Pokręcił trochę nosem i pokiwał głową na boki. Mieli już zajawkę tej rozmowy, taką wręcz nieśmiałą, odważyłabym się powiedzieć i to zainicjowaną trochę przez czarnowłosego, który noo w zasadzie to się zastanawiał, faktycznie. I nadal zastanawia. Jego zastanawianie się czasem potrafiło trwać i trwaaać... W końcu był facetem. Faceci z definicji mają czas na wszystko. Tutaj to łatwe nie było. Sauriel bardziej niż teleportacji bał się więzienia, ale nadal był to na tyle mocny strach, że bardzo poważnie rozważał, czy chce "ryzykować". Najgorsze po prostu było to, że jak się czegoś boisz to łatwiej to spierdolić.
- Żebym miał wymówkę do spierdalania? Nuuda. - Odpowiedział żartobliwym tonem, zamiast potraktować temat poważnie. Prawie na zasadzie "nie chcę teraz o tym rozmawiać". Bo trochę w sumie tym było. Nie miał ochoty teraz o tym rozmyślać, wolał wrócić torem na to, co jeszcze do zrobienia zostało. Tej nocy, taką miał nadzieję. Spojrzał w górę, na zabrudzone dymem i smrodem miasta niebo. Victoria kontrolowała upływ czasu, to co się tam działo trwało... sama walka chwilę. Poszukiwania też niezbyt dużo, ale on, w przeciwieństwie do niej, tego wyczucia czasu nie miał. Albo czuła, że eliksir przestaje działać? Też nie był pewien, w którą stronę to interpretować. Miał tylko nadzieję, że nic się tu nie zmieniło i ta kontrola pozostawała, nawet pomimo zaburzenia równowagi potyczką. - I całe moje staranie, żeby zrobić z ciebie okrągłą świnkę pójdzie na marne. - Powrócił do niej spojrzeniem i uśmiechnął się cynicznie. Ale tylko na moment ten jego paskudnym uśmieszek zdobił jego twarz.
Tak, rozumiał, że chodzi o Cruciatusa, chociaż chciał zapytać o tę drugą możliwość. Tylko no właśnie - Oklumencja. Z drugiej strony przyszło mu do głowy, że mogła nauczyć się Oklumencji właśnie dlatego... a nie, nie. Przecież mówiła, dlaczego zaczęła się uczyć. Może nie powiedziała całej prawdy? Czy Victoria była osobą, która stosuje półprawdy, a potem mówi, że to nie było kłamstwo? Nie wiedział. I w zasadzie wolał, żeby się nie przekonywać. Bo przekonałby się tylko wtedy, gdyby naprawdę tak było. Bo to w końcu pojawienie się czynnika wyjątkowego tworzyło regułę. A teraz nie było reguły, była norma. Normalnością było to, że Victoria nie kłamała. Chyba strasznie by się rozczarował, gdyby się mylił.
- No, przed chwilą. - Ta powaga przemieniła się w rozbawienie, kiedy odwróciła pytanie. I to nie takie udawane, bo te specyficzne iskierki zatańczyły w jego czarnych oczach. - Jak się po raz pierwszy wyjebałem. Ale drugi raz już się wyjebałem o tego gościa, który dostał od ciebie skrzynką. Zapamiętam to - żadnych skrzynek pod twoją ręką, jak będę coś głupiego pierdolić. - Popukał się w głowę. Chyba mogli tu jeszcze chwilę postać, pogadać. Sauriel obrócił się w stronę uliczki, z której przyszli i zaczął nasłuchiwać. Ciekaw, czy coś dosłyszy, czy coś się tam działo. Jakiś głos poniósł się zresztą przez uliczkę, bardziej oddalony krzyk paru słów. Zbyt daleki i zniekształcony, żeby zrozumieć, co to było i o co chodziło. Ktoś mu odkrzyknął. Ale poza tym nie dosłyszał niczego. Obca sylwetka przesunęła się przez uliczkę, chowając się pod za dużym płaszczem.
- Deal. - To był ten typ zakładu, gdzie można było spękać, ale jakoś nie sądził, żeby Victoria to zrobiła. - Ale już na Pokątnej się w tej kiecce nie pokażesz, co? - Banan na twarzy Sauriela był teraz legendarny.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.