Dobre przywitanie. Arbuzowe. Zamiast "dzień dobry", które czasem, zdaniem Sauriela, było sztywne. Co, nie wiadomo, że życzy jej "dobry"? Nie dzień, tylko noc. Noc-dobry, jakoś takiego sformułowania nikt nie używał. A kurwa szkoda. Gdzie równouprawnienie dla wampirów? Skoro już dla różnych płciowych upodobań robili to może on powinien kiedyś pomyśleć nad marszem dla wampirów..? Kompletna abstrakcja. Takie abstrakcje były zajebiste, żeby przed samym sobą rozładowywać napięcie. Choć nie wywoływał ich celowo, one się po prostu pojawiały. Jeszcze nie dotarł do stopnia panikowania, na razie było tylko napięcie i bardziej nerwowe poszukiwanie rozwiązań problemu, jaki sam stworzył. Z pierdolonej głupoty. Przez swój zasrany temperament, który za często się objawiał. W sumie objawiał się coraz częściej. Kiedyś nie miał w szkole takich problemów. I zaraz - w szkole się zaczęły.
- Jasne, że ja. Gdybym to nie był ja to nie dałbym się wsadzić do celi nawet na godzinę. - Ale tutaj nie było jak się bronić, że to nie on, bo było za dużo świadków. Natomiast bardzo uparcie spychał to na prowokacje. Na prowokacje od strony tamtego, przez aferę z trucicielstwem, że nie wiadomo w sumie, czy by kogoś nie skrzywdził... Linia obrony była szeroka. Ale pozostawał akt napaści. No z tego się nie dało wykręcić żadnym sposobem. Pewnie gdyby zresztą nie sypnął Williama to by też nie przesiedział tylko dnia z taką kaucją. Pewnie wtedy by czekała go konieczność większej rekompensaty. Czy nie byłoby warto? Ech... gdybać teraz można, stało się. Trzeba posprzątać po sobie i jakoś wyjść z tego na prostą. Bez szwanku, jeśli tylko było to możliwe. - Taką ściemę utrzymuje. Nie wszyscy to kupują. - Zwłaszcza nie ci, z którymi jednak Sauriel był na bakier. A ludzie tutaj potrafili zadziwiająco dużo wiedzieć i dużo węszyć. Z tego się jeszcze syf nie zrobił - ale mógł się zrobić. Na bardzo wielu płaszczyznach. Należało to potraktować delikatnie. Z rozwagą.
- Pamiętasz jak mnie znalazłaś w uliczkach? To Will i jego koledzy próbowali mnie zajebać. Konflikt interesów. Rozumiesz. - Papierosy płonęły, dym się unosił, a ciąg przyczynowo skutkowy zaczynał nabierać rumieńców. - Poniosło mnie w knajpie. Zrobiłem błąd. Tyle. - Wiedział, że zrobił źle, ojojo, mea culpa, mogłem być mądrzejszy. Nie potrzebował teraz taki mądrości. I nie to, że akurat był pewien, że kobieta takimi zacznie sypać. Po prostu chciał dosadnie powiedzieć, że jest świadom tego, że spierdolił. I teraz, niestety, zbierał tego skutki. Ale też nie spodziewał się, że na miejscu będzie, kurwa, brygadzista! Choć może to i lepiej. Może to i lepiej... Bo może to właśnie Brenna odgrodziła go od kolejnego trupa na jego koncie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.