23.09.2023, 22:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2023, 22:34 przez Leta Crouch.)
Z jakiegoś powodu zawsze czuła swego rodzaju satysfakcję, gdy przeszkody okazywały się niczym wobec jej niematerialnej formy. Coś w stylu… „aha! A macie figę, i tak się dowiem, czego chcę!”. Nie inaczej było i tym razem, gdy przenikała przez skały, a następnie poczuła kolejny przypływ satysfakcji.
Drzwi.
Wspaniale, czyli najwyraźniej nie zmitrężyła czasu nadaremno, mogąc się udać w zupełnie inną stronę; miast tego – mogła spokojnie przelecieć dalej. Na szczęście, bo gdyby się okazało, że ktoś tu pozostawił runy, to pozostałoby – niestety! - odejść, bez zebrania kolejnych informacji. Przynajmniej jeśli chodziło o ten fragment podziemi.
Korciło, żeby pokazać diabelskim sidłom język, ale: zdaje się, że już miała te trzydzieści parę lat na karku i tak po prostu… nie wypadało? Nawet jeśli nie widział jej tu nikt. I nie, nie posądzała tych przerośniętych badyli o to, że były świadome jej obecności; nawet jeśli – to co z tego? Miałyby zatrzymać ducha? Niedoczekanie ich.
Zawisła na dłużej nad potencjalną pułapką, próbując dostrzec szczegóły, które mogłyby być pomocne w jej rozpracowywaniu. Tak, znajomość mechanizmów nie należała do jej mocnych stron, ale też: pułapka to nie jedynie przekładnie i zębatki, to również i te detale, które znajdowały się „na zewnątrz”, wyzwalacze całych mechanizmów. I może jeszcze było to doprawione klątwą…?
Znów, pofrunęła dalej.
Światło, zdecydowanie potrzebowała tutaj światła. Ale musiała sobie poradzić bez niego – krążąc po pomieszczeniu. Filar okrążyła z parę razy, niemalże rozbierając na czynniki pierwsze każde jego zadrapanie. A szczątki…
… nie, nawet nie była zdziwiona. Same kości jej nic nie mówiły, dlatego też spróbowała się rozejrzeć choćby za strzępami ubrań czy czegokolwiek, co mogli mieć przy sobie – a następnie zaczęła sprawdzać, czy ta sala była już końcem tej drogi czy też może za jej ścianami kryło się coś więcej.
Drzwi.
Wspaniale, czyli najwyraźniej nie zmitrężyła czasu nadaremno, mogąc się udać w zupełnie inną stronę; miast tego – mogła spokojnie przelecieć dalej. Na szczęście, bo gdyby się okazało, że ktoś tu pozostawił runy, to pozostałoby – niestety! - odejść, bez zebrania kolejnych informacji. Przynajmniej jeśli chodziło o ten fragment podziemi.
Korciło, żeby pokazać diabelskim sidłom język, ale: zdaje się, że już miała te trzydzieści parę lat na karku i tak po prostu… nie wypadało? Nawet jeśli nie widział jej tu nikt. I nie, nie posądzała tych przerośniętych badyli o to, że były świadome jej obecności; nawet jeśli – to co z tego? Miałyby zatrzymać ducha? Niedoczekanie ich.
Zawisła na dłużej nad potencjalną pułapką, próbując dostrzec szczegóły, które mogłyby być pomocne w jej rozpracowywaniu. Tak, znajomość mechanizmów nie należała do jej mocnych stron, ale też: pułapka to nie jedynie przekładnie i zębatki, to również i te detale, które znajdowały się „na zewnątrz”, wyzwalacze całych mechanizmów. I może jeszcze było to doprawione klątwą…?
Znów, pofrunęła dalej.
Światło, zdecydowanie potrzebowała tutaj światła. Ale musiała sobie poradzić bez niego – krążąc po pomieszczeniu. Filar okrążyła z parę razy, niemalże rozbierając na czynniki pierwsze każde jego zadrapanie. A szczątki…
… nie, nawet nie była zdziwiona. Same kości jej nic nie mówiły, dlatego też spróbowała się rozejrzeć choćby za strzępami ubrań czy czegokolwiek, co mogli mieć przy sobie – a następnie zaczęła sprawdzać, czy ta sala była już końcem tej drogi czy też może za jej ścianami kryło się coś więcej.