13.10.2023, 23:10 ✶
Posłała mu krótkie, pytające spojrzenie, ale nie powiedziała słowa. Cóż, widocznie z tajemnicami u mężczyzn było tak, jak z tymi u kobiet, chociaż kobiety dużo gorzej znosiły męskie sekrety. Cyna właściwie lubiła zimną wodę, nie przeszkadzały jej kąpiele w nienagrzanych zbiornikach wodnych, chociaż podobnie, jak statków, instynktownie ich unikała. Jej brat odziedziczył po rodzie ich matki pewien talent związany z tym żywiołem, ale obydwoje czuli się w nim, jak ryby. Dużo gorzej było z wysokością, bo ona nawet nie latała na miotle i jedyne miejsce, które wytrzymywała, to jak na ironię, bocianie gniazdo.
Jej ojciec lubił dominować, lubił czuć się ważny — uciekł w obowiązki i w żeglugę po śmierci żony, cenił sobie posłuch. Gdyby jednak zapytać jego córkę, ona również nie powiedziałaby, że William był w stanie zdominować Cathala. Archeolog w jej oczach był mężczyzną niezwykle silnym i stanowczym, zbyt dojrzałym na takie gierki. No, chyba że chodziło o te, które prowadził z nią, bo to była zupełnie inna historia. Miała zwyczajnie wrażenie, że obydwoje się ze sobą dobrze bawią, próbując dotrzeć do sedna tego drugiego. To było jak czytanie dobrej książki, a te była Ślizgonka lubiła od najmłodszych lat. Uśmiechnęła się na jego rozbawione spojrzenie dość naturalnie.
- Ku niezadowoleniu Ojca, imię wcale nie określa charakteru. - przytaknęła, ponownie wzruszając delikatnie ramionami. Castiel go wpędzał go grobu — nie chciał żony, ciągle podróżował, pakował się w kłopoty i badał sprawy, które zdaniem ojca były go niegodne. Bardzo chciałby, żeby znalazł ciepłą posadę w Ministerstwie lub otworzył jakiś sensowny biznes, skoro nie chciał się od niego uczyć żeglugi i tajników morskiego handlu. Czasem broniła bliźniaka, ale musiała robić to niezwykle taktownie, nie chcąc awantury. Zdawała sobie sprawę, że nie ma prawa wtrącać się w jego wybory, niezależnie, co o nich sądziła. Powędrowała spojrzeniem w stronę jego dłoni. - Mój ojciec jest klasyczny i chociaż niektóre rody pozwalają na dziedziczenie kobiecie, dla niego byłoby to ujmą na honorze. A z tego, co wiem, ma tylko mnie i Castiela. Chciałby, żeby znalazł żonę i miał dziecko bardziej, niż żebym ja sobie takowego znalazła, chociaż pieszczotliwie twierdzi, że jestem jego najlepszą kartą przetargową.
Wyjaśniła ze spokojem, całkiem z tą myślą pogodzona i oswojona. Robiła, co chciała i żyła, jak chciała, dopóki mogła. Już raz chciał ją paskudnemu Edwardowi sprzedać za kontrakt na wyłączność i kilka innych przywilejów. Oczywiście nie oddałby jej ręki komuś, kogo by w jakiś sposób nie akceptował, ale wciąż wierzył, że dobre zamążpójście Cynthii wzmocni jego pozycję.
- Gdybyś nie był, nie tkwiłbyś teraz na statku mojego ojca, dając się porwać w nieznane, prawda? - tym razem to ona puściła mu oczko z odrobiną zadziorności, zaraz jednak łagodniejąc i przybierając odpowiednią postawę.
Oczywiście, że się na to łapał — nigdy nie zawiodła jego zaufania, dostrajała się do jego potrzeb od lat i nawet chyba nie chciał dostrzegać tego, jaka ona była. Nie rozczarowywała go, zawsze była posłuszna, nie szlajała się z mężczyznami — jedynym problemem była jej ambicja, ale z tym nauczył się żyć.
