Właśnie - hałas. Dział się tutaj hałas, który nie było możliwości, że nie zwrócił NICZYJEJ uwagi. Na pewno nie uwagi straży, patrolu, ale na pewno czyjeś oczy zostały tutaj skierowane. Czyjeś uszy wychwyciły zawirowania. Ktoś mógłby na tym skorzystać, albo ktoś stał na zewnątrz i gotów był na przykład donieść o wszystkim, co dzieje się we wnętrzu tej budy. Tu nie było bezpiecznie i nie miało być bezpiecznie. Wszystko było podminowane - pole pełne pułapek, które wysadzą cię w powietrze przy chwile nieuwagi. Jedną już mieli. Nie spodziewając się, że zaklęcie może mieć dwie strony medalu otaczające ten budynek. Owszem - poinformuje, kiedy ktoś tu wejdzie i pewnie byłyby to pełne informacje. Ale też twórca dostanie sygnał, kiedy zaklęcie zostanie zdjęte. Sprytne. Sauriel o tym nie myślał. Ani o tym, jakie to było sprytne posunięcie i że ktoś znał się na rzeczy, ani o tym, że przecież powinni się zwijać. Był upojony, zadowolony. Prawie jak żywy. Mimo tego, że wyglądał teraz najmniej żywo ze wszystkich spędzonych chwil razem. To zadowolenie, szczęście, ekscytacja były na nim widoczne jak gołą ręką. Brakowało tylko, żeby zaczął tutaj podskakiwać czy może coś nucić pod nosem. Błyszczące oczy, uśmiech, rozluźniony, zamiast napięty. I nie wyrażał sobą jakiejś większej chęci opuszczenia tego miejsca. Gotów był poprzeglądać zawartość ich kieszeni, może udałoby się przesłuchać tego jeszcze dychającego? O tym myślał. To, że przyszliby tutaj kolejni, tak prawdopodobnie? No i super! Więcej zabawek, więcej zabawy, kalkulacja bardzo prosta. Nie był jednak debilem, co to, to nie. Potrzebował chwili więcej, żeby się ogarnąć i do pewnych wniosków dotrzeć, choć... czy wtedy na pewno by zrezygnował i całkowicie stąd wyszedł? Uciekł, tak żeby mieć pewność, że nic się nie stanie? Nie. Raczej nie. Na szczęście aktualnie sam tutaj nie był. Na szczęście - bo nie musiał ryzykować dalej własnym zdrowiem.
Stał do Victorii tyłem, więc dobrze, że go dotknęła i pociągnęła do wyjścia. Samo dotknięcie w zasadzie wystarczyło, bo chociaż dał się zaskoczyć, to darował sobie durne pytanie "co, ale czemu?". A chciał je zadać. Miał je wręcz na krańcu języka, kiedy zrobił dwa pierwsze niepewne kroki, nim ten krok się wyrównał. Wyjaśnienie przyszło od niej samo. I tak, miała racja, dotarło do niego to, co było już opisane. I nijak nie gryzło się z tym, jak mógł postąpić i powiedzmy, tak sobie pomyślał... jak postąpiłby dojrzały człowiek. Odpowiedzialny człowiek.
Kiedy wyszli na zewnątrz rozejrzał się po okolicy. Nie miał nader bystrego wzroku, na ich szczęście ciemności chroniły zarówno ich przed ciekawskimi oczami, jak i te ciekawskie oczy przed nimi. Braku nawiązania kontaktu wzrokowego dawał ułudę, że jednak wszystko jest w porządku i pod kontrolą. Na ten moment. Szybkim krokiem odeszli spory kawałek od tego budynku. Cisza teraz aż piszczała w uszach po całym tym wydarzeniu. Dał się oczyścić i doprowadzić do ładu bez żadnego słowa sprzeciwu, sam zamierzał się trochę oporządzić, chociaż akurat on nie był aż takim profesjonalistą w tych czarach. Victoria była po prostu niezawodna.
- Cacy. - Powiedział z zadowoleniem, przyglądając się swojej kurtce, uśmiechnięty od ucha do ucha. Prawie jak nie on. - Co ty gadasz, zajebista robota. - Lekko tknął ją pięścią w ramię, tak po przyjacielsku. - Widać, że aurorka z krwi i kości. Ja się za to wyjebałem dwa razy, kto tu musi poćwiczyć. - Wyszczerzył kły w uśmiechu. - Fajka? - Zapytał, wyciągając sobie. - Że też musieliśmy mieć pecha, żeby te zjebańce były w okolicy. - Bo Sauriel pomyślał, że to po prostu jakieś dryblasy się zainteresowały tematem, albo ktoś widział ich wchodzących tutaj. Całkiem przypadkiem. Takie rzeczy się zdarzały i tyle.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.