Mózg Delliana to było naprawdę jakieś dziwne miejsce. Żeby nie powiedzieć wręcz - złowrogie. Wchodzisz w ładny las, niewinny, tak pozornie, a potem wychodzisz całkowicie odmieniony. I czy na lepsze? Łoh... Czas miał pokazać. Nie, nie zmieniał, ten niepozorny chłopak, ani niepozorny las, Sauriela. Za to przypominał mu o tym, jak on sam się zmienił. Jak zrobił się chamski i jak niektóre rzeczy były w jego życiu pozornie niepotrzebne. Zbudowane dlatego, żeby bronić siebie samego - głównie przed innymi. Albo innych przed sobą samym. I to nie miało niby sensu, niby można inaczej, niby, niby, niby... Dellianowi chyba ciężko było cokolwiek przetłumaczyć, co rozjeżdżało się z jego dobrym widzeniem ludzi, co? Zawsze wsadził palec głębiej, żeby wyskrobać więcej logiki potwierdzającej jego rozumowanie. I robił to przy tym w taki sposób, że nie dało się nie przyznać mu racji. Przynajmniej Sauriela rozbrajał w pewien sposób. Tylko że to, że przyznawał rację, nie zmieniało rzeczywistości. Dellian był po prostu jak dziecko, rozczulający dzieciak, którego trzeba patać po głowie. Oby to jedynie nie urągało jego dumie, jak płacz.
Faceci nie płaczą. No pewnie, że nie.
- Wiem o tym, młody. Spokojnie. - Wyciągnął do niego rękę i naprawdę go poczochrał po czuprynie. Tak z sympatią. W sumie podobnie potrafił robić Fergusowi. Też nie bardzo wiedział, na czym to polega, ale tak - czuł się dobrze w obecności Delliana. Na tyle, że w zasadzie mógłby z nim trzymać jakąś tam... sztamę. Żeby nie powiedzieć po babsku zaprzyjaźnić się, ho, ho! Z tą przyjaźnią u czarnowłosego to zawsze było ostrożnie. To znaczy - on do tego podchodził bardzo ostrożnie. - Zajebiście, że ty też to wiesz. Ale większość ludzi tego nie wie. Latają do mnie z pierdołami i się potem wkurwiają, jak im mówię, żeby wydupczali, zanim ja się wkurwię. - Ciekawe, jak to odbierał w sumie ślepiec? To znaczy - jak jego odbierał? Nie bardzo przejmował się, jak ludzie na niego patrzą, za to czasami było to po prostu ciekawe, jak ktoś cię widzi. W dupie miał opinie innych. Mogli o nim myśleć jako o debilu, prostaku, chamie. O osobie, która nikogo nie lubi i nikogo nie szanuje. Lubił nawet podtrzymywać te nieprawdy i wszystko, co najgorsze sobie tylko ludzie pomyśleli. Ewentualnie wybijać zęby, jeśli ktoś przez swoją opinię wygłaszaną wszem i wobec psuł mu krew i interesy. W każdym razie - tak, rozumiał Delliana tak, jak Dellian ewidentnie rozumiał o co Saurielowi chodzi. Tak jemu się przynajmniej wydawało, że ten chłopak rozumie.
Oj tak, docenił - Sauriel parsknął głośnym śmiechem na żarcik o oknach.
- No kurwa, na pewno. Wtedy wyraźniej widać wszystko. - Proszę bardzo, więc Dellian nie był przewrażliwiony na punkcie swojego stanu? Sauriel miał bardzo, BARDZO duży dystans do wszystkiego. Nie można jednak powiedzieć, żeby mało rzeczy go ruszało. Problem był z Saurielem takim, że jednego dnia ma okej humor i wszystko po nim spływa, drugiego będzie darł mordę, a trzeciego będzie gdzieś tam smutał. Zazwyczaj to nawet niestety nie dzieliło się na dni - ten jego chimeryczny nastrój. - Ślepy nie jestem. - Stwierdził na to jego podłapanie, że nazwał go przystojniaczkiem. No śliczny był chłopiec, co tu dużo mówić. Takie chłopczyki zazwyczaj dobrze działały na moc twórczą Sauriela. Może i Dellian sprawi, że Sauriel wróci do grania..? - Uważaj na siebie, młody... i może wyskoczymy kiedyś na jakąś whiskey... czy tam soczek. - Dodał z lisim uśmiechem, kiedy już stanęli przed domem Delliana i znów - odruchowo do niego zamachał. - Macham do ciebie, just saying. - Wyraził czynność na głos, zanim odwrócił się i poszedł w swoją stronę, a Dellian mógł spokojnie wrócić do siebie. I pewnie do swojego kota, który szykował mu niezłą burdę.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.