09.10.2023, 20:19 ✶
Dobrze wiedział, że może liczyć na brata. I chociaż Laurence w liście nie zadawał pytań, to i tak należały mu się wyjaśnienia. Prośba o stricte bojowy środek na pewno rodziła u starszego mnóstwo domysłów. Szczególnie kiedy raptem kilka dni wcześniej, Lou ogłosił swój organizację pojedynku z Nottem. Oczywiście, że nie zamierzał korzystać z eliksiru w dniu pojedynku, to byłby kompletny idiotyzm z jego strony. Regulamin pojedynku surowo zabraniał używać tego typu dopingu na czas walki. Może i kilka lat temu, kiedy jeszcze grał zawodowo w quidditcha, przyległa do niego łatka tego, który upodobał sobie nieczyste zagrania na boisku w drodze po zwycięstwo, ale nie tym razem. W końcu chodziło o coś więcej, niż wygranie głupiego meczu. Zamierzał stoczyć bój o honor swojej, ich wspólnej, siostry. Dlatego nie był na tyle głupi by brać takie ryzyko na barki, kiedy odpowiedzialność była tak wielka. W konsekwencji mógł nawet okryć hańbą cały swój ród i ściągnąć na siebie gniew ojca. Mając na przykładzie starszego brata, wiedział z czym wiążę się tonięcie w niełasce głowy rodziny. W tej kwestii, może w mało transparentny sposób, stał po stronie Laurenca, a przynajmniej mocno liczył na to, że któregoś dnia ojciec cofnie wszystkie złe słowa które powiedział w kierunku pierworodnego. Dla Louvaina rodzina była najważniejsza, uważał, że nie ważne co, ale powinni trzymać się razem, stać w jedności niczym monolit. Jeśli kiedykolwiek wizja Czarnego Pana, w którą uwierzył Lou, miała stać się rzeczywistością to więzy krwi były całkowitym fundamentem, na którym miałby powstać nowy porządek świata. A jeśli chodzi o więzy krwi, to Laurence był najmocniejszym ogniwem w ich gromadce. W jego żyłach, jako jedynemu z całego rodzeństwa, nie krążyła czarna krew Blacków, co powinno zakończyć wszelkie dyskusje na temat dziedzictwa w ich rodzinnym domu.
Louvain od Baltane unikał dużych zbiorowisk ludzi, w pracy w ministerstwie również chadzał swoimi ścieżkami, unikając zbędnych interakcji. Wszystko za sprawą stania się Zimnym, a ten fakt starał się ukrywać cały czas, nieustannie, w każdej chwili. I tak było tym razem. Na umówione spotkanie przybył ubrany w prosty garnitur z wysokim kołnierzem, w rękawicach na dłoni, a na wierz zarzuconą miał długą, nieco powycieraną szatę z kapturem na głowie. Z daleka wyglądał jak przeciętny bywalec Nokturnu, dlatego widząc z odległości kilkudziesięciu metrów swojego brata, odsłonił nieco bardziej swoją twarz, by ten nie pomyślał, że jakiś cichociemny czarownik czai się na jego sakiewkę. - Bracie... - odezwał się pierwszy, uginając lekko karku na powitanie. - Cieszę się, że się spotykamy. Wciąż elegancki jak widzę. - podszedł bliżej i w braterskim uścisku przywitał się z pogodną miną na twarzy.
Louvain od Baltane unikał dużych zbiorowisk ludzi, w pracy w ministerstwie również chadzał swoimi ścieżkami, unikając zbędnych interakcji. Wszystko za sprawą stania się Zimnym, a ten fakt starał się ukrywać cały czas, nieustannie, w każdej chwili. I tak było tym razem. Na umówione spotkanie przybył ubrany w prosty garnitur z wysokim kołnierzem, w rękawicach na dłoni, a na wierz zarzuconą miał długą, nieco powycieraną szatę z kapturem na głowie. Z daleka wyglądał jak przeciętny bywalec Nokturnu, dlatego widząc z odległości kilkudziesięciu metrów swojego brata, odsłonił nieco bardziej swoją twarz, by ten nie pomyślał, że jakiś cichociemny czarownik czai się na jego sakiewkę. - Bracie... - odezwał się pierwszy, uginając lekko karku na powitanie. - Cieszę się, że się spotykamy. Wciąż elegancki jak widzę. - podszedł bliżej i w braterskim uścisku przywitał się z pogodną miną na twarzy.