14.10.2023, 12:12 ✶
Musiał dbać o swoją prywatność, bo miał wiele do ukrycia. Praktycznie z każdym rokiem coraz więcej. Kiedy jeszcze wojna była poza horyzontem on również niezbyt dbał o to, co się o nim mawiało. Jeśli dbał to wyłącznie o to, żeby żadnej gazecie nie brakowało tematów, ani nagłówków do ich periodyków. Jakakolwiek krytyka spływała po nim jak po kaczce. Był bardzo młody, bogaty jak cholera i nieprzyzwoicie przystojny, dlaczego miałby się przejmować czymkolwiek, skoro wszystko czego pragnął było w zasięgu ręki. Nigdy nie miał odruchu w którym chciałby ugryźć się w język i jeśli chciał nawrzucać trochę mugolom, czy mieszańcom półkrwi to robił to, bez wyrzutów sumienia. Swoje magirasistowskie przekonania wyniósł z domu, tego rodzinnego i w Hogwarcie. Był uprzedzony do czarodziei spoza skorowidza czystości krwi, jeszcze zanim Czarny Pan ogłosił swój manifest i zdecydowana większość jego rodziny również i to na wiele pokoleń wstecz. Heather mogła snuć swoje domysły, na temat powiązań Lou z Lordem Voldemortem, jednak to wciąż były wyłącznie domysły. - Łżesz parszywcu... - syknął po raz kolejny. Odnosił się za równo do tego, czy aby na pewno go nie śledziła, oraz o ciągłości historycznej swojej rodziny. Dla niego, nazwisko rudej oznaczało tyle co brud i wstyd. Nawet jeśli jej przodkowie żyli w tradycji i zgodnie z obyczajami czarodziejów to dopuścili się zbrodni na magicznej społeczności, wpuszczając do niej mugolaków, tym samym pozwalając by czarodziejski kod kulturowy, tak unikalny dla czystokrwistych, rozmywał się i rozpadał na atomy. Im więcej napływowej krwi spoza magicznego kręgu kulturowego, tym więcej demoralizacji pośród społeczeństwa. Takiego właśnie zdania był Louvain, jednak nie zamierzał wdawać się w dyskusję na temat antropologi czarodziejów, ruda nie była dla niego warta merytorycznej dyskusji.
Próbował ją sprowokować, by to ona pierwsza przekroczyła granicę i zaatakowała go pierwsza. Przynajmniej wtedy miałby temat do narzekania, iż brygadzistka przekroczyła swoje uprawnienia i eskalowała konflikt bez przyczyny. Może gdyby się uparł, rudzielec zostałby wtedy zawieszony. - Dlaczego pozwalasz mieszać się z błotem? - dopytał sarkastycznie widząc jak udaje niewzruszoną po ubrudzeniu jej pomyjami. - To proste. Nie masz dumy, ani godności. - dorzucił szyderczo. Nie czekając na więcej zachęt, uniósł wysoko ramię i machnął różdżką w kierunku jej postaci. Mia zamiar przy użyciu czaru translokacji szarpnąć za włosy Heather, na tyle mocny, by twarzą wylądowała w kałuży popłuczyn Nokturnu.
Próbował ją sprowokować, by to ona pierwsza przekroczyła granicę i zaatakowała go pierwsza. Przynajmniej wtedy miałby temat do narzekania, iż brygadzistka przekroczyła swoje uprawnienia i eskalowała konflikt bez przyczyny. Może gdyby się uparł, rudzielec zostałby wtedy zawieszony. - Dlaczego pozwalasz mieszać się z błotem? - dopytał sarkastycznie widząc jak udaje niewzruszoną po ubrudzeniu jej pomyjami. - To proste. Nie masz dumy, ani godności. - dorzucił szyderczo. Nie czekając na więcej zachęt, uniósł wysoko ramię i machnął różdżką w kierunku jej postaci. Mia zamiar przy użyciu czaru translokacji szarpnąć za włosy Heather, na tyle mocny, by twarzą wylądowała w kałuży popłuczyn Nokturnu.
Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!
Sukces!