Sauriel się nie patyczkował - i jak dotarli do parku to złapał Viki za rękę i czasami nią majtał lekko jak dzieciak wyprowadzany na spacer, albo... po prostu zadowolony człowiek ze swojego życia. Człowiek? Życia? Zadow... och. No pojawiało się tu sporo elementów, które potencjalnie mogłyby przeczyć pełnemu zadowoleniu z chwili, ale nie. Sauriel był naprawdę zadowolony. Mógł powiedzieć, że, kurwa... jest szczęśliwy. Jakby pozbycie się tego rytuału całkowicie zmieniło... jego całego. Zaczął Victorię przytulać, zaczął ją łapać za dłonie, zaczął się zachowywać jakby naprawdę byli parą. Niemal jakby byli parą. Nie było pocałunków, nie było słodkich szeptów o miłości, nie było maślanych oczek. Wszystko to było z tego obdarte. Było tylko uwielbienie słane do Victorii... jego muzy. Ona go inspirowała. Sprawiała, że naprawdę czuł się szczęśliwy... nie. Ona tym szczęściem była. To nie tak, że jego życie toczyło się na tej ziemi tak jak i szczęście, nie. Życie szło swoją drogą, a on przemieszczał się na orbicie, którego epicentrum była właśnie ta kobieta. Osoba, której nie mógł dać dokładnie tego, czego chciała... albo właśnie mógł, tylko zwyczajnie się nie doceniał? Bo czytał o tych wielkich romansach, wielkich miłościach, a rzeczywistość zupełnie przecinała te wspaniałe i wielkie wizje. Życie na tych bajeczkach nie polegało, to fakt. Ale przecież, tak jak Victoria sama to zauważyła, że nie chodziło o wiele miłości rodem z książek i o książąt z bajek. Chodziło o coś osiągalnego. O coś... prawdziwego.
- Pytasz menela czy pod monopolowym siedzi. - Też pytanie! Ale w sumie nie takie głupie, dlatego miast standardowego cynizmu i nie czekając na odpowiedź czy reakcję Victorii kontynuował. - Nic mi się nie dzieje, jestem jak ten Minister Magii na świeżej posadce. Czy inna gęś na grzędzie. - To jest - jeśli o te nawroty chodziło Nic mu się nie działo. - Jest zajebiście. W końcu nie muszę cię przekładać przez kolano i klepać po pupie... prawie sądziłem, że to lubisz. - Smirknął, spoglądając na Victorię z boku. - A ty jak tam? Dobrze czy niedobrze? - To nie jest tak, że dobrze, czy niedobrze... i właściwie to była zadziwiająco dobrze wpasowująca się prawda w ten temat. W to, co czuła Victoria. Wtedy - on był niepewny. Teraz - ona była niepewna. Było to jakieś... popierdolenie zawirowane.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.