10.10.2023, 22:32 ✶
Przez to, że Cynthii trudno było nawiązywać relacje głębsze, które mogłyby zakrawać wręcz o intymne, była w tej kwestii uczciwą kobietą. Nie wyobrażała sobie robić tego, co większość jej koleżanek uczyniła. Szanowała Cathala, szanowała Louvaina i chociaż przez swoje drobne upośledzenie emocjonalne, słabo umiała sobie poradzić z sytuacją, w której się znalazła. Wiedziała, że na razie mogła spychać to gdzieś na bok, skupić się na sprawach zalegających w prosektorium zwłok oraz tajemniczej chorobie zimna, która musiała być powiązana z dementorami, którzy zostali według opowiadań przyzwani z limbo lub raczej limbo obdarzyło ich umiejętnością wydzierania dusz. Wpatrywała się w twarz archeologa w milczeniu, słuchając jak zwykle tego, co mówił. Był inteligentnym, dojrzałym facetem — nie mogła mu tego odmówić. Skutecznie kupował jej uwagę.
- To prawda, oni zupełnie inaczej odbierają temperatury. Próbowałeś kiedyś pływania w marcu? - zapytała pogodnie, mimowolnie odwracając spojrzenie w stronę wody — mętnej i brudnej, zapewne lodowatej pomimo tego, że był czerwiec. Nie Cathala bez koszuli nie mogłaby jednak narzekać żadna kobieta. A kraciasta koszula, gdyby pozostawała jednak na ramionach rozpięta, dodałaby tylko uroku. Faktycznie, Nowy Orlean przemknął jej przez głowę, znała tam wiele miejsc, które mogłyby go zainteresować, zwłaszcza na tle historycznym i sporo starych wiedźm o bogatym rodowodzie, ale nie mogła sobie pozwolić na tyle wolnego. I on również nie mógł.
Pokręciła delikatnie głową na ojca tak, aby tego nie zaważył, tkwiąc jednak z miną pokorną i skromną, taką, jaką lubił najbardziej. Ona była tym mniej problematycznym bliźniakiem, zwłaszcza gdy Castiel od tylu miesięcy podróżował, zapewne uciekając przed małżeństwem. Ku zaskoczeniu blondynki, nie reagował chaotycznie i nie wyglądał na speszonego. Jej ojciec, jako Kapitan i osoba dość władcza, stanowcza, często wzbudzała w ludziach irracjonalne poczucie, że są mniejsi od niego. Wykorzystywał to w swoich sprawach, przyniosło mu to wiele umów handlowych. Mężczyzna uśmiechnął się krótko do córki, widocznie zadowolony z jego odpowiedzi, zanim poszedł, instruując oczywiście, co miało wydarzyć się dalej.
Kąciki ust jej drgnęły w szczerym i naturalnym rozbawieniu, gdy padło z jego strony słowo "randka" - pierwszy raz właściwie. Może rzuciła go na zbyt głęboką wodę, ale podczas przeglądania możliwych środków podróży, statek wydał się jej tym najprzyjemniejszym. Nie była niewinną dziewczynką, tylko że ona sama jeszcze do końca o tym nie wiedziała. Na tle społeczeństwa, przedstawicielek jej rocznika, nekromantnka była prawdziwym aniołem, nawet biorąc pod uwagę zakres jej nielegalnych zainteresowań. - To będzie bardzo ciekawa podróż.
Rzuciła wciąż niewinnie, wzruszając ramionami i odwzajemniając jego uśmiech zaraz po tym, jak odwróciła twarz i zadarła nieco głowę, aby odszukać spojrzenie niebieskich oczu. Jedyny problem był taki, że nie była do końca pewna, które pytania wybierze jej ojciec. Zamierzała Cathala oczywiście w razie co ratować, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie była ciekawa tego, co mężczyzna z niego wyciągnie.
- Hmmm.. Ma dobry humor, podpisał nowy kontrakt, więc nie powinien być specjalnie nachalny. Zapewne poruszy temat rosnącej popularności na kawalerstwo wśród mężczyzn, gdy przyjrzy się, że nie masz obrączki. Głównie chcąc przez to ponarzekać na mojego brata. - stuknęła palcem w maźnięte delikatnie usta, a warkocz zakołysał się na jej plecach, podobnie jak materiał targanej wiatrem sukienki. Nie wyglądał na złego.
