Wybuch za jego plecami i dotyk Victorii, która pochyliła się do jego ramienia, był znikomy. Ledwo to usłyszał i ledwo poczuł jej dotyk. Rozsadzające czaszkę ciśnienie i zgniatający mięśnie i kości ból jednak ustąpił, kiedy mężczyzna oberwał skrzynią i przestał się koncentrować na zaklęciu. Sauriel podniósł się i było oczywistym - zostawanie na piętrze było bardzo chujowym pomysłem, bo mogą skończyć niezwykle mizernie. Zwłaszcza ze swoimi zajebistymi zdolnościami transmutującymi. Trochę 'przetoczył' się do przodu na niepewnych nogach w pierwszym kroku. Pył ze zniszczonego stropu za ich plecami rozniósł się po schodach i korytarzu. Przysłaniało to widoczność - i to obu stronom.
- Kurwa! - Przeklął jeden z tej trójki za kłębiącą się i gęstniejącą chwilowo zasłoną z szarości i bieli.
Kolejne zaklęcie świsnęło w powietrzu, a następnym dźwiękiem był żałosny skrzek metalu, skręcających się rur niemal tuż pod nogami jego i Victorii. Schody. Schody. Jeśli nie możesz zamknąć ich murem, to możesz zamknąć ich odcinając drogę ucieczki? Czarnowłosy instynktownie skoczył do przodu, żeby znaleźć się na parterze, zanim schody zostaną im całkowicie zabrane i stanie się to delikatnie bardziej problematyczne. Zwłaszcza w trakcie walki. Choć może to byłoby mądre? Wycofać się? Tak zwane "przegrupowanie"? Tak, może to byłoby mądre. I nie miało to przecież żadnego znaczenia, bo Sauriel już był na dole. Oparł się nogą na zmieniającym się w jakąś
ruchomą bestię stopniu, a że stwór zakręcił w jego stronę poślizgnął się i wylądował kompletnie nie w swoim stylu, niezgrabnie, na ziemi na dole. Przemiana schodów i ich nagły ruch, wyrwanie się siłą z trzymających ją zawiasów piętra i parteru podniosła jeszcze więcej kurzu. Sauriel przebiegł obok tego... wijącego się teraz czegoś, co złożyło się w jakiegoś paskudnego wurma gotowego połukać i miażdżyć wszystko. Że zaś jego kontrolujący nie miał na nic widoku to można było sobie wyobrazić, że ten tylko rzucał się na boki i skrzypiał niemiłosiernie. Paskudny dźwięk. I paskudny hałas. Czarnowłosy na pewno jednak nie zamierzał zostawać przy nim. I dość na oślep podbiegł do przodu, potykając się o gościa, któremu jeszcze przed chwilą Victoria przywaliła w łeb. Nie ma tu sędziego, kto był bardziej zdziwiony - obolały gość, czy może jednak Sauriel, który postanowił skorzystac z łatwej, prawie nieruchomej ofiary i wbił się kłami w jego szyję. Do zgrzytu metalu dołączył wrzask bólu.
- ROZPIERDOLCIE TO PIĘTRO!
Slaby sukces...
rzut na NPC transmutacja
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.