23.09.2023, 14:04 ✶
- Więc bawimy się w kotka i myszkę, złociutki? – bardziej stwierdziła niż spytała, po chwili obserwacji obrazu. Po tym, jak zniknął. Nie wiedziała, co zatrzeszczało, ale… różnie bywało w takich miejscach jak to. Równie dobrze mogła to być jakaś drobna zwierzyna, która się zabłąkała i wlazła, korzystając z jakichś tajnych ścieżek, którymi człowiek nie mógł podążyć za żadne skarby.
No chyba że akurat był animagiem zmieniającym się w coś tyciego.
Sprawę portretu odłożyła na bok; wymagała jednak omówienia, nie planowała samodzielnie się nią zajmować. Inna sprawa, że obecna bezcielesność i tak nie pozwalała na jakiekolwiek podjęcie działań. Mogła obserwować, mogła widzieć, słyszeć, przemieszczać się, ale zabawić się w chociażby Irytka? Zdecydowanie nie.
Gdy odniosła wrażenie, że nie jest sama, obróciła się wokół własnej osi, próbując dostrzec to coś. A może to była tylko ułuda? Może coś się jej wydawało? Pojawiło się i zniknęło… To też dawało trochę do myślenia.
Zwłaszcza że trudno powiedzieć, aby zbadali te ruiny od A do Z; wciąż wiele niewiadomych, wciąż wiele rzeczy, które mogły znienacka ugryźć w tyłek. Ale… nie było niczego. Dziwne. Powinna zawrócić? Nie, zdecydowanie nie.
Więc pofrunęła dalej.
Tam, gdzie prawdopodobnie znajdowało się kolejne przejście, w pobliżu pracowni.
No chyba że akurat był animagiem zmieniającym się w coś tyciego.
Sprawę portretu odłożyła na bok; wymagała jednak omówienia, nie planowała samodzielnie się nią zajmować. Inna sprawa, że obecna bezcielesność i tak nie pozwalała na jakiekolwiek podjęcie działań. Mogła obserwować, mogła widzieć, słyszeć, przemieszczać się, ale zabawić się w chociażby Irytka? Zdecydowanie nie.
Gdy odniosła wrażenie, że nie jest sama, obróciła się wokół własnej osi, próbując dostrzec to coś. A może to była tylko ułuda? Może coś się jej wydawało? Pojawiło się i zniknęło… To też dawało trochę do myślenia.
Zwłaszcza że trudno powiedzieć, aby zbadali te ruiny od A do Z; wciąż wiele niewiadomych, wciąż wiele rzeczy, które mogły znienacka ugryźć w tyłek. Ale… nie było niczego. Dziwne. Powinna zawrócić? Nie, zdecydowanie nie.
Więc pofrunęła dalej.
Tam, gdzie prawdopodobnie znajdowało się kolejne przejście, w pobliżu pracowni.