Spojrzała w wodę, która wydawała się jej tego popołudnia wyjątkowo spokojna. Niebo miało kilka chmur, ale jasnych, za którymi leniwie chowało się słońce. To była dobra pogoda na żeglugę. Ukradkiem zerkała na jego pogrążoną w zamyśleniu twarz, przyznając, że obydwoje z Louvainem byli skrajnie różnymi ludźmi, zarówno zachowaniem, jak i aparycją. Zwilżyła wargi, przysuwając się bliżej do barierki, aby wyjrzeć za burtę. Słyszała w tle, jak odbijając cumę, rozwijają żagle. Gdzieś tańczył głos jej ojca, surowy i stanowczy względem podwładnych. Nie zerknęła jednak w tamtą stronę.
- Wspaniałomyślnie wybrałam Ci rolę, w której się odnajdziesz, nie uważasz? - zapytała pół żartem, pół serio, a potem wyprostowała się i odwróciła głowę w jego stronę, przekręcając ją na bok. Lustrowała go chwilę w milczeniu wzrokiem, w uszach zatańczył głos jej matki ze wspomnienia, które odblokował, zabierając ją do gabinetu luster. Teraz pamiętała je całe, za co była mu trochę wdzięczna.
- Gdybym Ci powiedziała tak od razu, nie miałbyś niespodzianki i nie mogłam zobaczyć, czy Ci się podoba, czy nie. A poza tym, ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że kobieta bez sekretów jest jak niebo, na którym nie widać gwiazd. Mniej intrygująca..
Chciała dopowiedzieć coś jeszcze, ale kątem oka dostrzegła zbliżającego się Williama. Cofnęła się pół kroku, zachowując od mężczyzny stosowną odległość i grzecznie schowała za siebie ręce, splątując dłonie. Ojciec przyjrzał się jej chwilę, uśmiechnął i skupił uwagę na Cathalu.
- Musi mi Pan wybaczyć, że podczas podróży mogę nie być w stanie poświęcić Panu tyle uwagi, ile bym chciała. Musimy jeszcze przygotować dokumenty handlowe i zająć się pewnymi sprawami z moim zastępcą, ale zaplanowałem dziś czas wieczorem na wspólną, wczesną kolację. O siedemnastej. Odpowiada Panu ta godzina?
Zapytał uprzejmie, chcąc widocznie dobrze zająć się przyprowadzonym przez swoją córkę gościem. Niezbyt często się zdarzało, że Cynthia mu kogokolwiek przedstawiała — nie licząc oczywiście Brenny, Victorii oraz Fergusa, z którymi w szkole spędzała najwięcej czasu.
- To prawda, oni zupełnie inaczej odbierają temperatury. Próbowałeś kiedyś pływania w marcu? - zapytała pogodnie, mimowolnie odwracając spojrzenie w stronę wody — mętnej i brudnej, zapewne lodowatej pomimo tego, że był czerwiec. Nie Cathala bez koszuli nie mogłaby jednak narzekać żadna kobieta. A kraciasta koszula, gdyby pozostawała jednak na ramionach rozpięta, dodałaby tylko uroku. Faktycznie, Nowy Orlean przemknął jej przez głowę, znała tam wiele miejsc, które mogłyby go zainteresować, zwłaszcza na tle historycznym i sporo starych wiedźm o bogatym rodowodzie, ale nie mogła sobie pozwolić na tyle wolnego. I on również nie mógł.
Pokręciła delikatnie głową na ojca tak, aby tego nie zaważył, tkwiąc jednak z miną pokorną i skromną, taką, jaką lubił najbardziej. Ona była tym mniej problematycznym bliźniakiem, zwłaszcza gdy Castiel od tylu miesięcy podróżował, zapewne uciekając przed małżeństwem. Ku zaskoczeniu blondynki, nie reagował chaotycznie i nie wyglądał na speszonego. Jej ojciec, jako Kapitan i osoba dość władcza, stanowcza, często wzbudzała w ludziach irracjonalne poczucie, że są mniejsi od niego. Wykorzystywał to w swoich sprawach, przyniosło mu to wiele umów handlowych. Mężczyzna uśmiechnął się krótko do córki, widocznie zadowolony z jego odpowiedzi, zanim poszedł, instruując oczywiście, co miało wydarzyć się dalej.
