- Hee? - Wypaliła to w jego mniemaniu tak niespodziewanie, że Sauriel aż otworzył szerzej oczy ze zdziwienia i spojrzał na nią przez moment zbity z tropu. Wątek niby ciągle ten sam, ale tok rozumowania gdzieś popedałował w całkowicie innych kierunkach. Zabawne było to, jak czasem ludziom wydawało się, że to, że oni tak myślą, to każdy to odpowiednio odbierze w nadanym przekazie. A tak nie było. - Cieszy mnie to, że nie będę się martwić, że ktoś cię rozpozna. - Cieszyć... tęsknotą... nooo był w tym jakiś romantyzm, ale miał nadzieję, że tak nie pomyślała, że to był jakiś tekst na podryw, albo coś takiego... Bo przecież najbardziej doceniasz właśnie, kiedy stracisz, ale skoro wiesz, że możesz to odzyskać, to w tęsknocie zaczynało kryć się coś niezmiernie pięknego! Ale nie, to było całkowicie pragmatyczne, całkowicie przyziemne. Po prostu... cieszył się, że będzie bezpieczna i że naprawdę nie będzie się denerwował przez prasę i media. - To... ją powiększ? - Zasugerował, bo on to nie. Nie tykał się transmutacji i chociażby chciał jej pomóc to nie zamierzał. Zawsze coś z tą transmutacją spierdolił! Był absolutnym antytalenciem i już nawet profesor się nad nim ulitował i go wręcz wygonił z Hogwartu, żeby tylko nie wracał na jego zajęcia. Więc może głupi pomysł, no ale też - może... a zaraz. Czy ona nie mówiła, że też nie jest dobra w te klocki? - Albo można ją gdzieś tam... ponacinać na nitkach. - Wzruszył ramionami. A potem się przecież naprawi! Tylko tak na tymczas. Albo i wyrzuci, przecież to tylko ubrania.
Super. Nie powiedział tego, ale skinął głową. Cieszyło go to, chociaż tylko troszkę. Była to ta radość za to, że Victoria naprawdę poważnie bardzo do tego podchodziła i nie lekceważyła tematu. On by pewnie lekceważył, znając siebie... a brzmiało to po prostu bardzo groźnie. Tym razem na Nocturnie się nic nie stało. A co jeśli następnym razem popędzi do jakiegoś lasu, prosto w legowisko akromantuli czy innych okropieństw? No właśnie, co wtedy? Mógł sobie żartować, że zawsze będzie za nią łaził, albo z tego, że będzie jak ten jej pies strażniczy, ale nie mógł i nie zamierzał. Victoria miała swoje życie i swoje sprawy i to szanował. Tak samo wkurwiałby się, gdyby ona nagle chciała wsadzić nos w każdą rzecz, którą robi on. Ale Sauriel miał absoilutnego pierdolca na punkcie swojej niezależności. Albo raczej tych małych częściach, które jeszcze miał.
- Ay. Zaraz po napadzie twojej psiapsi. - W sumie całkiem zabawnie to brzmiało - że to brygadowcy napadają biednych i poszkodowanych dilerów, którzy przecież uczciwie pracowali i sprzedawali... eliksiry. Czy inne cuda. No co, a nie? Przecież pracowali! Musieli się natrudzić, żeby to uwarzyć, stworzyć i w ogóle. Oczywiście Sauriel nie myślał tymi kategoriami, kiedy to mówił. A po tym, jak powiedział, to nie zwrócił uwagi, bo była ona pochłonięta przez otoczenie. Nawet jeśli pozornie nic się nie działo. - Może wrócili i coś nałożyli. Nie wiem. Nikt się nie zleciał, jak tam wszedłem... właściwie jak ktoś się tam jeszcze kręcił w ostatkach - Sauriel w końcu potrafił być szalenie cichy i dyskretny, jeśli tylko chciał. Jeśli tylko się postarał. Natomiast rzeczywiście, nie pomyślał i nawet nie wpadł na to, że mogliby coś takiego zrobić... - Czemu mieliby pustą dziuplę zostawić z nadzorem? - Liczyli, że tamta dwójka wróci? Musieliby być absolutnymi kretynami! Nie wiedział, ile udało im się "spakować" i zabrać ze sobą, ile wpadło w ręce BUM, ale co za różnica? Nie wracasz na miejsce zbrodni, przecież to idiotyzm...
Sauriel nie wracał.
- Chcesz tam wchodzić? - Tam to akurat nie wierzył, że mogliby cokolwiek znaleźć, skoro BUM to już przeszukiwało. Ale skoro uważała, że to dobry pomysł... nie zamierzał teraz tego podważać i marudzić, pomoc to pomoc. Wzruszył lekko ramionami - i poszedł przodem.
I nawet nie wszedł z drzwiami, a po ludzku - drzwiami.
Obdrapana boazeria ścian, skrzypiące deski pod nogami. Było tu bardzo sucho. Pył walał się po podłodze - nienaturalny. To nie kurz, miał kilka kolorów.
- To chyba resztki tego, co robili. Już niegroźne. Albo w takiej formie niegroźne. Mi nic ostatnio nie było. - Wolał to uściślić, żeby się nie denerwowała, że mogą mieć teraz halucynacje. Ostatnie, czego potrzebowała do swoich dziwnych wspomnień to jakieś narkotyczne halunki. Widać było, że miejsce zostało przetrzebione, że walały się po podłodze rzeczy, a jednocześnie półki i stoły tu poustawiane były puste. Bo to była w sumie jedna hala ze schodami prowadzącymi na górę, mimo tego, że wyglądało jak zwykłe mieszkanie z zewnątrz. Wysoki sufit podpierany topornymi kolumnami. Ślady walki też spokojnie dało się wyczytać. Skrzynie, które tu stały, tworząc momentami korytarz, były też przetrzebione. Niektóre części były poodgradzane ścianami, tworząc coś na wzór "boksów".
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.