Podobno z rodzicielstwem to było tak, że nigdy do końca niee byłeś na to gotowy, dopóki nie spotkałeś odpowiedniego partnera. Takiego, który dawałby ci poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji. Podobno, bo Sauriel nigdy nie był typem, który by szukał relacji, co dopiero typem, który zastanawiałby sie nad tym jakby to było gdyby został ojcem. Przyjmował, że kiedyś znajdą mu żonę. A potem zamiast żony dostał w spadku rodzinnym wampiryzm. Trudno. Za życia też się nadmiernie nie oglądał za kobietami, to i po śmierci się to wiele nie zmieniło. Przynajmniej jak zdechł to odwiedził pierwszy raz burdel i to nie po to, żeby poruchać, ale żeby zapłacić chętnym dziewczynkom za ich krew. To było pojebane, co ludzie potrafili robić dla pieniędzy. A jeszcze bardziej pojebane, jak się zaczęły trafiać takie, które wręcz tobie płaciły za taką... wątpliwą przyjemność. Bo to bolało. Cholernie bolało. Ludzie jednak lubili i rajcowały ich różne kinky.
Nie zamierzał tutaj brońcie bogowie namawiać na kakałko, zresztą nawet nie pytał poważnie. Zapytał, bo... nie wiem, on też nie wiedział. A tak sobie palnął, bo to kakao zwróciło jego uwagę. Koniec. Takie się wylosowało z maszyny losującej. Czy też - generującej randomowe rzeczy, żeby przelać je gładko na słowa. Sauriel się rzadko zastanawiał nad tym, co mówił - po prostu sobie peplał. Czaaasem tylko gryzł się w język. Poziom tego gryzienia się zależał od kilku czynników - na przykład tego, czy kogoś lubił, albo z drugiej strony - czy się kogoś bał lub go szanował. Że zaś bał się tylko trzech osób w swoim życiu to wiadomym było, że raczej chodziło o te pozostałe "odczucia". Prosty był z niego samiec - szanował między innymi siłę fizyczną lub psychiczną. Tak, tak, należał do tych osób z którymi można było zawrzeć przyjaźń aż po grób po daniu sobie parę razy w papę. Taki to był właśnie... wysublimowany członek rodu błękitnej krwi.
- Możesz spróbować ją zamknąć. - Ach tak, bo może to też było nieoczywiste, ale świńskie żarty i kompletny brak skrępowania również zaliczały się do jego wspaniałej osobowości. Świetnie się bawił - jego towarzysze często niekoniecznie. - Lubię. - Odpowiedział całkowicie wprost. Lubił wiedzę bezużyteczną, uwielbiał historię i lubił się tą historią dzielić. Z tym, że zawsze wybierał najbardziej przypałowe i bzdurne tematy z całej pożytecznej wiedzy, jaką posiadał, którą niektórzy brali w ogóle za bełkot i jakiś żart, a nie faktyczną ciekawostkę historyczną. Co też całkowicie mu odpowiadało. - Nie to nie, nawet nie wiesz, co tracisz. - Powiedział przesadnie dramatycznym głosem. Ich dola tutaj była skończona, zadanie było krótkie, jasne, czytelne. Ciche. Wyeliminować malutki brud z wycieraczki. Czuł się niemal obrażony, że w ogóle mu tym zawrócili głowę, bo Nicholas ewidentnie by sobie świetnie poradził. W jakimś stopniu troszkę przypomniał mu o jego ulubionym Śmierciożercy - Roberciku - co zdefiniowało małą słabość do niego. Ta jednak mogła być jeszcze zmieniona przez wiele przyszłych sytuacji. - Papa, Kolego z Kijem. Miłego wałęsania. - Sauriel po prostu odbił w jedną z uliczek i wyglądało to niemal tak, jakby rozpłynął się w jej ciemnościach.
Im jaśniejsze światło, tym głębsza była ciemność.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.