05.09.2023, 18:26 ✶
Nie był poważny. Nie dlatego, że nie potrafił być poważny, ale dlatego, że nie chciał być poważny. Cała ta sytuacja mu się zwyczajnie nie podobała. Czy się domyśliła - tak, czy odkryła jakąś wielką tajemnicę - niekoniecznie. To nie było coś, o czym chciał, aby mówiono w biurze, ale też... to nie był koniec świata, jego nazwisko widniało w rejestrze, a Harper dowiedziała się o tym pierwsza. On i Ashling zjebali. Konsekwencje tego nie były przyjemne. Nie lubił poruszać tego tematu z nikim.
- Ta, na jutro umówiłem się już z matką Atreusa - odparł, obrywając tę chwilę z resztek mistycyzmu. Zrobił to celowo, całkowicie świadomie, chcąc pokazać towarzyszącej mu w powolnym spacerze do atrium kobiecie, że to on decydował tutaj o granicach, a jej wścibskość nie sprawi nagle, że w jakikolwiek sposób ulegnie temu momentowi. Alastor Moody nie należał do osób narzucających się, nie chciał kontrolować innych, ale lubił być panem swojego losu i każda osoba, która próbowała przeciwstawić się decyzjom, które podejmował we własnym imieniu, musiała pogodzić się z tym, że był uparty jak osioł.
Spróbował się uśmiechnąć.
- Mam nadzieję - bo ten uśmiech szybko znika. Był dobrym człowiekiem. Ale nie miłym. - Nie potrzebuję niczyjej pomocy, Mavelle. Traktuj mnie normalnie.
Powiedział to tak szorstko jak tylko się dało, chcąc jej dobitnie uświadomić to, że objęcie klątwą nie należało do spraw, w których oczekiwał jakichkolwiek interwencji. Jeszcze wtedy nie wiedział, idąc obok niej, jak bardzo to się miało na przestrzeni kolejnych miesięcy zmienić. Teraz, idąc obok niej, był pewien jednego: to nie była jej sprawa, tylko jego i Greybackówny. Nie mieli przecież po piętnaście lat.
- Ta, na jutro umówiłem się już z matką Atreusa - odparł, obrywając tę chwilę z resztek mistycyzmu. Zrobił to celowo, całkowicie świadomie, chcąc pokazać towarzyszącej mu w powolnym spacerze do atrium kobiecie, że to on decydował tutaj o granicach, a jej wścibskość nie sprawi nagle, że w jakikolwiek sposób ulegnie temu momentowi. Alastor Moody nie należał do osób narzucających się, nie chciał kontrolować innych, ale lubił być panem swojego losu i każda osoba, która próbowała przeciwstawić się decyzjom, które podejmował we własnym imieniu, musiała pogodzić się z tym, że był uparty jak osioł.
Spróbował się uśmiechnąć.
- Mam nadzieję - bo ten uśmiech szybko znika. Był dobrym człowiekiem. Ale nie miłym. - Nie potrzebuję niczyjej pomocy, Mavelle. Traktuj mnie normalnie.
Powiedział to tak szorstko jak tylko się dało, chcąc jej dobitnie uświadomić to, że objęcie klątwą nie należało do spraw, w których oczekiwał jakichkolwiek interwencji. Jeszcze wtedy nie wiedział, idąc obok niej, jak bardzo to się miało na przestrzeni kolejnych miesięcy zmienić. Teraz, idąc obok niej, był pewien jednego: to nie była jej sprawa, tylko jego i Greybackówny. Nie mieli przecież po piętnaście lat.
fear is the mind-killer.