Małe rytuały potrafiły wypełniać dzień. Sauriel chyba je pomijał dlatego, że w jego domu to witanie się było takie puste i zazwyczaj budowało napięcie, zamiast jakkolwiek pomagać. Bo on się witał, a odpowiedzi czasem nie było - jeszcze jak był dzieckiem. I nagle przywitania się czasami stały jakieś takie... zbędne i bezsensowne. Choć nie zawsze tak do tego podchodził. W końcu zazwyczaj się z Victorią witał. Czasem jednak te powitania były jak ten tu dzisiaj. Abstrakcyjne. Nie zawierające w gruncie rzeczy żadnego powitania. Bo przecież powitaniem było to wszystko, co zostało wymienione. Jakiś początek. Wyraźne potwierdzenie, że hej, jestem! I ty też jesteś! Teraz będziemy mogli porozmawiać, o czym tylko chcesz i zrobić, na co tylko masz ochotę. Albo trzymać się wytyczonego planu, bo przecież niekoniecznie każde spotkanie musi być towarzyskie.
- Jak się już powie "a" to trzeba je mówić do końca. Kłamstwo powtórzone setki razy w końcu staje się prawdą. - Sauriel nie był wielkim fanem ściem i kłamstw. Właściwie to preferował szczerość. Nie, nie, nie zrozumcie mnie źle. Nie było tak, że Sauriel promował super otwartość, że trzeba mówić o wszystkim, wychodzić ze wszystkim i w ogóle. Ale na przykład świat, gdzie nie musisz niczego ukrywać, co było takimi trupami, jakie on miał w szafie, byłby miłym miejscem. Nie dlatego, że nagle stałoby się to dobre. Dobre byłoby, gdyby trupów nie było. That's the point. Żyć tak, żeby nie kłamać. Być sobą i być fair - wobec siebie, świata i swoich bliskich. Beznadziejna utopia.
Mogło się wydawać, że śmiechy hihy, porady płatne i bezpłatne. Każda porada teraz była w cenie. Nie to, że Sauriel by panikował zaraz i nie wiedział, co robić. Ale łatwo było zgubić rytm, kiedy zaczynałeś się śpieszyć, a przestrzeń się zawężała. Poza tym czasem człowiek nie wpadał na niektóre oczywistości. Zapominał się. Błądził. Miał coś przed oczami, a tego nie widział. Poradzenie sobie ze swoim towarzystwem... to Sauriel mógł zrobić. Nie zależało mu na tym, żeby go lubili. Mieli się bać. I jeśli ktoś miał inne mniemanie o tym, co się zdarzyło, cóż... Tylko że sprawa była na tyle delikatna, że mogła pokruszyć za dużo murów i poruszyć podłoża, których Sauriel ruszać nie chciał. Nie był tutaj żadnym bossem czy królem. I nie sądził, żeby to się miało zmienić. Szczególnie, że wolał słuchać, a nie wydawać polecenia. Więc tak, poprosił Victorię o pomoc. I teraz doceniał każdą. Włącznie z radami, które mogłyby się wydawać oczywiste. Był wręcz nieco skruszony, że w ogóle ją prosił.
- To moja praca. Ty mnie też będziesz prosić o łapanie zbirów? - Tak. I nie. Okej, pomagał jej wcześniej, ale to była trochę inna sprawa. I jednak to był pojedynczy przypadek, kiedy się wybrali do kogoś, żeby go capnąć. Nie norma. Mogli sobie pomagać, ale to miało granice. Tak się wydawało Saurielowi. Bo to jednak była jego robota. - Pomogłabyś mi zabić człowieka? - Spojrzał Victorii w oczy. Pytanie zabrzmiało ponuro spokojnie i cicho w tej alejce. - Muszę znaleźć tamtą dwójkę, zanim znajdzie ich Brenna. Albo muszę mieć pewność, że jeśli coś z moją ksywą wyjdzie to Brenna z tym niczego nie zrobi. W którąś stronę muszę to przesunąć. - I w tym tkwił szkopuł. W czasie. Bo tak, Brenna była dobra. O tym się już przekonał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.