- Założyć? O co? O to, że mnie nie upijesz paroma drinkami? Czy o to, że będziesz "łatwa"? - Dobra, no dobra, nie miał do końca na myśli tego, co palnął, to był żart i to taki bez pomyślunku. I bez polotu też, jak najbardziej. - Założyłbym się o zakładanie sukienek, to brzmi zajebiście. - Ale na pewno nie akurat o chlanie. To nawet nie było sprawiedliwe, bo Sauriel pił za dwóch, żeby nadrabiać do towarzystwa. Na szczęście też szybko bardzo zaczynał. - Ale nie o picie. O to się z tobą zakładał nie będę. - Bo potem zresztą znowu będzie zła, jak będzie pierdolił coś świńskiego i po co to komu. A pierdolił świńskie rzeczy. I o wiele łatwiej przychodziło mu, jak to prawo alkoholu powiada, rzeczy głupie.
- Eeech... Sherlock to taki super detektyw, który każdą zagadkę potrafi rozwiązać. Też dobra książka. Nie tka jak Władca Pierścieni. - Jeszcze trochę i zostanie posądzony, że nie robi nic poza czytaniem mugolskiego gówna. Znaczy miał nadzieję, że bez określenia "gówno". Ale poza tym że czyta za dużo mugolskich rzeczy. Jakoś do niego trafiali ci angielscy pisarze, no co miał na to poradzić. - Dobra, dobra, normalne-sralne, jebie mnie to, nigdy więcej tego nie pijesz. - No, może poza dzisiejszym dniem... A i tak się skrzywił, że w sumie trzeba było jeszcze dociągnąć. I tak, to był kolejny argument, żeby mu pomogła znaleźć, co trzeba i stąd zmykała. Żeby więcej tego nie piła, nie denerwowała ją ta sukienka i żeby w (nie)spokoju wróciła do domu. Widział, że to chwilowe, to poprawiało sytuację na tyle, że w ogóle już teraz nie stwierdził, że dobra, dość, akcja odwołana. No, jakby nie było chwilowe to naprawdę już wolał sobie sam ogarnąć, co miał do ogarnięcia. - Tyle lat kultywowania eliksirów i co? Nie potrafią kurwa zrobić eliksiru o smaku malinek? - Beznadzieja. Mugole jakoś potrafili znajdować rozwiązania problemów. Co z tymi czarodziejami było nie tak? Jak jakaś zacofana rasa, normalnie... A Voldemort się uważał za NADrasę, no popierdoleniec totalny... niech najpierw naprawi eliksir Wielosokowy, potem porozmawiamy o nadrasach...
- Ay. Chyba Will to zostawił swoim ziomkom zanim go przymknęli. A może ktoś inny. Ni chuja nie wiem. Ale wiem, gdzie indziej taki symbol jest. - Wskazał go palcem. - Oby się chłopakom nie śpieszyło do opuszczenia Londynu, bo latanie za nimi po kraju byłoby w kurwe męczące. - Szczególnie po tym chujowym rytuale, który tak dużo namieszał w ich życiu. - Ay, Kwiatuszku. Jak sobie powiedzieliśmy - rozdzielamy pracę od nas. - Chociaż teraz była troszkę łączona. Sauriel też nie chciał dwóch rzeczy, oprócz tego, żeby Viki była bezpieczna. Pierwsza to ta, że nie chciał, żeby się przypatrywała, jak ich roznosi po ścianach. I z jaką przyjemnością to robi. A druga to ta, że nie chciał, żeby interweniowała. Bo nie był pewien, czy by go nie próbowała odwieść od tego, co mógł zrobić.
- Nieźle się tu urządzili. Szkoda, że nie moja dzielnica. Przywłaszczyłbym sobie. - Stwierdził, kiedy schodził po schodach i ostatni raz rozglądał się po otoczeniu.
Był zadowolony, że to się w ogóle tak szybko i sprawnie udało załatwić i bardzo pozytywnie zaskoczony. Bo naprawdę nie widział tam dla siebie miejsca i szansy. Dla NICH (w tym momencie) szansy na znalezienie czegoś. Podmuch wiatru był właściwie jako pierwszy. Błysnęła w powietrzu przejrzysta linia i Sauriel nie myśląc skoczył po prostu do tyłu z "WHAT THE FUCK" na ustach. Wpadł na Victorię, niechcący, ale z impetem, próbując zejść z drogi zaklęciu, które rozbiło się obok na ścianie puszczając biały pył wokół. Drugie zaklęcie wysunęło liny ze ściany, które wyskoczyły w kierunku Victorii, żeby złapać jej ręce i nogi i przyciągnąć do ściany, unieruchomić.
Rzut NPC na kształtowanie.
Akcja nieudana
Rzut 2giego NPC na transmutację
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.