Hałas trwał, ale po chwili schody przestały się miotać i niszczyć kolejne połacie terenu, jaki ich otaczał. Kurz prowadziłby do kaszlu - ale Sauriel nie kaszlał. Za to na pewno wchodził między kły, obrzydlistwo... obrzydliwe było też do pewnego stopnia to, co jadł. Ale tylko do pewnego. Gość śmierdział ludzkim potem, to wywoływało niesmak.
Podniósł się z ziemi kolejny raz. Bo kolejny raz na nią wyrżnął. Wcześniej przez Cruciatus, a potem przez własną nieuwagę, kiedy potknął się o ciało. No cóż, grunt, że nikt tego nie widział. Dopiero by było... wspaniała popisówka samca przed samicą. Jakby to Czubówna powiedziała: samiec wkroczył na obce terytorium. Starcie z innymi samcami było nieuniknione. Wszystkiemu przyglądała się samica (...). Innymi słowy - łobrzydliwe.
Nie tracił czasu na wycieranie się, a było z czego. Mógłby teraz być straszakiem dla dzieci... z pewnego absolutnie równie łobrzydliwego i świńskiego żartu, którego z racji powagi sytuacji nie przytoczę. Kiedy schody przestały się kiwać i z łupnięciem oparły o ścianę (a ta jęczała żałośnie, przywodząc na myśl zastanowienie, czy zaraz nie runie pod ciężarem tego, co na niej oparte zostało) dźwięki były bardziej słyszalne.
- Ja pierdole! - I jednocześnie wszystko było bardziej przygłuszone. Ale Sauriel ostrożnie i cichutko przesunął się naprzód, przymrużając oczy od tego wszędobylskiego pyłu. I za tym dźwiękiem się skierował, bo chociaż mrugnęły znowu światełka zaklęć, dom znowu zamiałczał żałośnie, domagając się lepszego traktowania, to Sauriel nie chciał wbiegać tam zupełnie na oślep. A tym bardziej nie chciał wejść między zaklęcia Victorii i tamtej dwójki.
Tym sposobem dwie rzeczy zadziałały się na tym samym pułapie. Przeciwnik zauważył go szybciej, niż on zauważył jego. W tym pyle wszystko mu się zamazywało, kurz wciskał do oczu - wymówki... Zawsze można było znaleźć wymówki. Na kiepskie zaklęcie to ta, że koszula była nieuprasowana. Nieznajomy wycelował w niego różdżkę i posłał w bok, ale Sauriel utrzymał równowagę i nie dał się odepchnąć. Uderzył ramieniem w ścianę obok i złapał różdżkę mężczyzny, wyrywając mu ją z ręki. Kolejne soczyste "kurwa!" od strony obcych przecięło powietrze, a Sauriel czuł się dokładnie tak, jak ludzie zwykli opisywać miłość. Motylki w brzuchu. Złapał mężczyznę za łeb i teraz to jego mordę wsadził prosto w ścianę. Raz. Drugi. Trzeci. Aż zwiotczało.
Percepcja
Slaby sukces...
Sukces!
Percpecja NPC
Sukces!
Yiit NPC
Sukces!
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.