08.10.2023, 23:39 ✶
Byli ludźmi zaangażowanymi w swoją pracę, kariera była dla nich ważna i rozumiała, że nie miał czasu, podobnie, jak ona. Po Beltane panował przez cały Maj chaos w prosektorium, a do tego badania nad przypadłością, która narodziła się przed kontakt z Limbo, pochłaniały mnóstwo czasu. Cud, że udało się im zgrać na te kilka dni, żeby tym razem ona mogła zdobyć jakieś punkty w ich małej grze. Mówiła też sobie, że znacznie ciekawiej będzie posłuchać o jego odkryciach na wykopaliskach przy rumie, niż czytać z listów, które czasem wymieniali. Na swój sposób, Cathal zdążył przekroczyć jakieś granice Flintówny i zaczynała się do jego towarzystwa przyzwyczajać na tyle, że pozwalała sobie na okazjonalne ściąganie swojej dopracowanej maski, którą prezentowała światu. Na Merlina, zresztą wspomniała o nim Victorii. Czy to powód, do zmartwień? Był też jeszcze Louvain, z którym łączyła ją budowana przez lata więź wzmocniona efektami starej magii druidów. Nie była to wymarzona sytuacja dla koronera, który lubił mieć wszystko pod kontrolą.
A jednak cieszyła się na to spotkanie wewnętrznie, zaciekawiona, czy jej pomysł na wycieczkę i wykorzystanie mniej pospolitych środków transportu zrobią na nim takie wrażenie, jak zrobiły na niej zaczarowane lustra. Wciąż nie do końca rozumiała majaczące w nich obrazy, ale utkwiły w jej pamięci.
-No tak, prawdziwi mężczyźni chodzą bez koszulki. -przyznała poważnie, przytakując dodatkowo ruchem głowy i z trudem powstrzymała się, żeby nie przesunąć spojrzenia w okolice jego ramion i torsu, ale ostatecznie, była dobrze wychowaną panną. Ów Panna nie narzekałaby, jednak gdyby okoliczności przyrody sprzyjały temu, aby Cathal faktycznie porzucił swoją koszulę tudzież sweter. - Zwłaszcza na terenach Skandynawii.
Dodała niewinne, zdradzając mu tym samym kierunek, w którym wypłynie statek jej ojca. Kapitan wybrał swój ulubiony, najbardziej komfortowy, skoro jego córka zdecydowała się po tylu latach skorzystać z pokładu. Sama Cyna starała się jednak nie spoglądać zbyt długo na kołyszącą się na wodzie konstrukcje, nie chcąc odpłynąć gdzieś do wspomnień, które przecież tkwiły zagrzebane gdzieś w czarnym pudełeczku, wewnątrz jej umysłu. Podobno każdy człowiek miał taką swoją puszkę Pandory. Nie wątpiła, że stojący obok niej Czarodziej również.
Uśmiechnęła się do obydwu panów niewinnie po tym, jak przywitała ojca i przedstawiła go Archeologowi. Kwestie pracy oraz nauki nigdy nie wzbudzały w Williamie Flincie żadnych podejrzeń względem swojej nazbyt ambitnej — jego zdaniem jak na swoją płeć, córki. Przywykł, że ciągle prosiła go o przywiezienie ksiąg lub spędzała całe noce w swojej małej pracowni, badając sprawy, których żeglarz i handlarz by nie zrozumiał. Mężczyzna zlustrował go wzrokiem, tęczówki miał tego samego koloru, co Castiel i uśmiechnął się krótko, cofając dłoń po przywitaniu.
- Miło poznać. Nie wątpię, że Cynthia wybrała kogoś o właściwych kompetencjach. Musi być Pan bardzo doświadczony.
Jako Kapitan, przywykł do rozkazów oraz szybkiej organizacji pracy, oraz czasu, więc poinstruował tylko córkę, a potem poszedł jeszcze dopełnić formalności, gdy tylko ich bagaże zostały zabrane.
Kąciki ust jej drgnęły, gdy wzruszyła delikatnie ramionami, znów starając się wyglądać na niewinną i grzeczną, chociaż prawda była zupełnie inne. Paskudny był z niej manipulator.
- Już mi przyznajesz zwycięstwo, a nawet nie odpłynęliśmy jeszcze od brzegu. Co z pozostałymi atrakcjami? - zaczęła równie cicho, przesuwając opuszkami palców po jego ramieniu, gdy znaleźli się na kołyszącym się subtelnie pokładzie. Ojciec był wisienką na torcie, owszem, ale ciasto wciąż posiadało warstwy i dodatki. - Uznałam, że lubisz wyzwania, a jestem przekonana, że Ojciec będzie bardzo Tobą zainteresowany przy kolacji i przygotuje swój ulubiony rum. Przesadziłam?