Kąciki ust jej drgnęły w szczerym i naturalnym rozbawieniu, gdy padło z jego strony słowo "randka" - pierwszy raz właściwie. Może rzuciła go na zbyt głęboką wodę, ale podczas przeglądania możliwych środków podróży, statek wydał się jej tym najprzyjemniejszym. Nie była niewinną dziewczynką, tylko że ona sama jeszcze do końca o tym nie wiedziała. Na tle społeczeństwa, przedstawicielek jej rocznika, nekromantnka była prawdziwym aniołem, nawet biorąc pod uwagę zakres jej nielegalnych zainteresowań. - To będzie bardzo ciekawa podróż.
Rzuciła wciąż niewinnie, wzruszając ramionami i odwzajemniając jego uśmiech zaraz po tym, jak odwróciła twarz i zadarła nieco głowę, aby odszukać spojrzenie niebieskich oczu. Jedyny problem był taki, że nie była do końca pewna, które pytania wybierze jej ojciec. Zamierzała Cathala oczywiście w razie co ratować, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie była ciekawa tego, co mężczyzna z niego wyciągnie.
- Hmmm.. Ma dobry humor, podpisał nowy kontrakt, więc nie powinien być specjalnie nachalny. Zapewne poruszy temat rosnącej popularności na kawalerstwo wśród mężczyzn, gdy przyjrzy się, że nie masz obrączki. Głównie chcąc przez to ponarzekać na mojego brata. - stuknęła palcem w maźnięte delikatnie usta, a warkocz zakołysał się na jej plecach, podobnie jak materiał targanej wiatrem sukienki. Nie wyglądał na złego.
Spojrzała w wodę, która wydawała się jej tego popołudnia wyjątkowo spokojna. Niebo miało kilka chmur, ale jasnych, za którymi leniwie chowało się słońce. To była dobra pogoda na żeglugę. Ukradkiem zerkała na jego pogrążoną w zamyśleniu twarz, przyznając, że obydwoje z Louvainem byli skrajnie różnymi ludźmi, zarówno zachowaniem, jak i aparycją. Zwilżyła wargi, przysuwając się bliżej do barierki, aby wyjrzeć za burtę. Słyszała w tle, jak odbijając cumę, rozwijają żagle. Gdzieś tańczył głos jej ojca, surowy i stanowczy względem podwładnych. Nie zerknęła jednak w tamtą stronę.
- Wspaniałomyślnie wybrałam Ci rolę, w której się odnajdziesz, nie uważasz? - zapytała pół żartem, pół serio, a potem wyprostowała się i odwróciła głowę w jego stronę, przekręcając ją na bok. Lustrowała go chwilę w milczeniu wzrokiem, w uszach zatańczył głos jej matki ze wspomnienia, które odblokował, zabierając ją do gabinetu luster. Teraz pamiętała je całe, za co była mu trochę wdzięczna.
- Gdybym Ci powiedziała tak od razu, nie miałbyś niespodzianki i nie mogłam zobaczyć, czy Ci się podoba, czy nie. A poza tym, ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że kobieta bez sekretów jest jak niebo, na którym nie widać gwiazd. Mniej intrygująca..
Chciała dopowiedzieć coś jeszcze, ale kątem oka dostrzegła zbliżającego się Williama. Cofnęła się pół kroku, zachowując od mężczyzny stosowną odległość i grzecznie schowała za siebie ręce, splątując dłonie. Ojciec przyjrzał się jej chwilę, uśmiechnął i skupił uwagę na Cathalu.
- Musi mi Pan wybaczyć, że podczas podróży mogę nie być w stanie poświęcić Panu tyle uwagi, ile bym chciała. Musimy jeszcze przygotować dokumenty handlowe i zająć się pewnymi sprawami z moim zastępcą, ale zaplanowałem dziś czas wieczorem na wspólną, wczesną kolację. O siedemnastej. Odpowiada Panu ta godzina?
Zapytał uprzejmie, chcąc widocznie dobrze zająć się przyprowadzonym przez swoją córkę gościem. Niezbyt często się zdarzało, że Cynthia mu kogokolwiek przedstawiała — nie licząc oczywiście Brenny, Victorii oraz Fergusa, z którymi w szkole spędzała najwięcej czasu.