Sauriel nie był może nałogowym hazardzistą, ale lubił zakłady. Lubił ten dreszczyk emocji, kiedy było warto o coś zawalczyć. Niekoniecznie musiał wygrać, żeby dobrze się przy tym bawić, bo sam proces był zabawą, ale przegrana jednak pozostawiała po sobie coś takiego... że ach, no przecież można było z siebie dać więcej niż 30%. Jakoś zakłady sprawiały, że dawał z siebie więcej. W zasadzie częstokroć - wszystko. Żeby właśnie wygrać. Nagroda wtedy była o wiele smaczniejsza niż coś, co mogłeś po prostu otrzymać. Jak to działało - nie wiedział. Ale to chyba było całkowicie ludzkie, tak współzawodniczyć ze sobą. Dlatego sporty były takie popularne. Gdyby się bardziej przyłożył do latania na miotle to nawet sam by się zapisał do drużyny quidditcha, ale tak to co najwyżej trochę się pokręcił po boisku dla zabawy. Piłka nożna była zdecydowanie bardziej przyziemna, a potrafiła być równie brutalna. Tylko nie spadało się na ziemię z takich chorych wysokości. I bardzo chętnie poustalałby zasady ich zakładu w ciągu dalszym. Musiał jednak poczekać wraz z kilkoma innymi tematami.
Poczekać, bo wpadł z impetem na Victorię, a chociaż ta nie była malutką babeczką, to on niedożywionym kotkiem nie był. I swoje ważył.
Odruchowo sięgnął do ściany, chcąc się jej złapać, ale niespodzianka - nie było czego się na ścianie łapać. Przesunął się o jakieś trzy kroki i złapał równowagę, żeby nie zwalić się na Victorię, kiedy ta machnęła jeszcze różdżką przy jego głowie. Specyficzny świst zaklęcia zakręcił mu się w uchu. Ledwo mu mignęło, że coś zaczęło się tworzyć z drugiej strony ściany a zostało zlikwidowane, by zaraz wiatr porwał jego włosy w zupełnie innym kierunku - w stronę przeciwników. Dzięki bogom, że nie układał specjalnie włosów tego wieczora, bo przecież z tym, ile czasu poświęca swoim fryzurom byłby to prawdziwy dramat...
Trójka mężczyzn poleciała na ścianę, Sauriel odzyskał równowagę i z różdżką już w dłoni ruszył w kierunku mężczyzn, celując w jednego z nich, żeby rozerwać go na strzępy - żywcem. Ale ledwo zrobił parę kroków, a padł na kolana, podpierając się dłońmi, żeby nie wyrżnąć twarzą w brudną podłogę, kiedy ból skręcił jego ciało. Silne zaklęcie rozsadzające poleciało za niego - i trafiło prosto w sufit nad głową Victorii, niszcząc go na kawałki. Drewno, drzazgi, kawałki betonu i wszystkiego, co można było tylko znaleźć w sklepieniu z siłą rozleciały się na boki, a sufit gotów był zawalić się na jej głowę.
Akcja nieudana
rzut na Crucio NPC
Sukces!
rzut na wybuchnięcie sufitu NPC
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.