07.08.2023, 22:43 ✶
Przecież znakomicie ją rozumiał pod tym względem. Małżeństwa aranżowane były bolączkom całej czysto krwistej młodzieży, więc i jego nie ominęły te "zaszczyty". Mimo wszystko odczuwał o wiele mniejszą presję, niż mógłby. Był najmłodszy spośród trójki synów Anthonego Lestranga, a do tego już we wczesnym wieku udało mu się osiągnąć niemały sukces zawodowy, tym samym odciągając uwagę rodziców od swojego statusu cywilnego. Dopiero od niedawna, bo od momentu kiedy zaczęła się jego, nazwijmy to stagnacja zawodowa, zaczął odczuwać narastające naciski. Ostatecznie był niezależny finansowo, a swój czas wolny poświęcał głównie na organizację, więc nie narzekał na brak zajęć w ciągu dnia.
Bezwzględność zdołał opracować jeszcze za dzieciaka na szkolnym boisku, ale bycie okrutnym w swojej bezwzględności zaczynał tak naprawdę dopiero odkrywać. Jennet nie była jego pierwszą zaplanowaną do morderstwa ofiarą, ale jedną z pierwszych tak naprawdę. Dopiero zadania i misje wynikające z dołączenia w szeregi Śmierciożerców dały mu okazję do wykrzesania z siebie tych najbardziej przerażających cech jakie musiał w sobie nosić sługa Czarnego Pana. Dlatego z ogromną fascynacją podpatrywał jak słodka Trixi penetruje wnętrze umysłu szlamy. Aż poderwał się z nad biurka służbowego Grace i podszedł bliżej kuzynki, by móc lepiej przyglądać się przedstawieniu. To jak odziera ją z prywatności, manipuluje wspomnieniami i zmusza do całkowitej uległości jej woli. Czy już wspominałem jakim uznaniem Lou darzył Bellatrix za jej zdolności? No to się powtórzę. - Doskonale. Złam ją... - wyszeptał niemalże zza jej pleców, aż dreszcz ekscytacji przeszedł mu wzdłuż kręgosłupa. Panienka Black była jeszcze lepsza w urokach niż jego własna bliźniaczka, a i Loretta miała w zanadrzu kilka popisowych numerów. - Ohhh, a była taka młoda, taka zdolna i zdeterminowana. - odparł głosem przesiąkniętym sarkazmem i ironią. Przecież nikt, poza jej rodziną nie będzie się rozczulał nad losem podrzędnej szlamy jak ta przed nimi. Obserwował z dziką satysfakcją, jak ubezwłasnowolniona Grace zostawia po sobie swoją ostatnią pracę literacką. Jak docierało do niej, że zbliża się jej koniec, a ona nie ma nad tym żadnej kontroli. Jej słodkie łzy rozpaczy, które ściekały po policzkach wyłapywał pojedynczo zaklęciem translokacji, by nie zapaskudziły jej ostatniego dzieła. Kiedy już skończyła pisać, Lou przejął inicjatywę. Złamana, zdominowana i bez nadziei na ratunek, właściwie pogodzona z własną śmiercią, nie stanowiła wyzwania w przejęciu nad nią kontroli. Zmusił ją, aby podeszła do przestronnej ramy okiennicy, otworzyła je i wspięła się na jej krawędź. - Rozdziel materię wartą uwagi od niewartej uwagi... - pełnym cynizmu tonem, wymruczał sentencję Lestrangów, by sekundę potem Grace przechyliła się do przodu i wyskoczyła na drugą stronę. Przeraźliwy wrzask przechodniów, którzy mimowolnie stali się świadkami inspirowanego samobójstwa mugolki świadczył o tym, że ich prywatna zemsta dobiegła końca, a wścibska dziennikarka już nigdy i nigdzie nie wciśnie swojego wścibskiego noska. Louvain spuentował to tylko głębokim wdechem, jakby poczuł coś na kształt ulgi, a następnie swoim onyksowym spojrzeniem przeciął się wzrokiem z Bellą. Nadstawił ramię do wspólnej teleportacji i czym prędzej zabrał ich stamtąd.
Bezwzględność zdołał opracować jeszcze za dzieciaka na szkolnym boisku, ale bycie okrutnym w swojej bezwzględności zaczynał tak naprawdę dopiero odkrywać. Jennet nie była jego pierwszą zaplanowaną do morderstwa ofiarą, ale jedną z pierwszych tak naprawdę. Dopiero zadania i misje wynikające z dołączenia w szeregi Śmierciożerców dały mu okazję do wykrzesania z siebie tych najbardziej przerażających cech jakie musiał w sobie nosić sługa Czarnego Pana. Dlatego z ogromną fascynacją podpatrywał jak słodka Trixi penetruje wnętrze umysłu szlamy. Aż poderwał się z nad biurka służbowego Grace i podszedł bliżej kuzynki, by móc lepiej przyglądać się przedstawieniu. To jak odziera ją z prywatności, manipuluje wspomnieniami i zmusza do całkowitej uległości jej woli. Czy już wspominałem jakim uznaniem Lou darzył Bellatrix za jej zdolności? No to się powtórzę. - Doskonale. Złam ją... - wyszeptał niemalże zza jej pleców, aż dreszcz ekscytacji przeszedł mu wzdłuż kręgosłupa. Panienka Black była jeszcze lepsza w urokach niż jego własna bliźniaczka, a i Loretta miała w zanadrzu kilka popisowych numerów. - Ohhh, a była taka młoda, taka zdolna i zdeterminowana. - odparł głosem przesiąkniętym sarkazmem i ironią. Przecież nikt, poza jej rodziną nie będzie się rozczulał nad losem podrzędnej szlamy jak ta przed nimi. Obserwował z dziką satysfakcją, jak ubezwłasnowolniona Grace zostawia po sobie swoją ostatnią pracę literacką. Jak docierało do niej, że zbliża się jej koniec, a ona nie ma nad tym żadnej kontroli. Jej słodkie łzy rozpaczy, które ściekały po policzkach wyłapywał pojedynczo zaklęciem translokacji, by nie zapaskudziły jej ostatniego dzieła. Kiedy już skończyła pisać, Lou przejął inicjatywę. Złamana, zdominowana i bez nadziei na ratunek, właściwie pogodzona z własną śmiercią, nie stanowiła wyzwania w przejęciu nad nią kontroli. Zmusił ją, aby podeszła do przestronnej ramy okiennicy, otworzyła je i wspięła się na jej krawędź. - Rozdziel materię wartą uwagi od niewartej uwagi... - pełnym cynizmu tonem, wymruczał sentencję Lestrangów, by sekundę potem Grace przechyliła się do przodu i wyskoczyła na drugą stronę. Przeraźliwy wrzask przechodniów, którzy mimowolnie stali się świadkami inspirowanego samobójstwa mugolki świadczył o tym, że ich prywatna zemsta dobiegła końca, a wścibska dziennikarka już nigdy i nigdzie nie wciśnie swojego wścibskiego noska. Louvain spuentował to tylko głębokim wdechem, jakby poczuł coś na kształt ulgi, a następnie swoim onyksowym spojrzeniem przeciął się wzrokiem z Bellą. Nadstawił ramię do wspólnej teleportacji i czym prędzej zabrał ich stamtąd.
Koniec sesji