Mężczyzna uśmiechnął się dość sympatycznie, przyglądając się Cathalowi. Wyglądał w jego mniemaniu przyzwoicie, nie dostrzegał zagrożenia. Nie wątpił też, że Cynthia zawsze wybierała tylko najlepszych kandydatów do pomocy w poszerzaniu swojej i tak zbyt dużej wiedzy, bo byłoby prościej, gdyby była głupia.
- Całe szczęście, bo prądy morskie na szlaku, z którego skorzystamy, bywają zdradliwe, Panie Shafiq. I wolałbym Pana nie zgubić wśród fal. Rozumiem, wybornie. Może zechce Pan pozwolić ze mną, oprowadzę Pana po pokładzie i opowiem co nieco o statkach. Mam doskonały rum w gabinecie i tak się składa, że mamy w transporcie kilka starych dzieł pozyskanych od muzeum w Londynie w ramach wymiany z tym w Oslo, gdyby zechciał Pan rzucić okiem. - wyprostował się, poprawiając rękawy swojej eleganckiej koszuli. Nie widział żadnego podstępu, chciał być zwyczajnie miły, bo jego ród nie był tak potężny, jak Blackowie czy Lestrange, więc bardzo dbał o reputację. Wiedział też, że Shafiqowie są czystej krwi, bo było tylko dodatkowym plusem, może chciał wybadać jego poglądy? Spojrzał na córkę, posyłając jej delikatny uśmiech. - Masz trochę czasu przed obiadem, odpocznij trochę i się przygotuj dziecinko. Przygotujesz mi tę swoją herbatkę?
-W takim razie zostawiam Pana Shafiqa w Twoich rękach i proszę Tato, nie zanudź mi nauczyciela. A zioła przygotuje, oczywiście. - uśmiechnęła się, dygając delikatnie z pewną dozą udawanego posłuszeństwa. - Życzę Panom miłej pogawędki, pójdę już.
Spojrzała na jednego i drugiego — na Cathala trochę dłużej i kąciki ust jej drgnęły miło, a potem odwróciła się i poszła faktycznie do kajuty. Do siedemnastej mieli wciąż prawie trzy godziny, ojciec z pewnością puści go przynajmniej godzinę przed czasem, aby odpoczął się i przygotował. Powinien to przeżyć.
Jej ojciec lubił dominować, lubił czuć się ważny — uciekł w obowiązki i w żeglugę po śmierci żony, cenił sobie posłuch. Gdyby jednak zapytać jego córkę, ona również nie powiedziałaby, że William był w stanie zdominować Cathala. Archeolog w jej oczach był mężczyzną niezwykle silnym i stanowczym, zbyt dojrzałym na takie gierki. No, chyba że chodziło o te, które prowadził z nią, bo to była zupełnie inna historia. Miała zwyczajnie wrażenie, że obydwoje się ze sobą dobrze bawią, próbując dotrzeć do sedna tego drugiego. To było jak czytanie dobrej książki, a te była Ślizgonka lubiła od najmłodszych lat. Uśmiechnęła się na jego rozbawione spojrzenie dość naturalnie.
- Ku niezadowoleniu Ojca, imię wcale nie określa charakteru. - przytaknęła, ponownie wzruszając delikatnie ramionami. Castiel go wpędzał go grobu — nie chciał żony, ciągle podróżował, pakował się w kłopoty i badał sprawy, które zdaniem ojca były go niegodne. Bardzo chciałby, żeby znalazł ciepłą posadę w Ministerstwie lub otworzył jakiś sensowny biznes, skoro nie chciał się od niego uczyć żeglugi i tajników morskiego handlu. Czasem broniła bliźniaka, ale musiała robić to niezwykle taktownie, nie chcąc awantury. Zdawała sobie sprawę, że nie ma prawa wtrącać się w jego wybory, niezależnie, co o nich sądziła. Powędrowała spojrzeniem w stronę jego dłoni. - Mój ojciec jest klasyczny i chociaż niektóre rody pozwalają na dziedziczenie kobiecie, dla niego byłoby to ujmą na honorze. A z tego, co wiem, ma tylko mnie i Castiela. Chciałby, żeby znalazł żonę i miał dziecko bardziej, niż żebym ja sobie takowego znalazła, chociaż pieszczotliwie twierdzi, że jestem jego najlepszą kartą przetargową.
