Moogło byc tak, że Sauriel nie był zbyt uważny na eliksirach. Jak na wielu innych przedmiotach. Nie było to dla niego. Ta konieczność skupiania się namolnego, bo coś ci się gotuje, a tu delikatnie w lewo, tam dwa razy w prawo łychą okręć, a za mocno i cały eliksir do bani. Nie, to nie była sztuka dla niego. W dodatku, jak słusznie zauważyła już wcześniej Victoria, miał definitywny problem z roślinami. Z całą fauną i florą. Jakoś nie wchodziło mu to do głowy, często się mieszało, robił za często wielkie oczy na wszystko... nieee, to nie dla niego. Nie to, że jak się postarał, to nic mu do głowy nie wchodziło, po prostu jakoś nie miał do tego cierpliwości. No a przecież cierpliwość Sauriela to była niesamowita rzecz. Jeśli chodzi o samod ziałanie eliksiru Wielosokowego to wiedział tyle, że zmienia wygląd. I że jest niedobry. Tak STRASZNIE niedobry.
Jakoś nie wyobrażał sobie nigdy Victorii w takim stylu. Kiedy mówił o zmianie wyglądu myślał o czymś takim... no jakiejś ładnej kobiecie. Przecież sama Victoria była ładną kobietą, więc tutaj nie mogło być żadnego odstępstwa. Zamiast tego zobaczył kobietę nijaką. Czyli taką, która idealnie wpasowywała się w tłum. Podstarzałą, w szarym, przysłowiowo, ubraniu. Oczywiście na początku nawet nie zwrócił na nią uwagi - no babcia jak babcia, przejdzie sobie, pójdzie dalej. To ta babcia zwróciła się do niego i to już zyskało jego atencję. Sięgnął po swoją różdżkę oraz paczkę fajek, chcąc w zasadzie naprawdę odpalić babci papierosa. Tylko że się zatrzymał w pół gestu, bo babcia wcale się nie zatrzymała, gdzie zatrzymać miała. To nie było wcale oczywiste. Że to była akurat Victoria. A tutaj trzeba było się wystrzegać każdego, kto do ciebie podchodził, niezależnie od tego, jak wyglądał. W końcu nawet Victoria była teraz wilkiem w owczej skórze.
- Postawię ci wszystkie drinki, jakie będziesz chciała. - Uśmiechnął się lekko pod nosem i już spokojniej i wolnej dokończył swój gest. Czyli naprawdę wyciągnął fajki z kieszeni i otworzył, wysuwają kilka jednym gestem, żeby zaproponować ją Victorii. Niedobre, niesmaczne fajki, które drapały w gardło. Ten dym przynajmniej zabijał smród tego miejsca. Pozwalał odciąć się na moment siwizną od i tak szarych kolorów. Coś urozmaicał. Coś zmieniał. Wił się i kłębił, pozwalał myślom i nerwom rozpływać się wraz z nim. - Już mi brakuje twojej pięknej twarzyczki. - Mruknął cicho, odbijając się od ściany i leniwym krokiem sunąć w głąb tej ciemnej części miasta.
- Czyli... zupełnie nic? Jakby to wszystko się zamazało? - Tak, wspomniała o tym, ale nie dopytywał w szczegółach. A teraz był ciekaw - czy widziała inne uliczki? Czy to te same i przemierzała je jako inna osoba? Czy wszystko jej się plątało? A jeśli plątało, to nadal - co dostrzegła? Czy to było w ogóle istotne na ten moment - nie. Ale mogli sobie rozmawiać, skoro i tak tuptali wszem i wobec. Było to nawet bardziej naturalne niż takie tuptanie w zupełnej ciszy. Chociaż w sumie... w tej dzielnicy to i tak prawie każdy każdego wymijał, jeśli nie posiadali konkretnych interesów. Sauriel rozglądał się ciągle na boki. Nie tak ostentacyjnie. Dyskretnie. Czy czuł się zagrożony? Nie. Czy martwił się o Viki? Tak.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.