24.10.2023, 20:32 ✶
To nie ziemia pękła pod Lorettą pierwsza, a atlas nieba, którego dziura rozdarła się tuż nad ulubionym obłokiem Diany. Obserwowała upadek kobiety, lot z jej perspektywy powolny i leniwy, tak jakby cząsteczki jej ciała oblepione były przez lepką, ciągnącą się masą kajmakową. Uderzyła w końcu w nieszczęsnego muchomorka, buziuchną o wyścielany maziowatą warstwą kapelusz, wycierając leśną rosę i spływając po niej na dół - policzkiem dotykając nagiej ziemi. Musiało boleć, pomyślała Diana, przegryzając marchewkę. Usmarowana białą farbą, ubrana od stóp do głów na biało niczym przewodniczka, a może i święta dziewica nowej monoteistycznej religii, odkleiła się od krzaku malin, przy którym właśnie ucinała sobie drzemkę. Musiała przystanąć przy jednym z dębów, wspierając się dłonią o chropowatą korę, obserwując w ukryciu nowego przybysza. Wtedy też usłyszała lorettowe pomruki.
Och, nie, nie, nie!
Złapała się za głowę słysząc przekleństwa ciosane przez nią eter – nie!!! Tylko nie one TO!
– Loretto, błagam, nie!, nic nie mów, one... cię usłyszą.
Lestrange zachrypły głos najpierw usłyszała - oczywiście, najpewniej nie była jeszcze pewna czy nie był jedynie pomyłką, drobną usterką ogłuszonego umysłu. Diana Mulciber, w całej swej istocie, wybiegła z mszystego zakątka. Nie spoglądała w oczy światu, spojrzeniem mętnym, pozbawionym celu, błądząc dookoła sylwetki Loretty.
Tak jakby absurd wykuty już na dobre w ramy rzeczywistości Diany, miał nagle wypłynąć, wypełznąć i ruszyć wprost na Lorettę.
Las wtedy zamarł.
Jedynie wiatr potrząsający szeleszczącymi czuprynami drzew wypełniał to miejsce wątłym wrażeniem namacalności, wszystko inne zdawało się milczeć podobnie do nieruchomych kamieni. Aż do momentu, gdy usłyszały to:
– In the shadows deep where darkness thrives,
Where the moonlight hides and terror arrives.
Whispers in the night, a haunting tune,
Underneath the pale, bone-chilling moon.
Śpiew. idylliczny, piękny i anielski, którego wysokie głoski i boska melodia łechtały swą perfekcją od wewnątrz, odbierały dech z piersi i przede wszystkim - mamiły. Diana, nie bacząc na Lorettę, złapała się za uszy i ukucnęła na ziemi oczekując czegoś, co nie nadchodziło przez jeszcze kilka kolejnych chwil po niebiańskich głosach i otumaniającej melodii.
Wnet krzyk, a raczej diaboliczny, ochlapany makabrą skowyt rozsadził las od wewnątrz i obtoczył go ciasną pieczęcią, na co biedna Loretta najpewniej nie była przygotowana.
– Obawiam się, że mamy kłopoty...
Och, nie, nie, nie!
Złapała się za głowę słysząc przekleństwa ciosane przez nią eter – nie!!! Tylko nie one TO!
– Loretto, błagam, nie!, nic nie mów, one... cię usłyszą.
Lestrange zachrypły głos najpierw usłyszała - oczywiście, najpewniej nie była jeszcze pewna czy nie był jedynie pomyłką, drobną usterką ogłuszonego umysłu. Diana Mulciber, w całej swej istocie, wybiegła z mszystego zakątka. Nie spoglądała w oczy światu, spojrzeniem mętnym, pozbawionym celu, błądząc dookoła sylwetki Loretty.
Tak jakby absurd wykuty już na dobre w ramy rzeczywistości Diany, miał nagle wypłynąć, wypełznąć i ruszyć wprost na Lorettę.
Las wtedy zamarł.
Jedynie wiatr potrząsający szeleszczącymi czuprynami drzew wypełniał to miejsce wątłym wrażeniem namacalności, wszystko inne zdawało się milczeć podobnie do nieruchomych kamieni. Aż do momentu, gdy usłyszały to:
– In the shadows deep where darkness thrives,
Where the moonlight hides and terror arrives.
Whispers in the night, a haunting tune,
Underneath the pale, bone-chilling moon.
Śpiew. idylliczny, piękny i anielski, którego wysokie głoski i boska melodia łechtały swą perfekcją od wewnątrz, odbierały dech z piersi i przede wszystkim - mamiły. Diana, nie bacząc na Lorettę, złapała się za uszy i ukucnęła na ziemi oczekując czegoś, co nie nadchodziło przez jeszcze kilka kolejnych chwil po niebiańskich głosach i otumaniającej melodii.
Wnet krzyk, a raczej diaboliczny, ochlapany makabrą skowyt rozsadził las od wewnątrz i obtoczył go ciasną pieczęcią, na co biedna Loretta najpewniej nie była przygotowana.
– Obawiam się, że mamy kłopoty...
Chwasty trzeba wyrywać.