Za mała sukienka brzmiała jak problem. Pomijając niewygodę samą w sobie. To jak... za małe spodnie. No cieżko jest biegać, na ten przykład. Już, och, w ogóle pomijając, że sama SUKIENKA brzmiała jak problem. Co prawda nigdy nie zakładał spódnic ani tym podobnych kreacji, ale no nie wyglądały jako coś super... do robienia fikołków. Okej, kolejna rzecz: Victoria z fikołków też nie była alfą i omegą. Sauriel rzadko zakładał spierdalanie. Głównie dlatego, że znał siebie. I za bardzo lubił się NApierdalać, żeby Spierdalać. Proste i zrozumiałe. Natomiast miał tutaj Victorię, która potrafiła o siebie zadbać i jednocześnie nie chcieli, żeby teraz ktokolwiek dowiedział się czegokolwiek więcej o ich dwójce. Jakoś ich nakrył, odkrył. Dopadł. Kiedy zaczynało się zamieszanie różnie to bywało. Sauriel się poczuwał za swoistego "bodyguarda" tej tu pani. Rola, której wręcz został nauczony, szczególnie jak formalnie powstali Śmierciożercy, nawet jeśli wtedy się o nich jeszcze nie mówiło. Więc tak, ostrożność była tutaj bardzo zalecana. Sukienka ostrożnie nie brzmiała. Za mała sukienka brzmiała jeszcze mniej ostrożnie. Czy w za małej sukience da się oddychać? Co to w ogóle za abominacja - niby nosisz sukienkę, bo luz między majtkami, a jednak nie, bo za mała..? Ja pierdole, no brzmi strasznie. Wydawało mu się jednak, że niekoniecznie Victoria chce teraz słuchać o jego rozkminach na temat sukienek. Z drugiej strony...
- Ej, a jak to jest nosić sukienkę? - No mógł wytrzymać, niby mógł. Ale jednak nie mógł. To palnął. - Sukienki niby są fajne, bo masz luz, ale twoja jest za mała... - To jak to działa? Pewnie za mała tam, gdzie luzu nie było. Znaczy się - na przykład tam, gdzie się poprawiała. NO ALE NADAL! I jakie to musi być śmieszne uczucie - majda ci materiał, ale niczego na nogach niby nie masz... To tak w ramach przerwy nad myśleniem nad rzeczami ważnymi. Bo tak, oczywiście, że na to wpadnie. Ale jednocześnie nigdy dotąd się jakoś z tym nie spotkał. A przynajmniej nie tak bezpośrednio, żeby wiedzieć, że to akurat taka metoda. Przede wszystkim też nigdy wcześniej nie myślał nawet, że będzie tak blisko kłopotów z BUM. To znaczy nie, myślał. Myślał nawet o poważniejszych. O wiele poważniejszych. Mieli już nawet rozmowę o Azkabanie.
Rookwood nawet tutaj nie pomyślał o zacieraniu śladów, bo wszystko było tak zadeptane, że nie dało się tutaj czytać kroków. Wszystko wydeptane, wszystko zadeptane. Poprzesuwało to... no dobrze, może nie dziesiątki dłoni, ale tak to wyglądało. Szukali w końcu wszystkiego, co tylko się dało.
- Zaczekam tu. - Zaplótł ręce na klatce piersiowej, spoglądając z dołu na Victorię, kiedy ta zaczęła iść na górę. Bo myślał, że na górę chciała faktycznie iść. - Mają też piwnicę. Tak w razie czego. - Z góry dobry był widok na miejsce, w którym chyba rzeczywiście był jakiś czar ochronny, brutalnie rozwalony w trakcie całego, nazwijmy to, najazdu. Sauriel obejrzał się na zamknięte drzwi. Teren wcale nie był duży, nie był wielki, ale z uwagi na brak faktycznego podziału na pokoje i wysokość stropu był optycznie powiększony. Sięgnął po różdżkę i odruchowo do twarzy. Chcąc ją zasłonić. Ale nie. Nie miał czym. Tym razem maska go nie obowiązywała.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.