Nie chciał, żeby się obrażała, wręcz przeciwnie! Ale dobra, przedrzeźniał się z nią i jednak spodziewał się, że może być taka reakcja. I może teraz nie wyglądała ładnie, ale nadal reakcja była przesłodka! Nic tylko jej puci-puci zrobić, ale się powstrzymał. Jeszcze bardziej by się napuszyła czy coś... Już trochę wyczuwał, gdzie była jakaś granica żartów i gdzie lepiej nie przeciągać stronu. Przynajmniej na trzeźwo. A teraz, jak na siebie, był porażająco trzeźwy. No i "wybawiony". Jak pies wyprowadzony na spacer, który sobie pobiegał, więc teraz zamiast łazić wokół pana i merdać ogonem to nawet potrafi usiąść na podłodze i sobie posiedzieć. A nie, moment. Teraz był jeszcze bardziej aktywny, więc...
- Żartuję, wiesz o tym, prawda? - Upewnił się, patrząc na jej minę. - Kupuję ci to, bo... chcę, żeby ci było miło. I jest ci miło. Więc mi jest miło, że tobie jest miło. - I nie było w tym żadnej interesowności, nie było w tym oczekiwania czegoś w zamian. To znaczy - poniekąd było. Bo oczekiwał, właśnie, że będzie jej przyjemnie, ale gdyby widział, z drugiej strony, że jej się to nie podoba, to nie kontynuował by tego... dziwactwa. Nazwał to już swoim dziwactwem, jednym z tych swoich kocich rytuałów, jakie pielęgnował. W każdym razie było to właściwie bezinteresowne. Raz jej coś bardziej smakowało, innym razem mniej. Sam z tego zrobił sobie jakieś hobby i nagle zaczął zwracać uwagę na słodycze. Dowiedział się o istnieniu sklepów, które wcześniej mijał i nigdy ich nie widział. Resztę tematu zostawił. Do niektórych rzeczy trzeba dojrzeć, a Sauriel dojrzewał powoli. A to było wstydliwe. I przykre. Po prostu przykre. Więc to nie tak, że nie chciał jej mówić. Chciał się z nią podzielić w końcu mnóstwem spraw. Ale nie dzisiaj. Słodki Boże, nie dzisiaj... i był wdzięczny, że zgodnie z prośbą to zostawiła.
- Ja sobie przyniosę całą flaszkę. - Prychnął, już czując, że to będzie mocny i wspaniały wieczór. - Ay. Ten sam symbol, widzisz? - Nie chciał go chamsko pokazywać paluchem wszem i wobec, ale skinął lekko głową w tamtą stronę spodziewając się, że Victoria zauważy. A potem pozwolił jej działać. Już się wyciszył i przestał trajkotać. Znów się wsłuchiwał w miasto, jego odgłosy i upewniał, że przynajmniej w tej chwili są sami. Całkowicie nie byli. Ale nikt, kto gdzieś przemykał uliczkami nie wydawał się nimi zainterresowany. Jednak wzbudzali niepokój. Bo gdzieś tam w głowie była myśl, że "a co, jeśli jesteśmy śledzeni"? Sauriel ciągle się zastanawiał, kim byli tamci goście i żałował, że nie zdążył im się przyjrzeć czy ich przeszukać. W tamtym chaosie to nawet nie potrafiłby ich opisać. - Dzięki, Różyczko. Teleportujesz się? - Zapytał półszeptem. Bo mógł ją odprowadzić. Na pewno nie był chętny do tego, żeby puszczać ją samą, skoro akurat mógł jej potowarzyszyć.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.