łańcuchami, które tak po prostu można zerwać. Teoria w końcu to słodka rzecz, potrafi być niepoprawnie wręcz urocza. Sauriel za to chciał czasem jak ofiara traktowany być. Żeby właśnie ktoś spojrzał, pożałował i pogłaskał po głowie. Niewiele robił w tym kierunku. Raczej na odwrót. A użalanie się nad sobą, koniec końców, miało sens tylko wtedy, jeśli potrafiłeś po strzaskaniu kolan powiedzieć sobie, co zrobiłeś źle. Nie musisz nawet tego poprawiać, nie do końca. Nie zostawiaj tylko tego bez odpowiedzi. W domysłach i pomrokach tego, co można było zrobić, czego się nie zrobiło, a jakie możliwości jeszcze prezentowało. Czasem trzeba popłakać - nawet nad samym sobą. Czy to zmieniało świat? Nie. Czy zmieniało ciebie? Ha... odpowiedź nie jest oczywista. Bo przecież przynosiło ulgę, prawda? W końcu brakowało łez i robiło się o wiele spokojniej. Jak wtedy, kiedy burza przechodziła po zachmurzonym niebie. W końcu wychodziły gwiazdy.
- Git. - Skomentował odpowiedź Delliana, że stoi. Teraz jeszcze czy mógł iść oprócz stania, hm... a idące dalej za tym pytanie: czy Sauriel miał na tyle nastroju, żeby pomóc chłopakowi dotrzeć do domu? W zasadzie... tak. Może i był niewidomy i dostał wpierdol, ale w zasadzie miał jaja. O paradoksie, Fergus był bardziej zahukany... ale Fergus wiedział, że Sauriel potrafił się odwinąć, jeśli coś mu się nie podobało. Zwłaszcza, kiedy coś mu się nie podobało i nastrój miał nie ten. - Jak jesteś dla ludzi dobry to potem oczekują od ciebie, że będziesz dobry. A ja nie chcę upierdliwych oczekiwań. - Wysunął z paczki jedną fajkę i wyciągnął ją pod rękę Delliana. Ale nie tak, żeby ją wsadzić w jego dłoń, nie. Tylko lekko szturchnął jego różdżkę dając znać, że hej - czeka! Weź sobie! Mógł być ślepy, ale rączki przecież miał, nie? Sauriel powinien być notowany za to, że zarażał niewinnych i młodych papierochami. Jakoś tak mu zostało. Sam po nie sięgał w nerwach. Teraz to już był po prostu nałóg.
- Hmph. - Uśmiechnął się mimo wszystko półgębkiem, patrząc na Delliana. Trafił. Widział, że trafił. Był teraz tak mocno sfokusowany na chłopaku, że chyba tylko bomba obok wyciągnęłaby go z tego stanu zaintrygowania, zainteresowania i dobrej zabawy. Tak, jak kot ptaszkiem, który nie mógł mu odfrunąć. Ale nie to, że był aż takim sadystą. - Naprawdę tak uważasz czy sobie wmawiasz? - Zabawna sprawa, nie spodziewałby się zobaczyć, że może coś go łączyć z... z no takim facetem. Że mogą mieć jakieś podobne poglądy na świat. Świat Sauriela był brudny, świat Delliana - czarny. Ale samotność - samotność była zawsze taka sama. - Pierdolić to, Del. Ludzi, którzy spierdalają od ciebie zanim dobrze się pojawili. - Te uśmiechy... ten uśmiech Delliana. Sauriel uważał, że to była fasada. Rodzaj fasady, której się trzymasz i nie masz odwagi jej puścić. Bo jeśli puścisz to wszystko się może zawalić. - Cho, odprowadzę cię. Ale nie ze względu na Fergusa. - Tylko ze względu na to, że w zasadzie mógł powiedzieć - polubił Dela. Po tej krótkiej rozmowie jakoś go polubił. - Przebieraj tymi swoimi nibynóżkami.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.