18.08.2023, 15:50 ✶
Pieprzone lato. Namieszało mu w życiorysie i to całkiem sporo. Począwszy od stania się Zimnym, aż do sercowych perypetii. Był cholerny środek lata, a on był zmuszony zasłaniać niemalże każdy fragment swojego ciała, przed wścibskim wzrokiem współpracowników, rodziny i właściwe każdego z kim miał do czynienia. I nie chodziło o to, że doskwierał mu upał w pełnym ubraniu, bo temperatura jego ciała była już od miesiąca permanentnie niska. Problem był taki, że wzbudzał podejrzenia. Na dłonie ubierał skórzane rękawiczki i unikał kontaktów bezpośrednich. Musiał przestać podawać rękę na powitanie i ściskać dłonie przełożonym. Tożsamość pozostałej czwórki Zimnych była dobrze znana opinie publicznej, więc temat ten był na języczkach wszystkich plotkujących. O nim jednak nie wiedział nikt, poza kilkoma wyjątkami i jeśli chciał cieszyć się wolnością musiało tak pozostać jak najdłużej. W ministerstwie był już wcześniej znany ze swojego chłodnego usposobienia oraz dumnej i wyniosłej postawy, więc po prostu utrzymał ten kurs, starając unikać zbędnych interakcji społecznych. Mimo wszystko taki stan rzeczy mocno utrudniał codzienne funkcjonowanie, dlatego musiał znaleźć jakieś dodatkowe rozwiązanie. Ze swoim problemem udał się na ulicę Śmiertelnego Nokturnu, gdzie liczył na pomoc czarnomagicznych rozwiązań. Z oczywistych przyczyn nie mógł szukać wsparcia legalnymi ścieżkami, więc została mu szara strefa. Na Nokturnie wspólnym filarem moralności dla większości czarodziejów z tej okolicy, był pieniądz, a tego Louvainowi nie brakowało. Nie posiadał zbyt wielu kontaktów w tej strefie, więc musiał liczyć tylko na siebie i na odrobinę szczęścia. Gdzieś w ostatnich stolikach w Białym Wiwernie udało mu się namierzyć faceta, który rzekomo znał innego faceta, którego kuzyn miał posiadać amulet o właściwościach przydatnych dla sytuacji Lestranga. Dlatego z odrazą na twarzy, widząc jak nisko musiał się znaleźć w poszukiwaniu dla siebie nowych opcji, błądził po uliczkach za nowym znajomym. Kompletnie nie miał do niego zaufania, wręcz był przekonany, że lada chwila wprowadzi go ślepy zaułek, gdzie rzucą się na niego żądne rabunku hieny. W końcu, przy którymś już z kolei podejrzanym ruchu, podejrzanego faceta, nie wytrzymał i wybuchł. Zaczął się wydzierać na zakłopotanego mężczyznę, szarpać go za kołnierz i rzucać oskarżeniami o próbę oszustwa. Przerwał naglę, kiedy kątem oka dostrzegł znajomą mu, niewielką sylwetkę. Kolor jej włosów rozwiał jakiekolwiek wątpliwości. Trzymając mężczyznę dalej za ubrania, pociągnął ich kawałek dalej, ukrywając za najbliższy zaułek. Wyciągnął różdżkę, przywarł plecami do ściany i odwrócił się do szemranego handlarza. Ostrzegł go, że śledzi ich brygadzistka. Ten jednak nie zamierzał w żadnym wypadku narażać się mundurowym za garść galeonów i kiedy tylko usłyszał o zagrożeniu, w mgnieniu oka teleportował się, zostawiając Lou samego. Zbluzgał tchórza od najgorszych w myślach. Następnie kiedy tylko usłyszał zbliżające się kroki, wyskoczył zza rogu z różdżką wycelowaną prosto w młodą brygadzistkę z gniewem na twarzy. - Zabłądziłeś parszywy mieszańcu?! - wysyczał wręcz przez zaciśnięte zęby. Onyksowe oczy paliły mu się iskierkami furii.