Wyjaśniła ze spokojem, całkiem z tą myślą pogodzona i oswojona. Robiła, co chciała i żyła, jak chciała, dopóki mogła. Już raz chciał ją paskudnemu Edwardowi sprzedać za kontrakt na wyłączność i kilka innych przywilejów. Oczywiście nie oddałby jej ręki komuś, kogo by w jakiś sposób nie akceptował, ale wciąż wierzył, że dobre zamążpójście Cynthii wzmocni jego pozycję.
- Gdybyś nie był, nie tkwiłbyś teraz na statku mojego ojca, dając się porwać w nieznane, prawda? - tym razem to ona puściła mu oczko z odrobiną zadziorności, zaraz jednak łagodniejąc i przybierając odpowiednią postawę.
Oczywiście, że się na to łapał — nigdy nie zawiodła jego zaufania, dostrajała się do jego potrzeb od lat i nawet chyba nie chciał dostrzegać tego, jaka ona była. Nie rozczarowywała go, zawsze była posłuszna, nie szlajała się z mężczyznami — jedynym problemem była jej ambicja, ale z tym nauczył się żyć.
Mężczyzna uśmiechnął się dość sympatycznie, przyglądając się Cathalowi. Wyglądał w jego mniemaniu przyzwoicie, nie dostrzegał zagrożenia. Nie wątpił też, że Cynthia zawsze wybierała tylko najlepszych kandydatów do pomocy w poszerzaniu swojej i tak zbyt dużej wiedzy, bo byłoby prościej, gdyby była głupia.
- Całe szczęście, bo prądy morskie na szlaku, z którego skorzystamy, bywają zdradliwe, Panie Shafiq. I wolałbym Pana nie zgubić wśród fal. Rozumiem, wybornie. Może zechce Pan pozwolić ze mną, oprowadzę Pana po pokładzie i opowiem co nieco o statkach. Mam doskonały rum w gabinecie i tak się składa, że mamy w transporcie kilka starych dzieł pozyskanych od muzeum w Londynie w ramach wymiany z tym w Oslo, gdyby zechciał Pan rzucić okiem. - wyprostował się, poprawiając rękawy swojej eleganckiej koszuli. Nie widział żadnego podstępu, chciał być zwyczajnie miły, bo jego ród nie był tak potężny, jak Blackowie czy Lestrange, więc bardzo dbał o reputację. Wiedział też, że Shafiqowie są czystej krwi, bo było tylko dodatkowym plusem, może chciał wybadać jego poglądy? Spojrzał na córkę, posyłając jej delikatny uśmiech. - Masz trochę czasu przed obiadem, odpocznij trochę i się przygotuj dziecinko. Przygotujesz mi tę swoją herbatkę?
-W takim razie zostawiam Pana Shafiqa w Twoich rękach i proszę Tato, nie zanudź mi nauczyciela. A zioła przygotuje, oczywiście. - uśmiechnęła się, dygając delikatnie z pewną dozą udawanego posłuszeństwa. - Życzę Panom miłej pogawędki, pójdę już.
Spojrzała na jednego i drugiego — na Cathala trochę dłużej i kąciki ust jej drgnęły miło, a potem odwróciła się i poszła faktycznie do kajuty. Do siedemnastej mieli wciąż prawie trzy godziny, ojciec z pewnością puści go przynajmniej godzinę przed czasem, aby odpoczął się i przygotował. Powinien to przeżyć.