Przekręciła głowę na bok, przystając przy jednej z burt — od strony wody, tak że mogła stanąć naprzeciwko niego. Po statku kręcili się marynarze, dopakowywali ostatnie skrzynie i przygotowywali się do wypłynięcia. - Powiedziałam mu, że chcę zrobić dodatkowe papiery na konsultację przy starszych zwłokach, pozbawionych tkanek. I że jako Archeolog, również takową posiadasz, więc poprosiłam Cię o pomoc. Tak, żebyśmy mieli jedną wersję.
Dodała szeptem, pozwalając sobie na puszczenie mu oczka, a potem odetchnęła głębiej i stanęła przodem do wody, opierając się o chłodne, intensywnie pachnące w akompaniamencie morskiej bryzy i soli, drewna.
A jednak cieszyła się na to spotkanie wewnętrznie, zaciekawiona, czy jej pomysł na wycieczkę i wykorzystanie mniej pospolitych środków transportu zrobią na nim takie wrażenie, jak zrobiły na niej zaczarowane lustra. Wciąż nie do końca rozumiała majaczące w nich obrazy, ale utkwiły w jej pamięci.
-No tak, prawdziwi mężczyźni chodzą bez koszulki. -przyznała poważnie, przytakując dodatkowo ruchem głowy i z trudem powstrzymała się, żeby nie przesunąć spojrzenia w okolice jego ramion i torsu, ale ostatecznie, była dobrze wychowaną panną. Ów Panna nie narzekałaby, jednak gdyby okoliczności przyrody sprzyjały temu, aby Cathal faktycznie porzucił swoją koszulę tudzież sweter. - Zwłaszcza na terenach Skandynawii.
Dodała niewinne, zdradzając mu tym samym kierunek, w którym wypłynie statek jej ojca. Kapitan wybrał swój ulubiony, najbardziej komfortowy, skoro jego córka zdecydowała się po tylu latach skorzystać z pokładu. Sama Cyna starała się jednak nie spoglądać zbyt długo na kołyszącą się na wodzie konstrukcje, nie chcąc odpłynąć gdzieś do wspomnień, które przecież tkwiły zagrzebane gdzieś w czarnym pudełeczku, wewnątrz jej umysłu. Podobno każdy człowiek miał taką swoją puszkę Pandory. Nie wątpiła, że stojący obok niej Czarodziej również.
Uśmiechnęła się do obydwu panów niewinnie po tym, jak przywitała ojca i przedstawiła go Archeologowi. Kwestie pracy oraz nauki nigdy nie wzbudzały w Williamie Flincie żadnych podejrzeń względem swojej nazbyt ambitnej — jego zdaniem jak na swoją płeć, córki. Przywykł, że ciągle prosiła go o przywiezienie ksiąg lub spędzała całe noce w swojej małej pracowni, badając sprawy, których żeglarz i handlarz by nie zrozumiał. Mężczyzna zlustrował go wzrokiem, tęczówki miał tego samego koloru, co Castiel i uśmiechnął się krótko, cofając dłoń po przywitaniu.
- Miło poznać. Nie wątpię, że Cynthia wybrała kogoś o właściwych kompetencjach. Musi być Pan bardzo doświadczony.
Jako Kapitan, przywykł do rozkazów oraz szybkiej organizacji pracy, oraz czasu, więc poinstruował tylko córkę, a potem poszedł jeszcze dopełnić formalności, gdy tylko ich bagaże zostały zabrane.
Kąciki ust jej drgnęły, gdy wzruszyła delikatnie ramionami, znów starając się wyglądać na niewinną i grzeczną, chociaż prawda była zupełnie inne. Paskudny był z niej manipulator.
- Już mi przyznajesz zwycięstwo, a nawet nie odpłynęliśmy jeszcze od brzegu. Co z pozostałymi atrakcjami? - zaczęła równie cicho, przesuwając opuszkami palców po jego ramieniu, gdy znaleźli się na kołyszącym się subtelnie pokładzie. Ojciec był wisienką na torcie, owszem, ale ciasto wciąż posiadało warstwy i dodatki. - Uznałam, że lubisz wyzwania, a jestem przekonana, że Ojciec będzie bardzo Tobą zainteresowany przy kolacji i przygotuje swój ulubiony rum. Przesadziłam?
Przekręciła głowę na bok, przystając przy jednej z burt — od strony wody, tak że mogła stanąć naprzeciwko niego. Po statku kręcili się marynarze, dopakowywali ostatnie skrzynie i przygotowywali się do wypłynięcia. - Powiedziałam mu, że chcę zrobić dodatkowe papiery na konsultację przy starszych zwłokach, pozbawionych tkanek. I że jako Archeolog, również takową posiadasz, więc poprosiłam Cię o pomoc. Tak, żebyśmy mieli jedną wersję.
Dodała szeptem, pozwalając sobie na puszczenie mu oczka, a potem odetchnęła głębiej i stanęła przodem do wody, opierając się o chłodne, intensywnie pachnące w akompaniamencie morskiej bryzy i soli, drewna.